Marc Cucurella, który w przeszłości grał w Barcelonie, a teraz z powodzeniem występuje w Getafe, udzielił wywiadu dziennikowi Sport przed jutrzejszym meczem tych drużyn.
Wyglądasz na szczęśliwego.
Szczerze mówiąc jestem. Czuję się dobrze, jestem zadowolony i chcę, by dalej tak było.
Jesteś spokojniejszy po zamknięciu okienka transferowego? Mówiono, że mogłeś odejść…
Pojawiło się zainteresowanie różnych drużyn, ale żadna nie dała mi tego, co mam w Getafe. Jestem tu z rodziną bardzo zadowolony. Mamy świetny zespół i utrzymaliśmy kadrę z poprzedniego sezonu. Rok temu rozegraliśmy dobry sezon aż do przerwy spowodowanej pandemią, jego dokończenie nie było już takie, jak byśmy chcieli. Cieszę się zaufaniem trenera, to dla mnie bardzo ważne, bo mogę rozwinąć swoją grę.
Teraz zagracie z „nową” Barçą Ronalda Koemana.
Myślę, że Barcelona ma podobny skład do tego z poprzednich lat, poprawiła pewne aspekty. Wciąż jest świetną drużyną, jest skazana na walkę o wszystkie trofea. My mamy się dobrze, wierzymy w siebie i powalczymy o trzy punkty.
Ostatnie godziny okienka były intensywne. Śledziłeś wydarzenia?
Było to bardzo interesujące, patrzyłem na to jako jeden z widzów. W miarę upływu czasu pojawiało się wiele plotek o transferach. Niepewność istniała aż do ostatniej chwili, nie poszedłem spać, dopóki wszystko się nie zakończyło.
Improwizacja z Rafinhą, który nie dostawał szans i w ostatnich chwili odszedł tylnymi drzwiami… Przypomniało ci to twoje odejście?
Tak, oczywiście. Myślę, że jest to wynikiem złego zarządzania spowodowanego chęcią obniżenia wydatków na pensje lub potrzebą pieniędzy. Ze mną było podobnie. Uważam, że przyczyną były przede wszystkim pieniądze, które są ważniejsze niż zaufanie do młodych. To samo spotkało Carlesa Péreza, który z dnia na dzień musiał przejść do Romy. Wszystko robi się z potrzeby, z powodu wydatków i strat, które ma klub.
Wychowankowie zasługują na więcej szans?
Kiedy się wierzy w La Masię, ona zawsze odpowiada, co pokazali Ansu i Riqui. Jeśli dasz piłkarzowi szansę, dobrze się spisuje. Trudniej jest, by młodemu zawodnikowi od pierwszego dnia szło świetnie, ale jeśli mu zaufasz, jeśli będzie czuł się dobrze, będzie mógł odnieść sukces, bo ma odpowiedni poziom.
Jesteś rozczarowany…
Tak i nie. Myślę, że nie dostałem szansy. Zagrałem pięć minut w meczu Pucharu Króla, w ten sposób trudno jest pokazać, czy się nadaję, czy nie. Z drugiej strony ta decyzja sprawiła, że jestem piłkarzem, którym jestem teraz. To trudne dla wychowanka, ale moim celem jest odniesienie sukcesu w świecie piłki, nie udało się w Barcelonie, to odszedłem. Dzięki Eibarowi i Getafe zyskałem miejsce w LaLidze i zostałem powołany do reprezentacji.
Na zawsze zamknąłeś drzwi przed Barceloną?
Barça zawsze będzie Barçą. To mój dom. Każdy chciałby kiedyś wrócić do domu. Pracuję dla siebie, by mieć świetną karierę. Jeśli kiedyś będę miał szansę wrócić, to byłbym zachwycony.
Hejterzy mówią jednak, że nie grasz na boku obrony…
[śmiech] Całe życie tam grałem, od alevinu do Barçy B. Kiedy odszedłem, przesunięto mnie bardziej do przodu, bo stwierdzono, że mogę dać więcej w pressingu, w środku, gdzie czuję się wygodnie i mogę asystować. W Barcelonie również przez większość czasu byłem na połowie rywala, blisko pola karnego. Moja gra nie zmieniła się bardzo, choć w teorii jestem bardziej z przodu.
Utrzymujesz kontakt z piłkarzami Barçy?
Tak, mam tam wielkich przyjaciół takich jak Aleñá czy Riqui, z którymi grałem w kategoriach młodzieżowych.
Wymieniłeś dwóch graczy, którzy nie mieszczą się w planach Koemana. Co byś im poradził?
Dla mnie jest to jasne – każdy decyduje o swojej przyszłości. Najważniejsze są minuty i zaufanie. Szczególnie u młodych. Jest trudno, bo są w wielkim klubie takim jak Barca, ale jako przyjaciel z doświadczenia doradzam im odejście, poznanie innej piłki, innego sposobu myślenia, które ich wzbogacą i sprawiają, że się rozwijają. Bez minut trudno jest się poprawić.
Messi chciał odejść…
Na początku nie mogłem w to uwierzyć. Myślałem, że po prostu się obraził z powodu zarządzania klubem. Sprawił, że było mi ciężko. To pokazuje, że rzeczy nie są robione dobrze. Taki zawodnik jak on, część historii klubu, chcący odejść do drużyny rywalizującej z Barçą o wszystkie trofea pokazuje, że ludzie nie są zadowoleni.
Podchodzisz do meczu z Barceloną z wielkimi chęciami.
To zawsze motywuje. Jeśli nie zagra się perfekcyjnie, bardzo trudno jest wygrać z Barçą. Ponadto gra przeciwko drużynie, w której się było przez tyle lat, dodatkowo motywuje. Podejdę do spotkania z radością i mam nadzieję, że to będzie świetny mecz.
Komentarze (14)