Kataloński Sport zadaje dziś pytanie, czy po bardzo dobrym początku w Barcelonie w tym roku Adama Traoré już się wypalił i czy jest jeszcze w stanie dawać swojemu zespołowi na skrzydle tyle samo co na początku.
W kilku pierwszych występach Adama Traoré stworzył coś, co przez krótki okres nazywane było "boomem". Po ogłoszeniu przez klub jego przybycia w styczniu tego roku kibice byli sceptyczni. Adama przychodził bowiem z angielskiego średniaka, Wolves, był bardzo mocno zbudowany i miał profil zbytniego indywidualisty.
Xavi, który potrzebował zawodników atakujących, zdecydował się na Adamę od samego początku, i był zadowolony z tego, co zobaczył w pierwszych kilku sesjach treningowych. Traoré wystąpił przeciwko Atlético, w pierwszym oficjalnym spotkaniu, w którym był dostępny. W sytuacji, gdy cała sprawa z Dembélé nabierała rumieńców i na horyzoncie pojawiało się negatywne rozwiązanie, postać kolejnego bezczelnego i nietuzinkowego skrzydłowego była dla Xaviego wybawieniem.
Jego pierwsze mecze były ekscytujące. Asysta przeciwko Atlético, kolejna przeciwko Espanyolowi i wiele imponujących zagrań i akcji na skrzydle. Pięć występów w podstawowej jedenastce w pierwszych sześciu meczach. Jednak wraz ze stopniowym powrotem Dembélé początkowy "boom" na zawodnika z L'Hospitalet skończył się. Do tego stopnia, że w trzech z ostatnich czterech meczów Adama był zmiennikiem. Jeszcze kilka tygodni temu Dembélé i Traoré grali na zmianę - jeden z nich w niedzielę w LaLidze, a drugi w czwartek w Lidze Europy. Potem jednak Xavi postawił na Francuza, który w ostatnich sześciu meczach grał co najmniej 45 minut. Traoré nie zagrał natomiast ani minuty w dwóch z czterech ostatnich meczów.
Adama nadal trenuje jednak na maksimum swoich możliwości i daje z siebie wszystko, aby odzyskać początkową pozycję. Już w czwartek we Frankfurcie może wrócić do wyjściowego składu. Ostatni raz w pierwszej jedenastce wystąpił właśnie w meczu Ligi Europy z Galatasarayem 17 marca, kiedy to został zmieniony w przerwie.
Komentarze (47)