Real i Atlético próbowały w dzisiejszych derbach Madrytu wykorzystać wpadkę Barcelony w Pampelunie, aby skrócić dystans do lidera tabeli. Los Blancos byli o krok od zbliżenia się do Blaugrany na jeden punkt, ale ostatecznie Angel Correa uratował remis dla Rojiblancos.
Pierwsza połowa rozczarowała. Okazji bramkowych było jak na lekarstwo, choć było kilka prób z obu stron. Skuteczną interwencją po strzale z dystansu Fede Valverde wykazał się Jan Oblak. Dużo ciekawiej było w drugiej części gry. Wynik otworzył w 64. minucie Eder Militão. Piłka dotarła do Brazylijczyka po dośrodkowaniu Viníciusa, którego nie sięgnął żaden z graczy, a stoper mocnym uderzeniem wpakował ją do siatki po rykoszecie od jednego z obrońców.
Atlético zaczęło grać nieco odważniej, a napięcie spotkania stale się zwiększało. Na tyle, że zostało nawet przerwane ze względu na agresywne zachowanie kibiców zgromadzonych za jedną z bramek Civitas Metropolitano, którzy wrzucali pewne przedmioty na murawę w stronę graczy Realu, ze szczególnym uwzględnieniem Courtois. Później mecz został jednak wznowiony. Szansę miał Vinícius, ale znów dobrze interweniował Oblak. Z kolei strzał Samuela Lino obronił Courtois.
Gdy wydawało się, że Real odniesienie cenną wygraną, Angel Correa zdobył bramkę wyrównującą po zagraniu Javiego Galana (i sporej dozie nie tylko zręczności, ale też szczęścia). Początkowo trafienie nie zostało uznane przez sędziego Busquetsa Ferrera, ale w końcu VAR przyznał głównemu, że nie było spalonego. Później wideoweryfikacja pomogła raz jeszcze, gdy bezpośrednią czerwoną kartkę po bardzo ostrym wejściu zobaczył Marcos Llorente. Ostatecznie pojedynek zakończył się remisem 1:1, co w świetle przebiegu wydarzeń było bardzo korzystne z perspektywy Barcelony, której przewaga nad Realem wynosi trzy punkty, a nad Atlético - pięć oczek.
Komentarze (38)