Hansi Flick wziął na siebie odpowiedzialność za nieudany mecz z Osasuną. Hiszpańska prasa krytykuje przede wszystkim decyzje personalne trenera związane z dużą liczbą zmian w zespole, co Marca opisuje jako "niebezpieczne rotacje". Nie ma wątpliwości, że miały one wpływ na przebieg pojedynku, i pojawia się pytanie, na ile problem obciążenia piłkarzy można było rozwiązać inaczej.
Flick zaskoczył wyborem wyjściowej jedenastki, bo na ławce zasiedli Lamine Yamal, Raphinha, Alejandro Balde, Marc Casadó i Iñigo Martínez. W pierwszym składzie znaleźli się natomiast Sergi Dominguez, Gerard Martin, Pablo Torre czy Pau Victor. Spore grono zawodników nie do końca sprawdzonych, co miało potem swoje odzwierciedlenie w przebiegu gry. Można stwierdzić, że mądrzenie się po fakcie nie jest zbyt sprawiedliwe, ale przecież Osasuna już przed tym spotkaniem miała bilans trzech zwycięstw i jednego remisu na swoim stadionie. Nie należy do ekip, które powinno się lekceważyć.
Barcelona przez pierwsze 45 minut miała wielkie problemy ze stwarzaniem okazji, a w obronie nie cieszyła się bezpieczeństwem, gdzie jej jedynym weteranem był Jules Koundé. W drugiej połowie obraz gry się poprawił, ale drużyna Flicka musiała już zaryzykować, co dawało Osasunie dużo miejsca na boisku. Gospodarze mieli komfortowe warunki, a Barçy brakowało płynności, gdy rywale boleśnie punktowali jej słabe punkty oraz ograniczali mocne strony.
Zbyt dużo zmian?
W tej sytuacji Flick jest krytykowany nie za same rotacje, bo one w trybie gry co 3 dni są niezbędne, ale za zbyt dużą ich liczbę w jednym momencie. Dla przykładu, Raphinha i Lamine Yamal występowali ostatnio w każdym meczu niemal w całości, gdy np. w starciu z jedną z najsłabszych drużyn w LaLidze Getafe można było sobie pozwolić na odpoczynek dla chociaż jednego z nich, aby mógł on zagrać wczoraj od pierwszej minuty. Flick tłumaczył na konferencji, że musi dbać o zawodników, i pełna zgoda. Jednak nie można nie zwrócić uwagi, że do meczu z Osasuną Raphinha miał w nogach komplet minut, a Lamine zazwyczaj schodził z boiska w okolicach 90. minuty. Skoro gracze potrzebują odpoczynku, dlaczego nie byli oszczędzani wcześniej, nawet wtedy, gdy drużyna wysoko wygrywała?
Nie trzeba wyjaśniać, że porażka z Monaco sprawiła, że drużyna musi zachować świeżość na kolejne spotkanie Ligi Mistrzów, ale jednak tych zmian było za dużo jak na jeden pojedynek. I to o takiej skali trudności. Zwłaszcza gdy wcześniej były okazje do odpoczynku dla napastników. Bo w przypadku innych pozycji trudności z rotacją trochę wykraczają poza kompetencje Flicka.
Problemy kadrowe
Oczywiście nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków z jednego przegranego meczu, ale można odnieść wrażenie, że problem rotacji będzie w tym sezonie bardzo istotny. Zwłaszcza że jest potęgowany przez liczne kontuzje w zespole. Urazy Ronalda Araujo i Andreasa Christensena w połączeniu z wypadnięciem z gry Marca Bernala w zasadzie uniemożliwiają ułożenie sensownego planu zmian w obronie i na pozycji defensywnego pomocnika, gdzie przesuwany jest Eric García, co z kolei powoduje wystawienie na stoperze Sergiego Domingueza, któremu ewidentnie brakuje doświadczenia. To też efekt planowania sezonu, gdy Barcelona znów nie sprowadziła żadnego piwota, polegając jedynie na 17-latku. Oby sytuacja w środku pola poprawiła się wraz z powrotem Gaviego, Frenkiego de Jonga czy Fermína Lópeza, którzy dadzą więcej opcji w drugiej linii.
Na polepszenie sytuacji w obronie trzeba będzie jednak poczekać wraz z wyleczeniem Araujo, choć być może jakimś rozwiązaniem byłoby odważniejsze sięgnięcie po Hectora Forta (tylko 45 minut w tym sezonie), wraz z przesunięciem Julesa Koundé na środek, gdy już trzeba będzie dać odpocząć Pau Cubarsíemu czy Iñigo Martínezowi. Jeżeli chodzi o atak, Flick trochę nie wykorzystał świetnej formy w presezonie Pau Victora. 22-latek do wczoraj grał raptem 58 minut przez półtora miesiąca, więc mogło być mu trudno utrzymać dobrą dyspozycję, spędzając czas głównie na ławce. Wyzwaniem dla trenera w kontekście rotacji będzie zbudowanie przydatności Victora, ale też Ansu Fatiego czy nawet Ferrana Torresa, aby jak najmniej tracić na jakości po zejściu Raphinhi i Lamine'a.
W odwodzie pozostaje utalentowana młodzież na czele z Guille i Tonim Fernándezami. Tych piłkarzy trzeba w jakimś stopniu sensownie ogrywać (na szczęście ci młodsi mogą to robić w rezerwach), bo wpuszczanie Victora raz na miesiąc nie przyczyni się ani do poprawy jego wydajności dla zespołu, ani do zachowania świeżości przez kluczowych graczy, co potem może przekładać się na gorsze wyniki w takich spotkaniach jak to z Osasuną, gdy trener decyduje się na zmiany.
Komentarze (26)