Powiedzieć, że Barcelona przystępuje do rewanżu w ramach półfinału Pucharu Króla w komfortowej sytuacji, to powiedzieć mało. Nie ma co się oszukiwać, chyba tylko autentyczny kataklizm mógłby pozbawić Katalończyków występu w finale Pucharu Króla. Wygrana 7:0 na Camp Nou z Valencią daje Luisowi Enrique spokój i swobodę, jeśli chodzi o rotacje w składzie, a dla rezerwowych graczy stanowi okazję do pokazania się z jak najlepszej strony oraz udowodnienie trenerowi, że zasługują na więcej szans. Trzeba jednak pamiętać o tym, że mecz nie rozegra się sam, zachować koncentrację i okazać należyty szacunek rywalowi. A najlepszym na to sposobem jest zwycięstwo na Mestalla i ostateczne przypieczętowanie awansu do finału.
To, że w składzie Barcelony pojawi się wiele nowych twarzy, było pewne jak to, że po nocy następuje dzień. Pozostawało jedynie pytanie, na kogo zdecyduje się postawić dziś Luis Enrique. Już wczoraj było wiadomo, że do Walencji na pewno nie pojadą Gerard Piqué, Javier Mascherano, Luis Suárez i Andrés Iniesta, dla których, ze względu na żółte kartki, lepiej będzie, jak zostaną w Barcelonie. Kolejna kara indywidualna dla któregokolwiek z nich wykluczyłaby ostatecznie jego udział w finale, a tego nie życzyłby sobie żaden kibic Barçy. W dziejszym spotkaniu nie zobaczymy również Leo Messiego, ze względu na zabieg litotrypsji, któremu Argentyńczyk został poddany we wtorek. Zgodnie z tym, co podaje dziś do wiadomości Mundo Deportivo, wolne dostali również Arda Turan, Bravo, Busquets, Neymar, Alba i Alves. W jakim składzie zatem zagra Barcelona i którzy zawodnicy z ekipy rezerw otrzymają szansę na występ? To pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi. My możemy jedynie zgadywać, a trener nie ułatwił tego zadania, powołując się na rywala: – nie lubię dawać wskazówek przeciwnikowi, ja też ich nie otrzymuję. Swoje minuty prawdopodobnie otrzyma pięciu canteranos, którzy przez cały tydzień trenowali z pierwszą drużyną: Kaptoum, Dani Romera, Gumbau, Juan Cámara i Samper.
Niezależnie od tego, na jaki skład ostatecznie zdecyduje się Luis Enrique, jedynym poważnym problemem przed tym spotkaniem zdaje się być sprawa motywacji zawodników. – Choć może zabrzmieć to jak kurtuazja, to będzie trudny mecz. Muszę poszukać bodźców, które wpłyną na zawodników – to słowa trenera z wczorajszej konferencji prasowej. Nie da się ukryć, że o „bodźce” będzie trudniej niż zawsze, ale na pewno jeden z nich może stanowić fakt, że zespół staje przez szansą pobicia kolejnego historycznego rekordu, jakim jest liczba meczów bez porażki. Na daną chwilę drużyna Lucho ma ich 28 i już zrównała się pod tym względem z Barçą Guardioli. Nieprzegranie meczu z Valencią będzie jednoznaczne z poprawą tego osiągnięcia. Kolejnym czynnikiem jest ambicja zespołu, która chyba nie podlega żadnej wątpliwości. Wygrali wszystko i wciąż im mało, a kolejne zwycięstwa działają na tę machinę jak woda na młyn. Swoją szansę otrzymają na pewno niektórzy zawodnicy drugiej drużyny i niezależnie od tego, kto to będzie, na pewno zrobi wszystko, aby zyskać w oczach trenera. Barça zawsze gra o pełną pulę i tak powinno być i tym razem.
Podczas gdy Barcelona jest jedną, o ile nie obiema, nogami w finale Pucharu Króla i pozostaje jedyną hiszpańską drużyną, która walczy na wszystkich trzech frontach (Puchar Króla, Liga, Liga Mistrzów), nastroje w obozie Valencii są zgoła odmienne. Mogło się wydawać, że wysoka przegrana w stolicy Katalonii w pierwszym meczu półfinałowym, która praktycznie pozbawiła podopiecznych Gary’ego Neville’a szansy na udział w finale, wbiła gwóźdź do trumny trenera i że już gorzej być nie może. Betis Sevilla zdawał się być dobrym rywalem na to, aby podnieść się z kolan i przełamać fatalną passę 11 meczów bez zwycięstwa, a tymczasem Nietoperze kolejny raz zawiodły swoich kibiców i przegrali ligowe spotkanie w Andaluzji 0:1. Podczas gdy Gary Neville wciąż robi dobrą minę do złej gry, podtrzymując, że nie zamierza podać się do dymisji, ważne osoby z kręgu valencianismo nie zostawiają na nim suchej nitki. – Powinien przeprosić wszystkich i odejść. – To najgorsza porażka w historii Valencii. To tylko niektóre fragmenty wypowiedzi Cañizaresa i Albeldy – byłych kapitanów drużyny Los Che. Los Anglika w Hiszpanii zdaje się przesądzony i tylko cud może uchronić go przed utratą posady.
Jeśli chodzi o powołania na dzisiejszy mecz, w zespole byłego finalisty Ligi Mistrzów także wielu zawodników pierwszego składu dostało wolne. Powołania nie otrzymali m.in. Barragán, Mustafi, Parejo, Enzo, Paco, Rodrigo, Feghouli, Czeryszew, Fuego i Siqueira, a w ich miejsce pojawiło się aż siedmiu piłkarzy zespołu rezerw (w tym Sergio Ayalla, wychowanek Barcelony).
Podsumowując, głęboki kryzys, w jakim znalazła się Valencia, nie podlega żadnej wątpliwości i nikt nie liczy na to, że mecz z Barceloną może tutaj coś zmienić. Niemniej jednak honor i sportowa chęć odwetu za wysoką porażkę powinny motywować Nietoperzy do jak najlepszego występu na swoim stadionie. Z kolei Barça to zespół ambitny, który zawsze zmierza po zwycięstwo, i mamy nadzieję, że tak będzie i tym razem. A jak dodamy do tego odrobinę młodej, gniewnej krwi po obu stronach barykady, to być może przed nami całkiem ciekawe starcie. Vamos.
Komentarze (87)