Nie można też oczywiście wszystkiego rozgrzeszyć tylko i wyłącznie dramatem Trenera, zgadzam się, ale czy to nie był fundamentalny czynnik tego sezonu, który bardzo skomplikował cała jego drugą połowę? Na to pytanie chyba każdy sam sobie musi już odpowiedzieć.
Temat analizy całego sezonu do tego momentu mógłby, a nawet powinien zostać wyrażony jeszcze poprzez kilkanaście tysięcy słów, argumentów i czynników więcej, ale w tym komentarzu nie było to moim celem. Intencją było wyrażenie mojego sprzeciwu odnośnie skreślania Tito z funkcji trenera i braku wiary w jego możliwości i potencjał.
Moim skromnym zdaniem, w pełni zasługuje na kolejny sezon w roli managera. Na sezon w którym, jeśli siły i zdrowie pozwolą mu przepracować w pełni należycie, w stu procentach, jest w stanie przywrócić najjaśniejszy blask Barcelonie.
Wierze w to, bo mu ufam, ufam w jego potencjał. Dlatego, że poprzez i jego wkład oraz nieocenioną pracę, Barca Guardioli została futbolową legendą. Dlatego, że to jemu Pep zadedykował nagrodę trenera roku, co urzekało jak kolejne gole w finale na Wembley. Dlatego, że jest świadom i jest zdolny do tego by dokonać koniecznych i odważnych decyzji po sezonie i solidnie przepracować okres transferowy. Dlatego, że jest w stanie tchnąć zmiany w taktyce. Dlatego, że ma posłuch, szacunek i zaufanie piłkarzy. Dlatego, że Barcelonę trzeba mieć w sercu i we krwi, a nie tylko w sile swojego trenerskiego nazwiska.
Nie moja na pewno w tym rola, by narzucać tutaj komukolwiek swój pogląd i pisać o pokorze, cierpliwości i szacunku. Wiem, że wtorkowa przegrana z Bayernem, po i tak zimie pełnej nerwów, to jak wstrząs termiczny, skłaniający impulsywnie do skrajnych przemyśleń i osądów, ale czy do ostatecznego zwątpienia? W Tito? W całą Barcę? Nie. Przynajmniej nie w moim sercu i głowie.
[3/4]
Wracając do Tito. Każdy z Nas oczywiście zdaję sobie sprawę z jego koszmaru, który ponownie przeżywa w tym roku.. Jednak, szczerze, naprawdę jesteście wstanie wyobrazić sobie to co przeżywa? Nie mówię tylko o operacjach, setkach badań, chemio i radioterapiach.. Zastanawialiście się czy Wy byście byli w stanie pójść codziennie do pracy rano i działać na 120% procent, gdybyście przed wyjściem z domu na pożegnanie, spoglądali w oczy swoich dzieci czy żony i widzieli (i tak starannie kryty) strach przed pytaniem, czy dużo jeszcze takich pożegnań pozostało? Trochę śmiem wątpić, czy ktokolwiek kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, naprawdę potrafi sobie chociaż w przybliżeniu wyobrazić, jakie to cholernie ciężkie... A do tego, codziennie od bladego świtu do ciemnej nocy, resztę swoich sił trzeba jeszcze skupić na wykonywaniu tak mało absorbującej psychicznie i fizycznie pracy jaką jest bycie trenerem pierwszej drużyny Barcelony..
Tego nie da się ukryć, że od połowy grudnia, gdy wrócił dramat Tito, miało to wyraźne odzwierciedlenie w postawie i formie całej drużyny. Do tego czasu, sezon płynął jak z dobrych nut. W lidze wygrywany mecz za meczem, w fazie grupowej LM z małym przygodami ale bez większych przeszkód wszystko z planem, jedynie Superpuchar spisany na straty na początku sezonu. Czy wszystkie mecze wygrywane jednak gładko, bez potrzeby wrzucenia piątego biegu ambicji, chęci i woli walki? W których nie potrzebna była żadna inicjatywa czy reakcja z ławki trenerskiej? Nie do końca.. Chociażby mecze z Sevilla czy Depor w Lidze, mecze ze Spartakiem czy Celtami na CN w LM, dwu mecz z Malagą w PK.. Oczywiście, to nie była ranga poziomu 1/4, 1/2 LM czy GD, ale nie powie mi nikt, że w tych meczach brakowało walki, motywacji czy reakcji z ławki i wsparcia przy linii. Dobrze, pozytywnie i solidnie, tak wyglądała pierwsza część sezonu, do feralnego 19 grudnia.
[2/4]
Sprawa chyba oczywista, że każdy piłkarski projekt na najwyższym światowym poziomie wymaga czasu. Cudownym wyjątkiem był pierwszy sezon Pepa ale to se ne vrati. Nie raz każdy z Nas słyszał przed sezonem, że Tito - będąc cały czas w drużynie, znając ją doskonale, dostając wymarzony spadek samogrającej drużyny marzeń po swoim legendarnym poprzedniku - wystarczy, że naciśnie przycisk "play", usiądzie wygodnie na ławce i zbierze laury za kolejne wygrywane mecze i tytuły. Ilu z Nas na początku sezonu się z tym nie zgadzało? Chyba wielu.. Każdy znający się na futbolu, wiedział, że tak naprawdę przed Tito bardzo trudna, kręta, pełna pułapek droga. Dostać w spadku ekipę najlepszych piłkarzy świata, utytułowanych po uszy i utrzymać ich mentalność, motywację i zaangażowanie na tym samym poziomie to moim zdaniem, jedno z najtrudniejszych trenerskich zadań w tym sporcie. (tak btw. [z cała miłością i szacunkiem do Pepa], jestem bardzo ciekaw jak On poradzi sobie w przyszłym sezonie z tak rozpromienionymi sukcesami graczami Bayernu..)
@ IceMan..
Robiąc wyjątek i wchodząc w komentarz do pow. art. (nie komentuje od tutaj dawna, bo dyskusja z niektórymi użytkownikami często sprowadzała się do babrania w piaskownicy na poziome inteligencji -10), rozumiem po części Twoje rozżalenie, obawy i brak satysfakcji z wielu aspektów tego sezonu.. Jednak (nie jest to może stricte tylko do Ciebie) ale tendencja do radykalnego dramatyzowania w tym sezonie wśród kibiców zaczyna być naprawdę frustrująca.
Zgadzam się z Tobą, że w najbardziej wymagających meczach tego sezonu bilans jest zdecydowanie niekorzystny, a poziom drużyny od stycznia ma na wykresie linie pochyłą, jednak to wypadkowa wielu czynników, którą słusznie jest w ogólnym rozrachunku sprowadzić do stwierdzenia "zwolnijmy Tito, on się już nie nadaje" ? (nieodpowiednie porównanie, ale to coś a'la "grajcie na Wawrzyniaka, on jest cieńki") ?.. Trochę moim zdaniem proste rozumowanie, a może polska dedukcja rodem z Konwiktorskiej, gdzie trenera w jednej drużynie czasami się zmienia kilka razy na sezon myśląc, że to klucz do sukcesu.. Nie chce mi się wierzyć, że to Twoim zdaniem najwłaściwsze rozwiązanie...
[1/4]
@ IceMan..
Robiąc wyjątek i wchodząc w komentarz do pow. art. (nie komentuje od tutaj dawna, bo dyskusja z niektórymi użytkownikami często sprowadzała się do babrania w piaskownicy na poziome inteligencji -10), rozumiem po części Twoje rozżalenie, obawy i brak satysfakcji z wielu aspektów tego sezonu.. Jednak (nie jest to może stricte tylko do Ciebie) ale tendencja do radykalnego dramatyzowania w tym sezonie wśród kibiców zaczyna być naprawdę frustrująca.
Zgadzam się z Tobą, że w najbardziej wymagających meczach tego sezonu bilans jest zdecydowanie niekorzystny, a poziom drużyny od stycznia ma na wykresie linie pochyłą, jednak to wypadkowa wielu czynników, którą słusznie jest w ogólnym rozrachunku sprowadzić do stwierdzenia "zwolnijmy Tito, on się już nie nadaje" ? (nieodpowiednie porównanie, ale to coś a'la "grajcie na Wawrzyniaka, on jest cieńki") ?.. Trochę moim zdaniem proste rozumowanie, a może polska dedukcja rodem z Konwiktorskiej, gdzie trenera w jednej drużynie czasami się zmienia kilka razy na sezon myśląc, że to klucz do sukcesu.. Nie chce mi się wierzyć, że to Twoim zdaniem najwłaściwsze rozwiązanie...
[1/4]
[2/4]
Sprawa chyba oczywista, że każdy piłkarski projekt na najwyższym światowym poziomie wymaga czasu. Cudownym wyjątkiem był pierwszy sezon Pepa ale to se ne vrati. Nie raz każdy z Nas słyszał przed sezonem, że Tito - będąc cały czas w drużynie, znając ją doskonale, dostając wymarzony spadek samogrającej drużyny marzeń po swoim legendarnym poprzedniku - wystarczy, że naciśnie przycisk "play", usiądzie wygodnie na ławce i zbierze laury za kolejne wygrywane mecze i tytuły. Ilu z Nas na początku sezonu się z tym nie zgadzało? Chyba wielu.. Każdy znający się na futbolu, wiedział, że tak naprawdę przed Tito bardzo trudna, kręta, pełna pułapek droga. Dostać w spadku ekipę najlepszych piłkarzy świata, utytułowanych po uszy i utrzymać ich mentalność, motywację i zaangażowanie na tym samym poziomie to moim zdaniem, jedno z najtrudniejszych trenerskich zadań w tym sporcie. (tak btw. [z cała miłością i szacunkiem do Pepa], jestem bardzo ciekaw jak On poradzi sobie w przyszłym sezonie z tak rozpromienionymi sukcesami graczami Bayernu..)
[3/4]
Wracając do Tito. Każdy z Nas oczywiście zdaję sobie sprawę z jego koszmaru, który ponownie przeżywa w tym roku.. Jednak, szczerze, naprawdę jesteście wstanie wyobrazić sobie to co przeżywa? Nie mówię tylko o operacjach, setkach badań, chemio i radioterapiach.. Zastanawialiście się czy Wy byście byli w stanie pójść codziennie do pracy rano i działać na 120% procent, gdybyście przed wyjściem z domu na pożegnanie, spoglądali w oczy swoich dzieci czy żony i widzieli (i tak starannie kryty) strach przed pytaniem, czy dużo jeszcze takich pożegnań pozostało? Trochę śmiem wątpić, czy ktokolwiek kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, naprawdę potrafi sobie chociaż w przybliżeniu wyobrazić, jakie to cholernie ciężkie... A do tego, codziennie od bladego świtu do ciemnej nocy, resztę swoich sił trzeba jeszcze skupić na wykonywaniu tak mało absorbującej psychicznie i fizycznie pracy jaką jest bycie trenerem pierwszej drużyny Barcelony..
Tego nie da się ukryć, że od połowy grudnia, gdy wrócił dramat Tito, miało to wyraźne odzwierciedlenie w postawie i formie całej drużyny. Do tego czasu, sezon płynął jak z dobrych nut. W lidze wygrywany mecz za meczem, w fazie grupowej LM z małym przygodami ale bez większych przeszkód wszystko z planem, jedynie Superpuchar spisany na straty na początku sezonu. Czy wszystkie mecze wygrywane jednak gładko, bez potrzeby wrzucenia piątego biegu ambicji, chęci i woli walki? W których nie potrzebna była żadna inicjatywa czy reakcja z ławki trenerskiej? Nie do końca.. Chociażby mecze z Sevilla czy Depor w Lidze, mecze ze Spartakiem czy Celtami na CN w LM, dwu mecz z Malagą w PK.. Oczywiście, to nie była ranga poziomu 1/4, 1/2 LM czy GD, ale nie powie mi nikt, że w tych meczach brakowało walki, motywacji czy reakcji z ławki i wsparcia przy linii. Dobrze, pozytywnie i solidnie, tak wyglądała pierwsza część sezonu, do feralnego 19 grudnia.
Nie można też oczywiście wszystkiego rozgrzeszyć tylko i wyłącznie dramatem Trenera, zgadzam się, ale czy to nie był fundamentalny czynnik tego sezonu, który bardzo skomplikował cała jego drugą połowę? Na to pytanie chyba każdy sam sobie musi już odpowiedzieć.
Temat analizy całego sezonu do tego momentu mógłby, a nawet powinien zostać wyrażony jeszcze poprzez kilkanaście tysięcy słów, argumentów i czynników więcej, ale w tym komentarzu nie było to moim celem. Intencją było wyrażenie mojego sprzeciwu odnośnie skreślania Tito z funkcji trenera i braku wiary w jego możliwości i potencjał.
Moim skromnym zdaniem, w pełni zasługuje na kolejny sezon w roli managera. Na sezon w którym, jeśli siły i zdrowie pozwolą mu przepracować w pełni należycie, w stu procentach, jest w stanie przywrócić najjaśniejszy blask Barcelonie.
Wierze w to, bo mu ufam, ufam w jego potencjał. Dlatego, że poprzez i jego wkład oraz nieocenioną pracę, Barca Guardioli została futbolową legendą. Dlatego, że to jemu Pep zadedykował nagrodę trenera roku, co urzekało jak kolejne gole w finale na Wembley. Dlatego, że jest świadom i jest zdolny do tego by dokonać koniecznych i odważnych decyzji po sezonie i solidnie przepracować okres transferowy. Dlatego, że jest w stanie tchnąć zmiany w taktyce. Dlatego, że ma posłuch, szacunek i zaufanie piłkarzy. Dlatego, że Barcelonę trzeba mieć w sercu i we krwi, a nie tylko w sile swojego trenerskiego nazwiska.
Nie moja na pewno w tym rola, by narzucać tutaj komukolwiek swój pogląd i pisać o pokorze, cierpliwości i szacunku. Wiem, że wtorkowa przegrana z Bayernem, po i tak zimie pełnej nerwów, to jak wstrząs termiczny, skłaniający impulsywnie do skrajnych przemyśleń i osądów, ale czy do ostatecznego zwątpienia? W Tito? W całą Barcę? Nie. Przynajmniej nie w moim sercu i głowie.
Komentarze
0
p.s czytać od dołu [1/4] - 2000 znaków na jeden post to jak już chce coś napisać to zdecydowanie za mało ;)
0
Nie można też oczywiście wszystkiego rozgrzeszyć tylko i wyłącznie dramatem Trenera, zgadzam się, ale czy to nie był fundamentalny czynnik tego sezonu, który bardzo skomplikował cała jego drugą połowę? Na to pytanie chyba każdy sam sobie musi już odpowiedzieć.
Temat analizy całego sezonu do tego momentu mógłby, a nawet powinien zostać wyrażony jeszcze poprzez kilkanaście tysięcy słów, argumentów i czynników więcej, ale w tym komentarzu nie było to moim celem. Intencją było wyrażenie mojego sprzeciwu odnośnie skreślania Tito z funkcji trenera i braku wiary w jego możliwości i potencjał.
Moim skromnym zdaniem, w pełni zasługuje na kolejny sezon w roli managera. Na sezon w którym, jeśli siły i zdrowie pozwolą mu przepracować w pełni należycie, w stu procentach, jest w stanie przywrócić najjaśniejszy blask Barcelonie.
Wierze w to, bo mu ufam, ufam w jego potencjał. Dlatego, że poprzez i jego wkład oraz nieocenioną pracę, Barca Guardioli została futbolową legendą. Dlatego, że to jemu Pep zadedykował nagrodę trenera roku, co urzekało jak kolejne gole w finale na Wembley. Dlatego, że jest świadom i jest zdolny do tego by dokonać koniecznych i odważnych decyzji po sezonie i solidnie przepracować okres transferowy. Dlatego, że jest w stanie tchnąć zmiany w taktyce. Dlatego, że ma posłuch, szacunek i zaufanie piłkarzy. Dlatego, że Barcelonę trzeba mieć w sercu i we krwi, a nie tylko w sile swojego trenerskiego nazwiska.
Nie moja na pewno w tym rola, by narzucać tutaj komukolwiek swój pogląd i pisać o pokorze, cierpliwości i szacunku. Wiem, że wtorkowa przegrana z Bayernem, po i tak zimie pełnej nerwów, to jak wstrząs termiczny, skłaniający impulsywnie do skrajnych przemyśleń i osądów, ale czy do ostatecznego zwątpienia? W Tito? W całą Barcę? Nie. Przynajmniej nie w moim sercu i głowie.
Pozdrawiam, VeB!
0
[3/4]
Wracając do Tito. Każdy z Nas oczywiście zdaję sobie sprawę z jego koszmaru, który ponownie przeżywa w tym roku.. Jednak, szczerze, naprawdę jesteście wstanie wyobrazić sobie to co przeżywa? Nie mówię tylko o operacjach, setkach badań, chemio i radioterapiach.. Zastanawialiście się czy Wy byście byli w stanie pójść codziennie do pracy rano i działać na 120% procent, gdybyście przed wyjściem z domu na pożegnanie, spoglądali w oczy swoich dzieci czy żony i widzieli (i tak starannie kryty) strach przed pytaniem, czy dużo jeszcze takich pożegnań pozostało? Trochę śmiem wątpić, czy ktokolwiek kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, naprawdę potrafi sobie chociaż w przybliżeniu wyobrazić, jakie to cholernie ciężkie... A do tego, codziennie od bladego świtu do ciemnej nocy, resztę swoich sił trzeba jeszcze skupić na wykonywaniu tak mało absorbującej psychicznie i fizycznie pracy jaką jest bycie trenerem pierwszej drużyny Barcelony..
Tego nie da się ukryć, że od połowy grudnia, gdy wrócił dramat Tito, miało to wyraźne odzwierciedlenie w postawie i formie całej drużyny. Do tego czasu, sezon płynął jak z dobrych nut. W lidze wygrywany mecz za meczem, w fazie grupowej LM z małym przygodami ale bez większych przeszkód wszystko z planem, jedynie Superpuchar spisany na straty na początku sezonu. Czy wszystkie mecze wygrywane jednak gładko, bez potrzeby wrzucenia piątego biegu ambicji, chęci i woli walki? W których nie potrzebna była żadna inicjatywa czy reakcja z ławki trenerskiej? Nie do końca.. Chociażby mecze z Sevilla czy Depor w Lidze, mecze ze Spartakiem czy Celtami na CN w LM, dwu mecz z Malagą w PK.. Oczywiście, to nie była ranga poziomu 1/4, 1/2 LM czy GD, ale nie powie mi nikt, że w tych meczach brakowało walki, motywacji czy reakcji z ławki i wsparcia przy linii. Dobrze, pozytywnie i solidnie, tak wyglądała pierwsza część sezonu, do feralnego 19 grudnia.
0
[2/4]
Sprawa chyba oczywista, że każdy piłkarski projekt na najwyższym światowym poziomie wymaga czasu. Cudownym wyjątkiem był pierwszy sezon Pepa ale to se ne vrati. Nie raz każdy z Nas słyszał przed sezonem, że Tito - będąc cały czas w drużynie, znając ją doskonale, dostając wymarzony spadek samogrającej drużyny marzeń po swoim legendarnym poprzedniku - wystarczy, że naciśnie przycisk "play", usiądzie wygodnie na ławce i zbierze laury za kolejne wygrywane mecze i tytuły. Ilu z Nas na początku sezonu się z tym nie zgadzało? Chyba wielu.. Każdy znający się na futbolu, wiedział, że tak naprawdę przed Tito bardzo trudna, kręta, pełna pułapek droga. Dostać w spadku ekipę najlepszych piłkarzy świata, utytułowanych po uszy i utrzymać ich mentalność, motywację i zaangażowanie na tym samym poziomie to moim zdaniem, jedno z najtrudniejszych trenerskich zadań w tym sporcie. (tak btw. [z cała miłością i szacunkiem do Pepa], jestem bardzo ciekaw jak On poradzi sobie w przyszłym sezonie z tak rozpromienionymi sukcesami graczami Bayernu..)
0
@ IceMan..
Robiąc wyjątek i wchodząc w komentarz do pow. art. (nie komentuje od tutaj dawna, bo dyskusja z niektórymi użytkownikami często sprowadzała się do babrania w piaskownicy na poziome inteligencji -10), rozumiem po części Twoje rozżalenie, obawy i brak satysfakcji z wielu aspektów tego sezonu.. Jednak (nie jest to może stricte tylko do Ciebie) ale tendencja do radykalnego dramatyzowania w tym sezonie wśród kibiców zaczyna być naprawdę frustrująca.
Zgadzam się z Tobą, że w najbardziej wymagających meczach tego sezonu bilans jest zdecydowanie niekorzystny, a poziom drużyny od stycznia ma na wykresie linie pochyłą, jednak to wypadkowa wielu czynników, którą słusznie jest w ogólnym rozrachunku sprowadzić do stwierdzenia "zwolnijmy Tito, on się już nie nadaje" ? (nieodpowiednie porównanie, ale to coś a'la "grajcie na Wawrzyniaka, on jest cieńki") ?.. Trochę moim zdaniem proste rozumowanie, a może polska dedukcja rodem z Konwiktorskiej, gdzie trenera w jednej drużynie czasami się zmienia kilka razy na sezon myśląc, że to klucz do sukcesu.. Nie chce mi się wierzyć, że to Twoim zdaniem najwłaściwsze rozwiązanie...
[1/4]
0
@ IceMan..
Robiąc wyjątek i wchodząc w komentarz do pow. art. (nie komentuje od tutaj dawna, bo dyskusja z niektórymi użytkownikami często sprowadzała się do babrania w piaskownicy na poziome inteligencji -10), rozumiem po części Twoje rozżalenie, obawy i brak satysfakcji z wielu aspektów tego sezonu.. Jednak (nie jest to może stricte tylko do Ciebie) ale tendencja do radykalnego dramatyzowania w tym sezonie wśród kibiców zaczyna być naprawdę frustrująca.
Zgadzam się z Tobą, że w najbardziej wymagających meczach tego sezonu bilans jest zdecydowanie niekorzystny, a poziom drużyny od stycznia ma na wykresie linie pochyłą, jednak to wypadkowa wielu czynników, którą słusznie jest w ogólnym rozrachunku sprowadzić do stwierdzenia "zwolnijmy Tito, on się już nie nadaje" ? (nieodpowiednie porównanie, ale to coś a'la "grajcie na Wawrzyniaka, on jest cieńki") ?.. Trochę moim zdaniem proste rozumowanie, a może polska dedukcja rodem z Konwiktorskiej, gdzie trenera w jednej drużynie czasami się zmienia kilka razy na sezon myśląc, że to klucz do sukcesu.. Nie chce mi się wierzyć, że to Twoim zdaniem najwłaściwsze rozwiązanie...
[1/4]
0
[2/4]
Sprawa chyba oczywista, że każdy piłkarski projekt na najwyższym światowym poziomie wymaga czasu. Cudownym wyjątkiem był pierwszy sezon Pepa ale to se ne vrati. Nie raz każdy z Nas słyszał przed sezonem, że Tito - będąc cały czas w drużynie, znając ją doskonale, dostając wymarzony spadek samogrającej drużyny marzeń po swoim legendarnym poprzedniku - wystarczy, że naciśnie przycisk "play", usiądzie wygodnie na ławce i zbierze laury za kolejne wygrywane mecze i tytuły. Ilu z Nas na początku sezonu się z tym nie zgadzało? Chyba wielu.. Każdy znający się na futbolu, wiedział, że tak naprawdę przed Tito bardzo trudna, kręta, pełna pułapek droga. Dostać w spadku ekipę najlepszych piłkarzy świata, utytułowanych po uszy i utrzymać ich mentalność, motywację i zaangażowanie na tym samym poziomie to moim zdaniem, jedno z najtrudniejszych trenerskich zadań w tym sporcie. (tak btw. [z cała miłością i szacunkiem do Pepa], jestem bardzo ciekaw jak On poradzi sobie w przyszłym sezonie z tak rozpromienionymi sukcesami graczami Bayernu..)
0
[3/4]
Wracając do Tito. Każdy z Nas oczywiście zdaję sobie sprawę z jego koszmaru, który ponownie przeżywa w tym roku.. Jednak, szczerze, naprawdę jesteście wstanie wyobrazić sobie to co przeżywa? Nie mówię tylko o operacjach, setkach badań, chemio i radioterapiach.. Zastanawialiście się czy Wy byście byli w stanie pójść codziennie do pracy rano i działać na 120% procent, gdybyście przed wyjściem z domu na pożegnanie, spoglądali w oczy swoich dzieci czy żony i widzieli (i tak starannie kryty) strach przed pytaniem, czy dużo jeszcze takich pożegnań pozostało? Trochę śmiem wątpić, czy ktokolwiek kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, naprawdę potrafi sobie chociaż w przybliżeniu wyobrazić, jakie to cholernie ciężkie... A do tego, codziennie od bladego świtu do ciemnej nocy, resztę swoich sił trzeba jeszcze skupić na wykonywaniu tak mało absorbującej psychicznie i fizycznie pracy jaką jest bycie trenerem pierwszej drużyny Barcelony..
Tego nie da się ukryć, że od połowy grudnia, gdy wrócił dramat Tito, miało to wyraźne odzwierciedlenie w postawie i formie całej drużyny. Do tego czasu, sezon płynął jak z dobrych nut. W lidze wygrywany mecz za meczem, w fazie grupowej LM z małym przygodami ale bez większych przeszkód wszystko z planem, jedynie Superpuchar spisany na straty na początku sezonu. Czy wszystkie mecze wygrywane jednak gładko, bez potrzeby wrzucenia piątego biegu ambicji, chęci i woli walki? W których nie potrzebna była żadna inicjatywa czy reakcja z ławki trenerskiej? Nie do końca.. Chociażby mecze z Sevilla czy Depor w Lidze, mecze ze Spartakiem czy Celtami na CN w LM, dwu mecz z Malagą w PK.. Oczywiście, to nie była ranga poziomu 1/4, 1/2 LM czy GD, ale nie powie mi nikt, że w tych meczach brakowało walki, motywacji czy reakcji z ławki i wsparcia przy linii. Dobrze, pozytywnie i solidnie, tak wyglądała pierwsza część sezonu, do feralnego 19 grudnia.
0
Nie można też oczywiście wszystkiego rozgrzeszyć tylko i wyłącznie dramatem Trenera, zgadzam się, ale czy to nie był fundamentalny czynnik tego sezonu, który bardzo skomplikował cała jego drugą połowę? Na to pytanie chyba każdy sam sobie musi już odpowiedzieć.
Temat analizy całego sezonu do tego momentu mógłby, a nawet powinien zostać wyrażony jeszcze poprzez kilkanaście tysięcy słów, argumentów i czynników więcej, ale w tym komentarzu nie było to moim celem. Intencją było wyrażenie mojego sprzeciwu odnośnie skreślania Tito z funkcji trenera i braku wiary w jego możliwości i potencjał.
Moim skromnym zdaniem, w pełni zasługuje na kolejny sezon w roli managera. Na sezon w którym, jeśli siły i zdrowie pozwolą mu przepracować w pełni należycie, w stu procentach, jest w stanie przywrócić najjaśniejszy blask Barcelonie.
Wierze w to, bo mu ufam, ufam w jego potencjał. Dlatego, że poprzez i jego wkład oraz nieocenioną pracę, Barca Guardioli została futbolową legendą. Dlatego, że to jemu Pep zadedykował nagrodę trenera roku, co urzekało jak kolejne gole w finale na Wembley. Dlatego, że jest świadom i jest zdolny do tego by dokonać koniecznych i odważnych decyzji po sezonie i solidnie przepracować okres transferowy. Dlatego, że jest w stanie tchnąć zmiany w taktyce. Dlatego, że ma posłuch, szacunek i zaufanie piłkarzy. Dlatego, że Barcelonę trzeba mieć w sercu i we krwi, a nie tylko w sile swojego trenerskiego nazwiska.
Nie moja na pewno w tym rola, by narzucać tutaj komukolwiek swój pogląd i pisać o pokorze, cierpliwości i szacunku. Wiem, że wtorkowa przegrana z Bayernem, po i tak zimie pełnej nerwów, to jak wstrząs termiczny, skłaniający impulsywnie do skrajnych przemyśleń i osądów, ale czy do ostatecznego zwątpienia? W Tito? W całą Barcę? Nie. Przynajmniej nie w moim sercu i głowie.
Pozdrawiam, VeB!
0
p.s czytać od dołu [1/4] - 2000 znaków na jeden post to jak już chce coś napisać to zdecydowanie za mało ;)