Czas liderów

Michał Gajdek

10 kwietnia 2024, 07:00

18 komentarzy

Fot. Getty Images

Z pewnym niepokojem przyjąłem buńczuczne zapowiedzi katalońskiej prasy zapowiadającej „jedenastkę o wyraźnym charakterze ofensywnym”, którą ma chcieć zaprezentować Xavi podczas starcia z PSG na Parc des Princes. To truizm, ale na najwyższym poziomie – a takim jest najlepsza ósemka Europy – o awansie zadecyduje to, kto popełni mniej błędów. A tych zdecydowanie łatwiej uniknąć zachowując spokój i dojrzałość, a nie decydując się na szaleńczą wymianę ciosów.

Celowo nie użyłem w tym kontekście słowa „pragmatyzm”. Mam bowiem wrażenie, że ostatnio jego sens w rozmowach o futbolu uległ wypaczeniu. Ze słownikowej definicji, kładącej przecież nacisk na skuteczność, płynnie przeszliśmy do traktowania „pragmatyzmu” jako synonimu ultradefensywnego nastawienia. Tymczasem „pragmatyzm” polega przecież na wykorzystywaniu w najbardziej racjonalny sposób swoich zasobów – gdybyśmy jutro w Paryżu oglądali trio MSN, tak jak w 2015 roku, to defensywne ustawienie nie byłoby „pragmatyczne”… tylko zwyczajnie przesadnie bojaźliwe.

Mamy jednak 2024 rok, a Barça zameldowała się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów po raz pierwszy od czterech sezonów. Czy nam się to podoba, czy nie, to PSG przystąpi do tego dwumeczu w roli co najmniej lekkiego faworyta. Sukces Barcelonie może przynieść zaś… dojrzałość.

Odciąć wodę młynowi Lucho

Wczorajsze słowa Luisa Enrique podczas przedmeczowej konferencji prasowej o tym, że to on najbardziej reprezentuje styl Barçy, uważam za swego rodzaju wyzwanie kierowane do Xaviego: „śmiało, pokaż mi, że się mylę”. Takie drażnienie ambicji dowodzi jednak, że odpowiedź: „potrzymaj mi cañę” byłaby w najlepszym interesie trenera PSG i prowadzonej przez niego drużyny. Nie jest tajemnicą, że mistrz Francji dysponuje być może najgroźniejszym atakiem świata w otwartych przestrzeniach. Za duetem Mbappe – Dembélé, oboma zresztą ze specjalną motywacją na nadchodzący dwumecz, trudno będzie nadążyć, jeżeli już się rozpędzą.

Znamienny przykład możliwych konsekwencji widzieliśmy w styczniowym finale Superpucharu Hiszpanii. Wysoko ustawiona linia obrony kompletnie nie sprawdziła się przeciwko Realowi Madryt, który boleśnie ukarał Barçę. Oczywiście, wówczas w bramce stał Iñaki Peña, który sprawiał wrażenie przyspawanego do linii bramkowej, jednak nawet od Ter Stegena nie można by wymagać ciągłego wychodzenia do piłek rzucanych za plecy zdezorientowanych obrońców. Już jutro przekonamy się, czy Xavi dał radę wynieść coś pozytywnego z klęski w Rijadzie: bolesną, ale cenną lekcję na przyszłość.

Maraton, a nie sprint

Xavi dotychczas prowadził FC Barcelonę w pięciu dwumeczach w europejskich pucharach: dwukrotnie przeciwko Napoli, a także przeciwko Galatasaray, Eintrachtowi oraz Manchesterowi United. Co ciekawe, ani razu Barça nie wygrała w pierwszym meczu, co jednak w większości przypadków nie przeszkadzało jej kończyć dwumeczu z pozytywnym rezultatem.

Paradoksalnie, jedyne wygrane pierwsze spotkanie w pucharowym dwumeczu zakończyło się… odpadnięciem Blaugrany. Mowa tutaj o rywalizacji na krajowym podwórku z Realem Madryt w zeszłorocznym półfinale Pucharu Króla. Wówczas to, podopieczni Xaviego udali się na Santiago Bernabéu przetrzebieni kontuzjami, a gospodarze byli uważani za wyraźnego faworyta. Ostatecznie jednak, dzięki świetnej postawie w defensywie, to Barça przystąpiła do rewanżu z zaliczką. Późniejszy mecz na Camp Nou to osobna historia, ale wydaje się, że to właśnie zesłoroczne starcie w Madrycie – po którym pisałem o kibicach wstydzących się po zwycięstwie, dumnych po porażce – powinien odświeżyć Xavi, planując rywalizację w Paryżu.

Szkoda byłoby bowiem zaprzepaścić atut, który Barcelonie przyniósł los, w postaci rewanżu na własnym terenie. Jasne, atmosfera na Montjuïc nie przypomina tej na Camp Nou, ale ogólnie rzecz ujmując, wyniki osiągane przez zespół u siebie są więcej niż poprawne. Co najistotniejsze, Barça w swoim tymczasowym domu zanotowała komplet zwycięstw w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Ktoś może powiedzieć, że rywale nie byli z najwyższej półki… ale jednak z dokładnie tymi samymi przeciwnikami, Blaugrana na wyjeździe radziła sobie dużo gorzej (zaledwie jedno zwycięstwo w czterech meczach). W lidze zaś, Montjuïc zdobyli tylko Real Madryt (po fenomenalnej końcówce), Girona (ówcześnie najlepsza ekipa w Hiszpanii) oraz Villarreal (w zupełnie kuriozalnym meczu, wymykającym się wszelkiej logice). Jak to powiedział kiedyś Joan Laporta – Al loro, que no estamos tan mal! (“Nie jest z nami aż tak źle!”).

Czas liderów

Powyższe nie jest bynajmniej nawoływaniem do wyjścia na boisko w Parku Książąt z zupełnie defensywnym nastawieniem i proszeniem o jak najmniejszy wymiar kary. Nadrzędnym celem jest jednak zagranie tego meczu w taki sposób, aby nie zakończył on całego dwumeczu. Jest to istotne nie tylko w kontekście samego wyniku, ale i składu osobowego: ryzykowanie zdrowiem dopiero co powracających piłkarzy, jak Frenkie de Jong, wydaje się zbędne, zwłaszcza biorąc pod uwagę długą listę potencjalnych zawieszeń w rewanżu. 

Powracającym motywem w tym tekście jest „dojrzałość”. Nie sposób nie zauważyć, że jako społeczność kibicowska zbytnio znormalizowaliśmy fakt, że FC Barcelona najpewniej wystąpi w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z dwoma nieletnimi licealistami w pierwszym składzie. Czy zatem można wymagać od nich właśnie „dojrzałości”? Czy można wymagać doświadczenia od piłkarzy, którzy, mimo że kosztowali grube miliony euro, to w tej fazie rozgrywek zagrają po raz pierwszy – jak Raphinha czy Jules Koundé? Albo od zgrai wychowanków nieco starszych niż Lamine i Cubarsi, ale równie zielonych na tym etapie, jak Fermín López?

Kylian Mbappe powiedział kilka dni temu, że nadchodzące starcie to „czas dla wielkich graczy”. Z tego względu, osobiście liczę na najbardziej doświadczonych z grona naszych zawodników, czyli İlkaya Gündoğana oraz Roberta Lewandowskiego. To właśnie na takie mecze zostali oni sprowadzeni, mimo zaawansowanego już przecież wieku. Z całym szacunkiem, ale ich transfery byłyby zbędne, gdyby mieli przydać się wyłącznie w ligowej młócce. Ich prawdziwa wartość powinna się ujawnić właśnie na takim etapie, na jakim się obecnie znajdujemy – to oni muszą wziąć na siebie ciężar nie tylko samej gry, ale i trzymania w ryzach młodszych i mniej doświadczonych kolegów. Tak, jak robił to Niemiec, oklaskując Lamine’a Yamala gdy ten na Civitas Metropolitano zdecydował się zatrzymać akcję, a nie ruszyć z kolejną kontrą.

Pucharowe dwumecze z reguły błędów nie wybaczają. Z tego względu, trzeba zrobić wszystko, żeby ich uniknąć.

P.S. Od razu po zakończeniu dzisiejszego meczu zapraszamy na nasz kanał YouTube, gdzie na gorąco porozmawiamy sobie o wrażeniach z niego - będę miał przyjemność (?) oglądać spotkanie z trybun Parc des Princes. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (18)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze