Jednym z problemów nękających FC Barcelonę w ostatnich meczach są słabe drugie połowy. To nie jest jednorazowy przypadek, ponieważ w czterech spotkaniach po powrocie rozgrywek klubowych po mundialu w Katarze Duma Katalonii miała problemy po przerwie. W każdym ze starć Blaugrana traciła kontrolę nad meczem, choć kończyły się one z różnym skutkiem.
FC Barcelona po Mistrzostwach Świata w Katarze wznowiła rozgrywki derbami z Espanyolem, które odbyły się w Sylwestra. Następnie Duma Katalonii mierzyła się w Pucharze Króla z trzecioligowym Intercity, a kilka dni później walczyła z Atlético Madryt na wyjeździe. Ostatnim spotkaniem było starcie z Realem Betis dwa dni temu w półfinale Superpucharu Hiszpanii. W każdym z tych meczów FC Barcelona rozgrywała bardzo dobre pierwsze połowy i we wszystkich z nich drużyna Xaviego schodziła na przerwę z prowadzeniem 1:0. Choć nie obyło się bez błędów, pierwsze 45 minut wychodziło Blaugranie całkiem nieźle.
Problemem jest natomiast gra Barcelony po przerwie. Zespół zazwyczaj źle wchodził w drugą połowę, a zawodnicy nie byli zbyt ruchliwi i nie potrafili kontrolować tempa spotkania. Momentami można było odczuć, że Duma Katalonii rozgrywa piłkę za wolno i nie ma w jej grze entuzjazmu i zaangażowania, jakie można było obserwować w pierwszych 45 minutach. We wszystkich spotkaniach, z wyjątkiem meczu na Civitas Metropolitano, który FC Barcelona wygrała 1:0 po bramce Dembélé przed przerwą, zespół tracił bramki w drugiej połowie.
W pozostałych trzech spotkaniach rywale Blaugrany potrafili dochodzić do głosu i odpowiadali bramkami. Drużyna Xaviego ma problemy z utrzymaniem wyniku i kontrolowaniem spotkań co przyczyniało się do utraty punktów czy też nerwowych końcówek meczów. Barcelona w ostatnich czterech starciach 8-krotnie zdobywała prowadzenie, ale aż 6-krotnie je traciła. Warto również dodać, że w żadnym z tych spotkań Duma Katalonii nie potrafiła wyjść na dwubramkowe prowadzenie, co mogłoby z pewnością wprowadzić trochę spokoju w grę drużyny.
Jeśli zwrócimy uwagę na tracenie prowadzenia przez FC Barcelonę, warto zauważyć również, że zespół Xaviego nie był w stanie pokonać trzecioligowego CF Intercity w regulaminowym czasie gry. O wyniku spotkania zadecydowała dopiero bramka Ansu Fatiego w dogrywce, której można było z pewnością uniknąć. Real Betis jest rywalem dużo bardziej wymagającym, ale sytuacja była całkiem podobna. Duma Katalonii potrafiła wyjść na prowadzenie, ale brakowało czegoś, dzięki czemu drużyna mogłaby spokojnie podwyższyć wynik i zamknąć spotkanie w podstawowym czasie gry.
W ostatnich dniach nawet piłkarze Barcelony zauważają swoje błędy i wiedzą, że brak kontroli nad spotkaniami i nieumiejętność ich „zabijania” jest elementem, który wymaga natychmiastowej poprawy. Ciekawym aspektem jest również fakt, że w ostatnich trzech z czterech spotkań, w których Blaugrana traciła bramki, na boisku przebywał Sergio Busquets. Jest to z pewnością przypadek, ale czy aby na pewno? Przedwczoraj Hiszpan rozegrał swoje 700. spotkanie w barwach FC Barcelony i wielu kibiców wolałoby, żeby „Busi” nie wychodził już więcej na boisko.
Komentarze (2)