- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1452 Culés
Gorące dyskusje
clyde
80
Teraz zwolennicy Tuska udają, że nic się nie stało i nawet się nie wychylają. Zaraz coś... » Czytaj dalej
84 odpowiedzi
marcin62
5
Odnośnie ceny GTA to przypomnę tylko, że 250 złotych na premierę kosztowały Baldursy 3,... » Czytaj dalej
37 odpowiedzi
NeroTFP1
61
Konate 24 mln brutto rocznie, a Bernardo Silva 18-20. Do tego jeszcze premie za podpisy.No nie... » Czytaj dalej
38 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1452 Culés
6
- Wygrał zasłużenie - rozpoczął Stanisław, który właśnie przebił się przez kolejną warstwę betonu, stanowiącego ulany precyzyjnie strop.
- A ja Ci mówię, że to wszystko polega na efekcie...tych...o-o-o-o-o tak, celebrytów-tów-tów-tów - dodał rozedrgany od regularnie podskakującego młota pneumatycznego Stefan. Jego galaretowate policzki podskakiwały ruchem pionowym.
- Stefan, Ty lepiej spójrz, czego on dokonał, wszystko było jego, a poza tym... - przywalił grotem dłuta w zbrojenie, odbiło mu barki, powalając go na styropianem wyłożoną posadzkę.
- Stasiu, Stasiula, tak jak Cię kocham, tak opowiadasz rzeczy niestworzone - brzdąknął Stefan, zupełnie nie zwracając uwagi na kabel, który właśnie jak węgorz okręcił się dookoła jego sylwetki.
W mgnieniu oka przewody naciągnęły się niczym struna. Stefan przez chwilę zamarł w bezruchu, zupełnie zdumiony, nie był w stanie dłużej kontemplować tej chwili, a potem siłą wypadającej z gniazdka wtyczki, znalazł się obok nieszczelnie wypiankowanej powierzchni, na jakiej spoczywał zdemilitaryzowany kolega.
- Stefanie, mój Stefanie, a ja Ci mówię, ten Portugalczyk... - natychmiast Stanisław spojrzał w oczy kolegi, z którym tyle wspólnych chwil przeżył w robocie, knajpie, podczas oglądania meczów.
- Stanisławie, Argentyńczyk rzeczy wyprawia, o jakich z żoną pomyśleć nie jestem w stanie... - z pełną przejęcia, zagubioną miną dodał Stefan.
I nagle obydwaj zaciągając się śmierdzącym od wybitumowanych powietrzem fundamentów, zgięli się jak paragrafy, jak pałąki, jak skoble. Głośne echo ich chichotu rozeszło się po całej budowie. Nagle przybiegł kierownik, inżynier, inspektor. I zdumieni wpatrywali się w oblicza dwóch robotników, którzy ze śmiechu, życzliwie przytulając się do siebie, odważnie deprecjonowali jakieś nierzeczywiste, odrealnione, zupełnie oddalone od ich egzystencji piłkarskie plebiscyty.
- Stefciu, kibicu Barcy!
- Stasieńko, fanie Realu!
Synchronizując wypowiedź, krzyknęli wspólnie: Najwyższy czas iść znowu na piwo!