Członek zarządu FC Barcelony za kadencji Sandro Rosella i Josepa Marii Bartomeu Javier Bordas udzielił wywiadu po raz pierwszy od czasu dymisji. Opowiedział o sytuacji w klubie, podejmowanych decyzjach i licznych oskarżeniach wobec prezydenta i jego pomocników.
Jak ci się żyje jako byłemu członkowi zarządu?
Częściowo czuję się „wolny”, ale też szkoda mi tego, jak to się skończyło. Po dziesięciu pięknych latach, najlepszych w historii Barçy, odchodzimy w czasie pandemii i ze złymi wrażeniami. Uważam, że to niesprawiedliwe. To koniec trudnego cyklu, mieliśmy najlepszą drużynę w historii. Nigdy nie zdarzyło się, by jakiś zespół wygrywał przez dekadę. Mogliśmy wygrać więcej, ale zawsze byliśmy faworytami. Piłka nożna już taka jest, czasem nie zdobywasz tego, na co zasługujesz, a czasem zdobywasz to, na co nie zasługujesz.
Jak oceniasz ostatnie dziesięć lat?
Były piękne, wygrywaliśmy w sekcji piłkarskiej, co jest najważniejsze, ale też w innych sekcjach. Zdobyliśmy wszystkie trofea, jesteśmy największym klubem na świecie. Zarabiamy najwięcej i mamy najwięcej fanów w mediach społecznościowych. To nie pojawiło się samo. Mieliśmy świetnych piłkarzy, ale żeby ich mieć, musiały działać finanse, więc mieliśmy z tym coś wspólnego.
Jaka jest twoja ocena kadencji Bartomeu?
Część społeczna była bardzo dobra, zarządzano z myślą o socios. Podjęto wiele bardzo dobrych decyzji. Rozpoczęliśmy budowę Espai Barca, ważne, by kolejny zarząd to kontynuował. Pod względem finansowym radziliśmy sobie bardzo dobrze do czasu pandemii, która jest światową katastrofą. Dotknęła ona najbardziej tych, którzy najwięcej zarabiają. Byliśmy bardzo hojni w kwestii płacenia piłkarzom. Mieliśmy najlepszych zawodników na swoich pozycjach, którzy mogli odejść w klubów, które zapłacą im więcej, ale udało nam się ich zatrzymać. Czy mogliśmy zarządzać lepiej? Zapwne tak, ale ja oceniam te lata bardzo pozytywnie.
Bartomeu zasługiwał na taki finał?
Nie. To było godne pożałowania, lincz. Zawsze atakowano nas za jakieś małe szczegóły, nie rozumiem tego. Jeden z kryzysów polegał na drogim sprzedawaniu biletów z Seient Lliure, a przecież robiliśmy to, by wesprzeć sytuację finansową klubu. To też trzeba krytykować? A teraz w trakcie pandemii zmasakrowano Bartomeu. Kolejny temat to wniosek o wotum nieufności. Złożono 20 tysięcy podpisów, ale to niesamowite, że Generalitat pozwoliło głosować we wtorek, a dwa dni później zarządziło zakaz poruszania się między gminami. Można to określić tylko jako wstyd.
Widzisz w tym jakieś powody polityczne?
To najbardziej przeszkadza mi w Barcelonie: chęci wykorzystania klubu do celów politycznych. Jasne jest, że niektórzy tego próbują. Barça ma swoją historię, nikt nie będzie jej wykorzystywał politycznie.
Mówisz o ruchach niepodległościowych czy ogólnie?
To one są najbardziej aktywne w temacie politycznym, ekonomicznym i każdym innym.
Wotum nieufności nastąpiło po porażce 2:8 i próbie odejścia Messiego. Uważasz, że było to uzasadnione?
Zwołaliśmy wybory na marzec, więc nie miało to żadnego sensu tylko po to, byśmy odeszli dwa miesiące wcześniej. Nie rozumiem, jakim interesem się kierowano. Rozumiem, że ludzie byli niezadowoleni. Jeśli jednak się to przeanalizuje, co zyskano dzięki wotum?
Sprawiono, że waszego zarządu już nie ma.
I tak by nas nie było.
Głosowano by w marcu, a wy zostalibyście do końca sezonu i zamknęli rok obliczeniowy.
Mieliśmy ważne rzeczy do dokończenia.
Ty tak na to patrzysz, ale twoi przeciwnicy uważali, że do 30 czerwca można było zrobić rzeczy, które jeszcze bardziej zaszkodziłyby klubowi.
Myślę, że od porażki z Bayernem radziliśmy sobie dość dobrze. Rozumiem niezadowolenie, wotum to narzędzie demokratyczne i skoro im się udało, to odchodzimy. Ja byłem zwolennikiem wcześniejszego podania się do dymisji.
Nie chciałeś więc organizować głosowania, by móc się bronić?
Mieliśmy już niewiele do dania, wydawałoby się, że trzymamy się stanowiska w jakimś celu, kiedy próbowaliśmy jedynie pomagać i robić to, co najlepsze dla Barçy. Jeśli ludzie tego nie rozumieli i tylko my tak na to patrzyliśmy, trudno było to wyjaśnić. Skoro chcieli, żebyśmy odeszli, to tak zrobiliśmy.
20 tysięcy podpisów w trakcie pandemii to bardzo dużo. Co wywołało największe niezadowolenie?
Widać było niezadowolenie, ale 20 tysięcy podpisów bardzo mnie zaskakuje. Nie znam nikogo, kto złożyłby podpis. Wiem, że niektóre środowiska były nam bardzo przeciwne, ale moim zdaniem pojawiło się dużo ruchów politycznych, by zebrać podpisy. To koniec pewnego cyklu. Niektórzy piłkarze są starsi, ale Ansu wywołuje radość, Ter Stegen i De Jong są młodzi, pojawił się Pedri, który był strzałem w dziesiątkę. Weterani też prezentują wysoki poziom. Zagraniczne kluby podbierają nam graczy ze szkółki. Zatrudniliśmy Koemana, co było dobrą decyzją, broniłem jej. Zwolnienie Valverde w tamtym momencie było jednak moim zdaniem błędem. Niektórzy uważają, że trzeba było to zrobić po porażce na Anfield, ale ja zawsze go broniłem. Zdobył dwa mistrzostwa z rzędu i nie przegrał w Lidze Mistrzów aż do Anfield… W pierwszej połowie byliśmy lepsi, a w drugiej się załamaliśmy, to była kwestia bardziej psychiczna niż piłkarska. Valverde bardzo dobrze radził sobie z grupą. Wszystko przyspieszyło po wyjeździe Abidala i Oscara Grau do Kataru, by porozmawiać z Xavim. Ja, jako jedna z osób odpowiedzialnych za kwestie sportowe, nie wiedziałem o tym. Zajmowali się tym Bartomeu, niektórzy dyrektorzy i dyrekcja sportowa. Ja starałem się pomagać, ale niestety niezbyt się mnie słuchano.
Jak duże znaczenie w zbieraniu podpisów miał temat I3 Ventures?
Duże. To jeden z najsilniejszych ataków na klub z zewnątrz.
Uważasz, że były ku temu podstawy, czy jesteś zadowolony z wyniku audytu?
Audyt wszystko wyjaśnia. Faktury nie dotarły do zarządu, bo zostały podzielone na pięć części, później wyjaśniono nam, dlaczego tak zrobiono. Skoro zamówiliśmy audyt, to znaczy, że było coś dziwnego, co trzeba było wyjaśnić, ale myślenie o czerpaniu osobistych korzyści… Ja chcę myśleć, że tak nie było, pokazał to też audyt. Rousaud nie powiedział tego o członkach zarządu, bo my o tym nie wiedzieliśmy. Atakowanie piłkarzy jest niemożliwe. Dbaliśmy o nich, to oni utrzymują klub, wydajemy na nich 70% budżetu, to oni dają radość kibicom. Jak moglibyśmy ich atakować? Nie rozumiem tego. Dlaczego? Byliśmy przecież bardzo hojni. Dlaczego płacilibyśmy im tyle, żeby potem ich krytykować? Można by na nich naciskać od samego początku, ale po co robić to po kryjomu? Nie mogę w to uwierzyć.
Atakowanie Piqué, kiedy zarząd był bardzo wyrozumiały w kwestii jego działalności pozasportowej, jest niezrozumiałe.
Gerard jest wyjątkowym piłkarzem. To najlepszy środkowy obrońca świata, jest w stanie sprowadzić nam sponsora i być właścicielem innego klubu. Jest partnerem Shakiry, światowej gwiazdy, być może pewnego dnia zostanie prezydentem klubu… Nie trzeba go bronić, on sam się broni. Nie mogę sobie wyobrazić, by ktoś atakował piłkarzy.
Uważasz, że nie umieliście dobrze wyjaśnić różnych spraw z waszej kadencji?
Bardzo źle się komunikowaliśmy. Z zewnątrz podkreślano to, co złe, a nie to, co dobre. Wydaje się, że sponsorzy pojawili się sami, a Espai Barça czy Barça Corporate nie istnieją. Nie umieliśmy o tym opowiedzieć. Wydaje się, że dobre transfery spadły z nieba, utrzymywanie gwiazd też, że Neymar odszedł, bo nie umieliśmy go odpowiednio traktować, a tak naprawdę po półtora miesiąca chciał wrócić, więc to on popełnił błąd. Czy więc odszedł, bo źle go traktowaliśmy? Nie, popełnił błąd. Jest człowiekiem, młodzi ludzie mogą się mylić. Chciał obniżyć pensję, by wrócić.
W jaki sposób jako zarząd czujecie się winni za porażkę 2:8?
Jako członek zarządu zawsze czujesz się odpowiedzialny za wszystko, co złe, a w tym, co dobre, masz niewielki udział. Jeśli jakiś crack gra dobrze, to dlatego, że to było oczywiste, a jeśli nie, to jest to twój błąd. Dobre rzeczy dzieją się same, a wszystko, co złe, jest winą zarządu.
W meczu z Bayernem nie grałeś jednak na bramce, a z Liverpoolem w obronie.
Nie chcę obwiniać zawodników, bo wszystko, co wygraliśmy, było dzięki nim. Kiedy przegrywają, muszą jednak wziąć na siebie odpowiedzialność. Czas mija, a piłkarz, który był bardzo dobry w 2015 roku, niekoniecznie wciąż jest tak dobry w 2020. Jeśli tego nie widzisz i popełniasz błędy, tracisz pięć goli z Racingiem. Dyrekcja sportowa musi decydować, co robić w każdym momencie, to jej zadanie. Trudno jest zmieniać się, kiedy się wygrywa, a rok wcześniej zdobyliśmy mistrzostwo. Po tym nie można było za wiele zmieniać, bo może w kolejnym sezonie nie zdobylibyśmy mistrzostwa. Było kilka ewidentnych rzeczy, których nie poprawiliśmy. Mogliśmy częściej interweniować. Temat Setiena był moim zdaniem błędem. Dlaczego zwolniono Valverde, kiedy był liderem w lidze i rozegrał świetny mecz w Superpucharze, mimo porażki? Złe trenowanie… Barça trenuje, jak trenuje, bo ma swój styl, trenuje z piłką. Valverde bardzo dobrze radził sobie z kadrą i analizował mecze. Setien to dobry trener, ale nie wszedł dobrze do drużyny. Osoby, które były przeciwne Valverde, mówiły po porażce z Valencią, że widziały jakieś zmiany. Ja odparłem, że były szalone. Wykonaliśmy ponad tysiąc podań, ale nie zobaczyłem poprawy. Potem straciliśmy osiem bramek, to katastrofa. Setiena dopadła też pandemia, na pewno nie miał łatwo. Ja nie zwolniłbym jednak Valverde.
Jak duże znaczenie dla odejścia zarządu miał burofaks Messiego i jego krytyka prezydenta?
Messi jest zwycięzcą, jest częścią klubu. Zakładam, że po porażce z Bayernem i wcześniejszych klęskach w Lidze Mistrzów miał dość i chciał odejść.
I odwołał się do klauzuli, która już nie obowiązywała. Co o tym sądziłeś?
Dla mnie sposób, w jaki to zrobił, był brzydki i niewłaściwy. Messi też może się mylić. Na szczęście na boisku robi to rzadko. On chce dalej wygrywać i uważał, że w Barcelonie zakończył się pewien cykl. Teraz widzę w nim radość, ale jeszcze trochę mu brakuje. Chciałbym, by był zadowolony i szczęśliwy, nie smutny… Barça ma bardzo dobrą przyszłość i teraźniejszość. Jeśli Griezmann będzie miał szczęście pod bramką, bo jest świetnym graczem, wszystko pójdzie dobrze. Ansu jest najlepszym młodym zawodnikiem. Messi jest najlepszy na świecie, Ter Stegen jest wyjątkowy. Drużyna jest świetna.
Czego żałujesz, że nie zrobiłeś w trakcie waszej kadencji?
Chciałbym, by bardziej mnie słuchano w kwestiach sportowych. Starałem się pomagać i niektórzy mogli to odebrać, jakbym chciał zająć ich stanowiska. Z reszty jestem zadowolony.
Na zebraniach zarządu mówiłeś to, co myślałeś?
Tak, zawsze. To jedna z zalet Bartomeu, świetnie akceptuje krytykę, zawsze mnie słuchał. Jeśli później trenerzy mówili mu coś innego, to słuchał ich. W ostatnim czasie dużo bardziej mi zaufał i dobrze się rozumieliśmy. Chciałbym podkreślić tutaj Roberta i Planesa. Powinno się dalej stawiać na Ramona. Abidal był dobrym człowiekiem, ale nie przyszedł, by być dyrektorem sportowym.
Weźmiesz udział w wyborach?
Przechodzę trudne chwile z moją firmą. Zajmuję się branżą restauracyjną i rozrywką nocną, a wszystkie moje lokale są zamknięte. Lubię jednak Barçę i jeśli dobrze wyjdę z problemów, chciałbym dołączyć do jakiejś kandydatury.
Na kogo trzeba głosować?
Laportę już znamy, włączenie do jego ekipy Mateu Alemanyego to dobry pomysł, sam to proponowałem Bartomeu. Font mógłby dobrze zarządzać, ma przemyślany projekt. Freixa jak nikt zna klub, dobrze działa, bardzo lubi piłkę. Byłby dobrym prezydentem. O Juanie Rosellu mogę powiedzieć, że to szczęście, że ktoś taki chce poświęcić czas Barcelonie, ponieważ ma wielkie wsparcie i mógłby dobrze sobie poradzić. Rousaud zna klub, dobrze zarządza i połączył siły z Minguellą. Benedito od lat próbuje, teraz znów to zrobi. Farré spełnił już swoje zadanie z wotum nieufności, według mnie zrobił to bardzo źle, już zyskał popularność. Zobaczymy, co zaproponuje Fernández Alá, nie znam go.
A jeśli wystartuje Rosell…
Najważniejsze, że Sandro jest wolny i został uniewinniony, może być z rodziną. Bardzo się z tego cieszę, bo spotkała go wielka niesprawiedliwość, którą na szczęście naprawiono. To skandal, co się z nim działo. Jeśli wystartuje, wygra i będziemy mieli świetnego prezydenta.
Komentarze (36)