Co się właściwie stało?

Ściah

4 kwietnia 2016, 23:04

66 komentarzy

Z moich obserwacji wynika, że nastroje wśród culés po Klasyku są dość dobre. Brakuje aktów rozpaczy, biczowania i sprzedawania połowy drużyny przez młodszych stażem kibiców. Nawet zatwardziali malkontenci oblekli swoje opinie w dość taktowne riposty, a Luis Enrique dosadnie powiedział gdzie w jego pamięci znajduje się ta porażka. Moje podejście jest podobne - nie ma powodów do niepokoju. Przewaga w lidze jest solidna i sukces na każdym froncie możliwy do osiągnięcia. Mimo wszystko chcę oddzielić od siebie emocje (lub ich brak) związane z całym sezonem, od emocji odnoszących się bezpośrednio do meczu, który moim zdaniem potoczył się w niemal najgorszy z możliwych sposobów.

Sprostowanie

Kilka dni przez meczem spłodziłem pewien szeroko komentowany artykuł, który miał odzwierciedlić moje podejście do Klasyku. Jak to potrafi mieć miejsce, wielu nie zrozumiało przekazu, który w skrócie brzmiał: „Nie zależy mi na wyniku tego meczu. Barcelona nie musi go wygrać. Najważniejsze jest optymalne przygotowanie się do spotkania z Atlético, nawet kosztem utraty punktów w lidze.” Stąd egzotyka zaproponowanej przeze mnie wyjściowej jedenastki, obecność Roberto, Ardy, Vidala i Munira. Nie miała to być najlepsza drużyna na ten konkretny mecz, tylko optymalne zestawienie, patrząc przede wszystkim na spotkanie z Atlético. Po długotrwałym krzyżowaniu w komentarzach, zastanawiałem się, czy czasem faktycznie nie przegiąłem - bo przecież to Klasyk, bo kibice kupili bilety, bo hołd dla wielkiego Cruyffa, bo trawa na Camp Nou tak pięknie ścięta i nie można tego zlekceważyć. Ok, rozumiem to wszystko. Tylko w jaki sposób taktyka Luisa Enrique zbiegła się z kwestią podjęcia rękawicy, ambicją i zwykłą sportową chęcią rywalizacji?

Błędy trenera?

Oczywiste jest, że nikt nie siedzi w głowie Lucho. Ciężko zatem stwierdzić jaka była dokładna taktyka na ten mecz i jakie instrukcje wydawał Mister zawodnikom w trakcie gry. Pobawmy się jednak w przypuszczenia.

Lucho:

  • przekazał zawodnikom, że celem jest zwycięstwo i dlatego wybiega once de gala,
  • zastosował tradycyjną taktykę z utrzymywaniem się przy piłce i wywieraniem pressingu na rywalu,
  • wprowadził szczególne wytyczne dla poszczególnych graczy: Rakitić miał jeszcze mocniej asekurować Alvesa, zaś Leo cofać się bardziej do strefy środkowej zamiast operować od prawej, żeby tworzyć wolne miejsce na stronie Marcelo dla Brazylijczyka i Suáreza. Urugwajczyk zaś miał uwalniać się właśnie w tej strefie i próbować konstruować akcje z wchodzącym Messim.
  • uczulił piłkarzy na zbliżający się mecz z Atlético. Nie podkreślał tego faktu, ale mógł dać do zrozumienia, że nie można na Camp Nou się wykrwawić,
  • po golu Piqué poprosił drużynę o kontrolę wyniku, co najprawdopodobniej miało też miejsce w meczach z Deportivo i Villarreal, jeśli wiecie co mam na myśli,
  • po wyrównaniu Benzemy wprowadził na murawę tylko Ardę, co dało wyraźny sygnał drużynie, że remis jest w porządku i trzeba dążyć do uzyskania takiego rezultatu,

Tak, zdaję sobie sprawę, że jest to „gdybanierstwo”, ale błądzę i nie rozumiem - moje oczy są jakby na uwięzi. Fakty są jednoznaczne. Drużyna w pierwszej połowie, co prawda dominowała w posiadaniu piłki, ale nie chciała zdecydowanie otworzyć się i zaatakować słabego w tym okresie gry Realu. Po golu Piqué zespół jeszcze bardziej się cofnął, zamiast próbować powiększyć prowadzenie, zaś po bramce Benzemy piłkarze przestali stosować intensywny pressing, co skończyło się koszmarnymi dziurami w formacjach, regularnym naporem Blancos i w konsekwencji utratą dwóch goli (jeden niesłusznie nieuznany). Moim zdaniem nie ma innego wytłumaczenia takiego rozwoju wydarzeń, niż założenie typowego kunktatorstwa Lucho - podstawowa jedenastka, liczenie na pomyślny rozwój wydarzeń, a potem odpoczynek gwiazd na murawie. W głowie mi się to nie mieści, zwłaszcza mając na uwadze, że Barcelona jest wielka tylko wtedy, kiedy atakuje. Brak pressingu i ciągu na bramkę rywala, zabija skuteczność tej drużyny i uwypukla wszystkie wady.

Jeśli moje rozważania i propozycje w artykule przed meczem spotkały się z irytacją, niezrozumieniem i salwami śmiechu ze strony większości czytelników, to myślę, że podobnie należy podejść do pomysłu na grę, który zakłada chęć zdobycia kompletu punktów, przy jednoczesnym oszczędzaniu sił w meczu z żądnym rewanżu Realem Madryt. Nie wierzycie mi? To spójrzcie na Messiego. W całym meczu zanotował siedem prób dryblingów - zmotywowany Leo potrafi mieć tyle udanych przejść rywali na dwa razy więcej prób. Podobnie Iniesta, którego zawsze cechowało świetne przyspieszenie, „klej” w nodze i umiejętność wchodzenia w linie defensywne rywala. On w tym meczu zaliczył dwie (sic!) takie próby, ograniczając się w większości sytuacji do podawania w poprzek boiska. Neymar? Brazylijski magik, który w tym sezonie potrafił kończyć mecze z dwucyfrową liczbą udanych dryblingów na koncie, w sobotni wieczór zaliczył ledwie osiem prób (w tym dwie udane). Moim zdaniem to ewidentnie świadczy o oszczędzaniu się kluczowych graczy. W końcu najwięcej sił tracisz wykonując sprinty, a te są nieodłącznym elementem wszelkich „kiwek”.

W związku z tym czegoś tu nie rozumiem. Jeśli Lucho zdecydował się na grę o pełną pulę, która zakłada pracę przez cały mecz, to dlaczego pozwolił drużynie na tak drastyczne rozprężenie? To nie była normalna utrata koncentracji i przyzna to każdy culé. Być może się mylę, ale rozmawiałem z kilkunastoma długoletnimi fanami Blaugrany i wszyscy zgodnie twierdzili, że od 60. minuty piłkarze zaczęli się świadomie oszczędzać. Moim zdaniem w meczu z tak groźnym rywalem, podobne podejście zakrawa o szaleństwo, zwłaszcza mając na uwadze doświadczenia (Depor i Villarreal) z tego sezonu. Słowa Piqué* tylko to potwierdzają. On i jego koledzy nie wiedzieli w pewnym momencie co robić. Chcieli utrzymać rezultat i nie pracować, atakować i nie biegać, bronić i nie wychodzić pressingiem. Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko. Być może jednak Lucho wcale nie chciał tego meczu wygrać i w związku z tym moje rozważania są daremne, ale wtedy całe jego postępowanie wydaje mi się już całkiem absurdalne.

Motywacja jest najważniejsza!

To dlatego nadal uważam, że postawienie na graczy szeroko pojętej rotacji mogło dać dobre rezultaty. Przecież dla Roberto, Munira i Vidala, Klasyk byłby wystarczającym paliwem, które napędzi ich ruchy. Możliwość walki na wypełnionym Camp Nou, w meczu z odwiecznym rywalem, to wspaniałe doświadczenie dla tych młodych graczy, które mogłoby zaprocentować w przyszłości. Być może sama jedenastka nie musiałaby wyglądać w zaproponowany przeze mnie sposób, jednak nic nie stało na przeszkodzie w choćby wykorzystaniu wszystkich zmian (do tej pory zastanawiam się dlaczego Lucho nie wprowadził na murawę świeżych graczy) i próbie utrzymania dzięki temu intensywności gry. Nie twierdzę, że takie rozwiązanie dałoby wygraną, ale na pewno można by się było po wychowankach spodziewać walki do ostatnich sekund - a właśnie tym Real z nami w sobotę wygrał. Nie umiejętnościami, idealną taktyką Zizou, a motywacją, siłą charakteru i umiejętnością wytrwałego dążenia do celu. Stało się jednak tak, jak się stało i można się ironicznie cieszyć z jednego. Pomimo obecności na murawie przez całe spotkanie, połowa składu odpoczęła sobie znacząco przed potyczką z Atlético.

Mam jednak cichą nadzieję, że siedząc przed monitorem w Polsce, patrzę krótkowzrocznie. W końcu gdzie mi z moimi luźnymi rozważaniami do profesjonalnych trenerów na najwyższym poziomie. Wierzę w ideę pomysłu Lucho na zdobycie trypletu, w którym jest miejsce na przegraną z Realem przy wykorzystaniu once de gala i odpuszczeniu meczu w 60. minucie. Liczę na jakieś zaskoczenie. Być może zawodnicy są przygotowani kondycyjnie lepiej niż myślę? Oby tak było i niczego bardziej nie pragnę, niż zamknięcia mi ust przez naszego trenera, żeby nie określić tego dosadniej. Mecz z Atlético rozjaśni wiele wątpliwości.

* - "Myślę, że po starcie bramki nie potrafiliśmy dobrze wrócić, a kiedy nie wiesz, jak masz dokładnie grać, oni odnajdują wolne miejsca i to wykorzystują."

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (66)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze