Przed początkiem tego sezonu mało kto obstawiałby, że dzisiejszy mecz będzie mieć tak wielką wagę. Przywykliśmy do tego, że wyniki potyczek Barcelony z Realem Madryt niejednokrotnie decydowały o tym, kto sięgał po mistrzostwo. Tym razem jednak El Clásico traci na znaczeniu wobec pojedynku Barçy z inną drużyną ze stolicy Hiszpanii. Dziś o 16:15 na Camp Nou zobaczymy grę o tron, na jaką czekaliśmy. Barcelona zmierzy się z Atlético Madryt w meczu, w którym nikogo nie będzie interesować remis.
„To nie jest finał. To ważny mecz, ale po nim zostanie jeszcze wiele spotkań” - podczas przedmeczowej konferencji Valverde studził emocje. Txingurri zdaje sobie jednak sprawę, że nie da się zanegować istotności starcia z Atlético. W efekcie przegranej z Espanyolem Real traci już do drugiej lokaty dziesięć punktów. Strata ta wydaje się niemal niemożliwa do odrobienia. Poważna gra o mistrzostwo toczy się teraz pomiędzy Barçą a Atléti. W jesiennym spotkaniu na Wanda Metropolitano padł bramkowy remis, a to oznacza, że wynik dzisiejszego meczu będzie oznaczał więcej niż tylko podział punktów. Do walki o zwiększenie swojego dorobku w tabeli dochodzi jeszcze kwestia bilansu bezpośrednich spotkań. Tym razem, w kontekście ostatecznych rozstrzygnięć sezonu, zwycięstwo może okazać się podwójnie cenne.
W ostatnim czasie obie drużyny są w nieco innej formie, co dodaje pikanterii dzisiejszemu spotkaniu. Piłkarze Ernesto Valverde rozpoczęli sezon rekordowo – pierwsze punkty stracili właśnie z Rojiblancos, zaś porażka w lidze nie dotknęła ich do dziś. Atlético rozgrywki otworzyło dość wstydliwym remisem z beniaminkiem. Z tą samą drużyną, Gironą, podopieczni Diego Siemone stracili punkty po raz drugi pod koniec stycznia. Było to jednak ich ostatnie potknięcie na drodze w kierunku mistrzostwa. Od tej chwili Atléti ma za sobą passę sześciu wygranych z rzędu. Przez ten czas pięciokrotnie zachowało też czyste konto, jedynie Sevilla zdołała zaaplikować Oblakowi dwie bramki; sama straciła ich przy tym pięć. Przyglądając się temu samemu okienku czasowemu, szybko dostrzeżemy, że Barcelona grała w kratkę. Oprócz trzech zwycięstw trzy remisy, w tym ten ostatni, szczególnie gorzki, z Las Palmas. W ten sposób, niemal niepostrzeżenie, Atléti przez niewiele ponad miesiąc odrobiło sześć punktów do lidera. Do spotkania na Camp Nou Barça przystępuje w sytuacji, która bynajmniej nie jest komfortowa. Co prawda nawet w przypadku przegranej Blaugrana nie straci czołowego miejsca w tabeli, jednak przewaga dwóch punktów nad wiceliderem będzie bardzo krucha. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że oprócz ligowej rywalizacji pozostaje jeszcze wysiłek w Lidze Mistrzów.
Za Katalończykami przemawia niekwestionowany atut własnego boiska. Camp Nou trudno jest nazwać stadionem przyjaznym Rojiblancos. Po raz ostatni zdobyli go ponad dwanaście lat temu. Sama Barcelona na swoim terenie zanotowała w tym sezonie jedynie dwa remisy i jedną porażkę w Superpucharze Hiszpanii. W tym czasie, we wszystkich rozgrywkach, na obiektach rywala Barça gubiła punkty dziesięciokrotnie. Różnica jest widoczna.
Jakość dzisiejszego widowiska powinna być zagwarantowana dzięki kadrom obu zespołów. Poza składem Barçy pozostaje jedynie kontuzjowany Nélson Semedo. Do składu po pauzie za kartki wraca Jordi Alba; wspomnianej pauzy uniknął z kolei Luis Suárez, który do meczu z Las Palmas przystępował, znajdując się o jedną kartkę od zawieszenia. Gerard Piqué miał okazję do odpoczynku w środku tygodnia. Mimo że Ernesto Valverde zapewniał, że jego zejście z boiska podczas w z Gironą było jedynie prewencyjne, to chwila wytchnienia dla stopera może być bardzo ważna. Gerard bez wątpienia borykał się ostatnio z problemami zdrowotnymi. Wszystko wskazuje na to, że tym razem zobaczymy go na murawie od początku, w parze z Umtitim. W drużynie rywali trener nie może liczyć jedynie na Savicia. Do kadry meczowej właśnie powrócił po kontuzji Lucas Hernández, choć jego występ na Camp Nou wydaje się jeszcze wątpliwy. Parę stoperów wraz z Godínem prawdopodobnie stworzy Gimenez.
Smaczkiem pojedynku o mistrzostwo z pewnością będzie elektryzująca atmosfera pomiędzy Barceloną a Griezmannem. Reprezentant Francji łączony jest z przejściem do Blaugrany już od początku tego sezonu, jednak wraz z upływem czasu plotki zamiast się rozwiewać, coraz bardziej gęstnieją. „Drużyna wspiera go, żeby został. W tej chwili nie dopuszczam innej możliwości” - zapewnia Diego Simeone. Jednak mimo przekonań trenera Atléti media nie ustają w zapewnieniach, że Francuz latem zmieni barwy na bordowo-granatowe. Jeśli doniesienia są prawdą i sam Antoine jest żywo zainteresowanym przeniesieniem się do stolicy Katalonii, trudno o lepszą okazję, by udowodnić swoją wartość. Jak dotąd Francuzowi nie udało się jeszcze zdobyć bramki w meczach przeciwko Barcelonie, a takich spotkań rozegrał już jedenaście. „Bardzo chciałbym świętować zdobycie bramki na Camp Nou” - wyznał tuż po meczu z Leganés. W tym spotkaniu zaaplikował on drużynie z Madrytu cztery gole. Bez wątpienia jest teraz na fali, a jego motywacja do pokonania Barçy może uczynić go najgroźniejszym zawodnikiem w składzie Cholo. W ostatnich dwóch spotkaniach zdobył w sumie siedem bramek. Naprawdę jest się czego obawiać.
Jeśli obrońcy Barçy drżą na myśl o Griezmannie, to co mają powiedzieć piłkarze Atlético o Messim? We wszystkich rozgrywkach zdobył on przeciwko Atléti aż 27 goli. Argentyńczyk ma na koncie trzy hat-tricki w pojedynkach z Los Colchoneros. Te liczby sprawiają, że drużyna ze stolicy Hiszpanii jest drugą ulubioną ofiarą Leo, tuż po Sevilli (29). Jeśli Messi zdoła dziś zdobyć dwie bramki lub więcej, wywinduje to Atlético na pierwszą pozycję pod tym względem. To nie jedyny osobisty rekord, jaki stoi przed Argentyńczykiem. W meczu z Las Palmas strzelił on swoją 599. bramkę w karierze. Tylko jedno trafienie dzieli go od okrągłej liczby 600 goli. Czy może być piękniejszy moment na taki jubileusz niż mecz z bezpośrednim rywalem w walce o mistrzostwo?
Korespondencyjny pojedynek rozegra się po przeciwległych stronach boiska, między słupkami bramek. Marc-André ter Stegen i Jan Oblak idą niemal łeb w łeb po Trofeo Zamora. Obaj mają rozegranych tyle samo spotkań, brali udział w każdej kolejce ligowej. Prowadzi Słoweniec, którego Atléti straciło tylko 11 bramek, co daje 0,42 wpuszczonego gola na mecz. Niemiec nie uchronił Barçy przed utratą bramki 13 razy (średnia 0,5). Jeśli Katalończykom uda się pokonać piłkarzy Diego Simeone, istnieje możliwość, że ter Stegen wyjdzie na prowadzenie w tej klasyfikacji.
Felipe Luis stawia sprawę jasno: „nigdy nie gramy o remis”. Tym razem podział punktów byłby bolesnym wynikiem dla obu drużyn. Rozbudza to apetyt na prawdziwe widowisko na Camp Nou. By miało ono miejsce, drużyna Diego Simeone musi zrezygnować z półśrodków i zagrać o pełną pulę. Przygotujcie się, bo niebawem rozpoczyna się prawdziwa gra o tron. A w grze o tron wygrywasz albo giniesz.
Komentarze (50)