- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 991 Culés
Gorące dyskusje
Karol145
1
Czy ja dobrze widzę, że deportowali Ukraińca za to, że złowił suma? Ja pierdziele co za chory... » Czytaj dalej
99 odpowiedzi
MirusAmisz
23
@Kgorecki2500 No ładnie ładnie kolego, to sobie nagrabiłeś. https://x.com/krulbijedame/status/20... » Czytaj dalej
31 odpowiedzi
LAMC_10
4
Było pite.https://twitter.com/i/status/2063283454930825729
11 odpowiedzi
Media
Sonda
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 991 Culés
35
Wypowiedź Klatusa, redaktora naczelnego realmadryt.pl
Małe kluby radzą sobie w czasie pandemii lepiej niż te największe dzięki prawom TV, które w 80-100% pokrywają ich budżety. Dla wielkiego klubu prawa TV stanowią 25% budżetu, a w normalnych okolicznościach pozostałe przychody generują dni meczowe czy merchandising.
Teraz wielkie kluby nie mogą też liczyć na aż tyle pieniędzy od ogromnych sponsorów, z którymi dużych umów nie mają małe kluby. Z powodu pandemii sponsorzy muszą renegocjować z wielkimi warunki kontraktów czy opóźniać wypłaty.
Teraz wielki klub tych przychodów nie ma, a przy tym ponosi znacznie większe koszty niż mały klub. Wielki klub traci co miesiąc dziesiątki milionów, gdy mały klub nie ponosi takich strat, ponieważ dni meczowe, merchandising czy sponsoring stanowiły dużo mniejszy % jego budżetu.
Małe kluby nie utrzymują się teraz dzięki fantastycznemu zarządzaniu, a dzięki prawom TV, gdy pieniądze z telewizji generują im… wielkie kluby. Telewizje płacą przede wszystkim za mecze Realu, Barcelony czy Atlético, bo te cieszą się X-krotnie większą oglądalnością.
W godzinach szczytu w Hiszpanii więcej ludzi ogląda dokument o zwierzętach czy spotkanie koszykarzy Barçy, a nie mecze Elche, Valladolidu czy Alavés. Jednak te małe kluby i tak zarabiają na prawach TV, mimo że ich realny wpływ na zwiększenie zainteresowania piłką jest znikomy.
Co stanie się za rok czy dwa lata? Przychody wielkich klubów tak się skurczą, że nie będzie można dokonywać ani dużych inwestycji, ani przeprowadzać wielkich transferów, bo te będą robić sobie kluby pompowane przez szejków, których pieniądze płyną niekończącym się strumieniem.
Jaki będzie efekt? Bez transferów, inwestycji i dużych meczów spadnie jakość całej ligi jako produktu, jeszcze bardziej spadnie zainteresowanie piłką i medialny szum, a telewizje będą płacić coraz mniejsze pieniądze, co wielkim klubom nie pozwoli na utrzymanie topowych piłkarzy.
Co stanie się wtedy? Nikt cudownie nie wkroczy w miejsce Realu czy Barcelony, a przy podpisywaniu nowych umów wielkie kluby zaczną wymuszać, by napływało do nich jeszcze więcej pieniędzy z praw TV niż do małych klubów. Dla wielkich to będzie i tak za mało, ale pozwoli im przeżyć.
Sytuację Realu może poprawić nowy stadion, na którym codziennie będą organizowane różne eventy, ale będzie to możliwe dopiero po zakończeniu pandemii, Barcelonie nawet nie wiem, co może pomóc. To jednak nie zrekompensuje wszystkich strat i wcześniejszej utraty zainteresowania.
Jaki los czeka wtedy małe kluby? Dopiero wówczas naprawdę odczują skutki pandemii, gdy ich budżety przestaną pokrywać prawa TV, a wtedy nie będzie już ratunku dla nikogo, bo wielkie kluby nie będą generować zainteresowania i podnosić oglądalności całej ligi.
UEFA planuje swoją reformę na 2024 rok i prawdą jest to, o czym mówi Florentino, że do tego czasu będą już martwi. Będą martwi, bo nie będą w stanie utrzymać klubu, w którym zatrudniają ponad 1000 osób, gdy ich piłkarzom lepsze pieniądze mogą zaoferować szejkowie.
Czy wszyscy powinni ograniczyć wydatki? Oczywiście, w idealnym świecie byłoby to możliwe i wymagałoby interwencji rządów, Unii Europejskiej, a także UEFA i FIFA, by nałożyć na wszystkich duże ograniczenia. Czy jest to możliwe? Nie jest, bo nie żyjemy w idealnym świecie.
Co dostajemy w świecie, w którym żyjemy? UEFA układającą się z panami w turbanach, którzy wspierają coraz więcej klubów. UEFA, która nakłada kary na małe kluby za FFP, a gdy zasady łamie PSG, zapomina wysłać dokumentów. UEFA, która luzuje teraz FFP, zamiast ograniczać wydatki.
UEFA, która stawia za wzór człowieka prezesa PSG, a ten zostaje prezesem ECS. UEFA, która na finały LM zgarnia 50% biletów dla siebie. FIFA, która woli sprzedać MŚ do Kataru, gdzie przy budowie stadionów zginęły już tysiące osób pracujących za dolara przy 50 stopniach Celsjusza.
Czy w zaistniałych okolicznościach wielkie kluby jak Real czy Barcelona mogą tak po prostu przestać inwestować i zacząć płacić mniej? Nie, nie mogą, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zaoferuje piłkarzom więcej od nich, a to spowoduje utratę jakości i zainteresowania ich drużynami.
Co stanie się bez wielkich klubów, które mają najwięcej kibiców na całym świecie? Piłka jeszcze szybciej zacznie tracić na zainteresowaniu i jakości, bo w większości ludzie nie zostaną fanami innych klubów, a po prostu zaczną poświęcać więcej czasu na inne rozrywki.
Już teraz UEFA i FIFA doprowadziły do sytuacji, w której z nasycenia przechodzimy w spadek jakości produktu, bo słabych spotkań jest za dużo. Ludzi przestają ciekawić mecze Realu z Cádizem, Spartą czy Dynamo. Licznie i ochoczo zasiadają tylko do spotkań wielkich z wielkimi.
Czy Superliga okazałaby się lekarstwem? Nie, ponieważ po latach zaniedbań ze strony wielkich organizacji, rządów i klubów piłka doszła do momentu, w którym idealnego rozwiązania nie ma, gdy władzę absolutną w futbolu mają UEFA i FIFA, co dobitnie udowodniły w tym tygodniu.
Czy Superliga byłaby szansą na jakąkolwiek zmianę? Tak, słowa Florentino o ratunku futbolu były pompatyczne i górnolotne, ale po części były prawdziwe, a przede wszystkim pokazały ogromne problemy, których niestety wiele osób nie dostrzega lub opacznie je rozumie.
Czy w tym wszystkim chodzi o pieniądze? Oczywiście, że tak, Florentino mówi o tym otwarcie. Czy ktoś tego chce, czy nie, pieniądz rządzi tym światem, a jak ktoś myśli, że UEFA i FIFA zależy na solidarności, klubach i kibicach, a nie pieniądzach, to jest po prostu naiwny.
Czy trzeba opowiadać się po którejś ze stron? Nie, ale trzeba zacząć dostrzegać faktyczne powody, przez które wielkie kluby chcą takich zmian, zamiast pisać brednie o puczu i braku solidarności ze światem, a potem zachwalać triumf wartości i tradycji, bo to kompletna głupota.
0
@Hubertusk Można było link do nitki na tt dać, który z resztą już tu był.
1
@Hubertusk
Wrzucam jeszcze dane z 2018 roku dotyczące wpływów z praw TV w stosunku do całego budżetu na potwierdzenie jego słów. https://ibb.co/7tntmbW
0
@Hubertusk taktyczny
10
@Hubertusk podpisuje się w całości pod tym tekstem.
1
@Hubertusk Większość ludzi patrzy na czubek swojego buta, a nie przed siebie. Dlatego kibice, którzy tak głośno protestowali obudzą się jak ich klub się zawali
1
@Hubertusk
Pisanie, że małe kluby lepiej sobie radzą niż duże bo wystarczy im kasa z praw do transmisji TV to czysta obłuda.
Oficjalny komunikat La Liga z podaniem jak dzielone są pieniądze z praw TV:
https://www.laliga.com/noticias/reparto-de-los-ingresos-audiovisuales-en-cumplimiento-de-las-obligaciones-previstas-en-el-real-decreto-ley-5-2015
To właśnie stosunkowo równy podział dochodów w Premier League i przepaść dzieląca najlepsze od najgorszych drużyn w Hiszpanii, a także w Niemczech, we Włoszech czy we Francji, świadczy o sile angielskiej piłki. Pieniądze są w tym sporcie niezwykle istotne, co widzimy chociażby po horrendalnych kwotach transferowych. Co ciekawe, Barcelona i Real starają się dotrzymywać kroku angielskim rywalom. Dlaczego więc cierpią na tym mniejsze kluby? Odpowiedź leży w sposobie podziału zysków, który w LaLidze jest nieco bardziej skomplikowany niż w Premier.
W Hiszpanii również 50% dochodów jest dzielone po równo między wszystkie 20 klubów Primera División. Kolejne 25% jest zależne od wyników każdej z drużyn w ostatnich pięciu sezonach, przy czym ostatnia kampania ma większy współczynnik od pozostałych. W ramach procentów przypisanych do każdego z sezonów pierwszy zespół dostaje aż 68 razy więcej od ostatniego. Beniaminki są tu na straconej pozycji, bowiem nie było ich nawet w zestawieniu. Ostatnie 25% zostało przypisane do popularności klubów. Tutaj 1/3 zależy od sprzedaży biletów i karnetów w ostatnich pięciu sezonach, a 2/3 od udziału w generowaniu zysków, czyli m.in. od liczby telewidzów. Jak widać, ponownie system faworyzuje większe i bardziej popularne drużyny. Zastosowano jednak jedno zabezpieczenie, polegające na tym, że najlepszy klub może dostać maksymalnie 20%, a najgorszy minimalnie 2% z części funduszy przypisanych do popularności (a więc odpowiednio 20% i 2% z 25% całości). Według dziennika Marca trwają rozmowy nad uwzględnieniem również działalności i zasięgów w mediach społecznościowych, co ponownie faworyzowałoby jednak większych.
Ważnym aspektem w temacie LaLigi są również obowiązkowe kwoty odejmowane od wyliczonych dochodów, co pokazano w powyższej tabeli. W sumie każdy klub oddaje 7% zysku z praw telewizyjnych na rzecz krajowej federacji, Wyższej Rady ds. Sportu, samej ligi (w celu jej promocji) oraz funduszu na rzecz zespołów spadających z ligi. Co roku takie ekipy otrzymują bowiem rekompensatę.
Choć w tym sezonie rozgrywki Primera División są bardzo wyrównane, to jednak powszechnie znanym stereotypem jest stwierdzenie, że jest to liga dwóch drużyn. Dlaczego? Jedna z odpowiedzi może leżeć właśnie w finansowaniu mniejszych ekip. System faworyzujący większych sprawia, że jeszcze trudniej jest zniwelować powstające różnice. Wiąże się to także z tym, że coraz więcej pieniędzy kluby przeznaczają na transfery, pensje dla piłkarzy i premie dla agentów, a nie np. na rozwój szkółek, które potencjalnie mogłyby dać im za parę lat wyniki sportowe stosunkowo niższym kosztem. W rezultacie zamiast rozwoju dyscypliny otrzymujemy sztucznie pompowaną bańkę pieniężną, która prędzej czy później pęknie.
Prawda jest taka: duże kluby (FCB, RM, ATL) dostają nawet 4x więcej kasy niż te najmniejsze.
Ale te duże mają przepłaconych graczy z ogromnymi kontraktami, które same podpisały, maja wielokrotnie więcej zatrudnionych ludzi w klubie na etacie i bardzo często dokonują bezsensownych transferów, marnotrawiąc pieniądze.
Ale oczywiście lepiej wyjść i drzeć ryja, że futbol upada i oni będą go ratować :-)
Tylko te mniejsze i średnie kluby jasno powiedziały , że nie potrzebują ratunku bo oni sobie zwyczajnie lepiej radzą z wydawaniem pieniędzy.
Najlepszym ratunkiem by było aby oderwać od koryta takich Perezów, Bartomeu, Woodwardów bo to dzięki nim, te kluby mają ogromne długi i problemy z którymi sonie nie radzą.
A klatus w tym swoim wylewie tylko powtarza to co dziadek Perez ględzi dookoła będąc w szoku, że świat futbolu olał jego jako prezesa i tę jego superlige.