"Hoy gana el Barça" - "Dziś wygra Barça". Tak swoją sobotnią okładkę zatytułował kataloński Sport, zapowiadając długo wyczekiwane derby Madrytu. Przepowiednia w pewnym sensie się spełniła, gdyż po minimalnym zwycięstwie Atlético Real odpadł w zasadzie z walki o mistrzostwo. Królewscy tracą do liderującej Blaugrany już dziewięć punktów. Piłkarze Luisa Enrique mogą dodatkowo powiększyć tę przewagę, wygrywając dziś wieczorem swoje spotkanie. Rywal jest dość trudny - do stolicy Katalonii przyjeżdża piąta w tabeli Sevilla - ale po wtorkowym meczu na Emirates culés mogą być pewni, że dla tej Barçy nie ma rzeczy niemożliwych.
Nie da sie jednak ukryć, że pojedynek z Arsenalem nie był w wykonaniu Leo Messiego i spółki perfekcyjny. Owszem, znakomita druga połowa i dwie wyjazdowe bramki sprawiają, że dwumecz można uznać za niemal rozstrzygnięty, ale w pierwszej połowie gra przyjezdnych była nieco statyczna, zaś Arsenal miał swoje okazje do otwarcia wyniku. Przeciwko Sevilli trzeba będzie zachować maksymalne skupienie, by zminimalizować ryzyko utraty gola i przedłużyć niesamowitą serię spotkań bez porażki (jak dotąd 33).
Podopieczni Unaia Emery'ego również mają za sobą dość intensywny tydzień. Po remisie 2:2 z Rayo w poprzedniej kolejce drużyna wybrała się do norweskiego Molde, by bronić trzybramkowej przewagi z pierwszego meczu w 1/16 finału Ligi Europy. Plan został zrealizowany, ale tylko częściowo: Sevilla uzyskała awans, przegrywając jednak 0:1. To słaby prognostyk dla Sevillistas, którzy grali niemalże w swoim najmocniejszym zestawieniu.
Historia, jak w większości ligowych pojedynków, przemawia na korzyść Barcelony. Obie ekipy mierzyły się ze sobą 154 razy, z czego aż 81 meczów wygrała drużyna z Camp Nou. Sevilla zwyciężyła w 39 takich spotkaniach, zaś 34 pojedynki pomiędzy oboma zespołami kończyły się remisami. W tym sezonie Barça grała z Sevillą dwukrotnie: w Tbilisi, w finale Superpucharu Europy, gdy piłkarze Lucho zwyciężyli 5:4 po emocjonującym spotkaniu, i w lidze na początku października, gdy na Sánchez Pizjuán 2:1 wygrała Sevilla. Co ciekawe był to ostatni przegrany przez Barçę mecz w tym sezonie.
Sytuacja kadrowa prezentuje się dość interesująco. O ile w Barcelonie jest ona jasna - niedostępny jest jedynie kontuzjowany Rafinha, który znajduje się na ostatniej prostej rehabilitacji - o tyle w zespole z Andaluzji nie wystąpią dwa jego filary, czyli kontuzjowany Grzegorz Krychowiak oraz wykartkowany Ever Banega. Z urazami zmagają się ponadto Nico Pareja oraz Marco Andreolli.
Gdyby mecz ten miał się odbyć w Sewilli, kibice Barçy mieliby spory powód do niepokoju. Jednak Camp Nou to zupełnie inna bajka: Blaugrana wygrała tu 12 z 13 spotkań (jeden remis z Deportivo) w tym sezonie, z kolei Sevilla od początku rozgrywek (!) nie jest w stanie zwyciężyć na wyjeździe (osiem remisów, cztery porażki). Pozwala to nam z optymizmem spoglądać na niedzielny pojedynek tych zespołów, mając jednak z tyłu głowy fakt, że Andaluzyjczycy to wciąż drużyna, która całkiem niedawno "urwała" dwa punkty Atlético na Vicente Calderón.
Cel Barçy na jutro jest doskonale wszystkim znany - wygrana i powiększenie przewagi w tabeli nad Realem i Atlético odpowiednio do 12 i 8 punktów. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że tak właśnie powinno być, ale trzeba to jeszcze udowodnić na boisku. Gra magicznego tridente MSN od pierwszych minut powinna wydatnie się do tego przyczynić. A jeśli nie... wówczas Lucho wypowie swe zaklęcie i stanie się... magia! Vamos, po trzy punkty i kontynuację zwycięskiej passy!
Zapraszamy do STS TV na ten ciekawie zapowiadający się pojedynek. Znajdziesz tam również transmisje z najciekawszych wydarzeń w najlepszych europejskich ligach.
Komentarze (97)