Emocje wzięły górę, na Camp Nou i w sali Auditori 1899. Widzieć płaczącą rodzinę - żonę Nurię, rodziców Joaquima i Marię Mercè, rodzeństwo Àlexa, Òscara i Ariadnę… - to coś, co przerosło Xaviego. Andrés Iniesta wypowiedział się w imieniu wszystkich kolegów z szatni i sprawił, że po raz pierwszy na twarzy Generała pojawiły się łzy. Parę godzin później, po karuzeli emocji, jakie Xavi przeżywał, w wywiadzie do Revista Barça wyjawił wszystko, co czuł w dniu, kiedy żegnał się z kibicami na Camp Nou i klubem.
Jeśli chodzi o wydarzenia w sali Auditorii 1899, wypełnionej jego rodziną, przyjaciółmi i ludźmi związanymi z futbolem, którzy towarzyszyli mu przez całą jego karierę, powiedział:
- Byłem spięty, wszyscy na mnie czekali. Zestresowałem się jeszcze bardziej, ponieważ mieliśmy kontrolę UEFA i nie mogłem uwierzyć, że jeszcze trochę i mogłoby nie dojść do mojego wystąpienia. Przygotowałem sobie moją wypowiedź na piśmie, nie chciałem ominąć nikogo, gdyż jestem bardzo wdzięczny Barcelonie i wszystkim tutaj. Byłem zdenerwowany, moja rodzina w pierwszym rzędzie, przyjaciele... To były wielkie emocje. Jednak gdy Andrés przemawiał i mówił o mojej rodzinie, to mnie w pewnym sensie uwolniło i sprawiło, że napięcie opadło. Pomyślałem sobie: „płacząc, już się ośmieszyłeś”. Andrés mnie odblokował i byłem już spokojniejszy.
Jak jasno zaznaczyłeś w swojej wypowiedzi, jesteś osobą niezmiernie wdzięczną.
- Powiedziałem to, co miałem powiedzieć i w sposób, w jaki chciałem. Jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego, jak traktowała mnie Barcelona, klub, prezydent, koledzy… Było to wymarzone pożegnanie. Jeśli na początku sezonu zrobilibyśmy plan, na pewno nie zawarlibyśmy w nim tych rzeczy, z którymi teraz tak świetnie go zakończyliśmy. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak to wszystko się ułożyło.
Ile razy myślałeś: „a jakbym odszedł latem ubiegłego roku?”
- Wyobraź sobie. Odejść w poprzednim roku, bez euforii, jaką przeżyło barcelonismo, bez tytułów, nieusatysfakcjonowany piłkarsko… Wiadomo, że tutaj jeśli nic się nie wygrywa, trzeba sprzedać dziesięciu piłkarzy, wszyscy są źli… Wyobraź sobie pożegnanie z obrażonymi i zezłoszczonymi ludźmi. Teraz to dobry moment, kiedy ludzie są w euforii, zadowoleni, szczęśliwi. Całe wydarzenie zgrało się z wygraną La Liga tydzień wcześniej, abym mógł świętować potem w domu. Prawdą jest, że mówimy tutaj o scenariuszu „uszytym na miarę” i jestem bardzo zadowolony, że zdecydowałem się zostać na jeszcze jeden rok, że Zubi, Luis i prezydent Bartomeu przekonali mnie. Byłem zdecydowany odejść, jednak po dwóch czy trzech spotkaniach udało im się mnie namówić i cieszę się, że tak się stało.
Co najbardziej zapamiętałeś z pożegnania?
- Zapamiętałem wszystko. Nie brakowało nikogo. Przyszli byli prezydenci, byli trenerzy, koledzy, przyjaciele, rodzina… Widzieć Nurię, moją żonę, moich rodziców i rodzeństwo tak wzruszonych, było czymś nie do opisania. Patrzyłem na nich i byłem bardzo poruszony. Próbowałem tego uniknąć, jednak kierowałem swoje słowa do nich, a więc nie można było powstrzymać emocji.
Teraz twoje życie zmienia się o 180 stopni. Zostawiasz Barcelonę po 24 latach, będziesz ojcem. Jak sobie z tym radzisz?
- Posiadanie dziecka sprawia, że zaczynasz bardziej zastanawiać się nad swoim życiem. Rozpoczyna się nowy etap. Większość mojej rodziny przenosi się do Kataru, zostanę ojcem pod koniec roku. To nowy etap w życiu i chcemy się nim cieszyć jak tylko się da. Rodzina to wartość, która zawsze była dla mnie ważna i jest jednym z fundamentów życia. Największym, jaki mam. Posiadam wspaniałą rodzinę. Wychowali mnie i wykształcili w imię pewnych wartości i jestem im za to wdzięczny. Mówią, że posiadanie dziecka to coś niesamowitego. Do tej pory tego nie przeżyłem, jednak już sama myśl o tym sprawia mi wielką radość.
Kiedy pokażesz mu zdjęcie ze wszystkimi pucharami?
- Będę dumny, mogąc opowiedzieć, co przeżyłem, pokazać mu zdjęcia. Obejrzymy je jak już będzie świadomy i zobaczy, jak cudowny czas spędził jego tata. Zobaczy, że granie w Barcelonie w tej epoce i z tym pokoleniem piłkarzy było przywilejem. Postaram się przekazać mu wszystko to, co przeżyłem.
Odchodzisz jako piłkarz, który zdobył najwięcej tytułów w historii klubu i jako ten, który najwięcej razy zakładał koszulkę Barçy. Czego nie zapomnisz?
- Wiem, że prędzej czy później mnie pokonają. Andrés czy Leo mają tylko jeden tytuł mniej. Przezwyciężą mnie w przyszłym roku. Jednak we mnie pozostaje radość, którą dała mi gra w Barcelonie. Był to klub mojego życia i wiem, że jestem szczęściarzem. Nie patrzę na moją karierę przez tytuły, które zdobyłem (oczywiście też), ale przede wszystkim doceniam to wszystko, co przeżyłem z moim kolegami. Odchodzę usatysfakcjonowany i dumny. Czuję wewnętrzny spokój, że dałem Barcelonie wszystko.
W dniu pożegnania z kibicami na Camp Nou spodziewałeś się otrzymać tyle ciepła z ich strony?
- Na początku byłem spokojny, jednak w miarę jak wchodziłem na boisko, myślałem: „dzisiaj będziesz kimś więcej niż bohaterem”. Wiedziałem, że oddadzą mi hołd i będę w centrum zainteresowania i to jest coś, czego za bardzo nie lubię. Ja lubię grać w futbol i dobrze się przy tym bawić. Oni jednak wspaniale mnie uczcili. Cały stadion skandujący moje imię, koledzy podrzucający mnie... Zobaczyłem Nurię i moich rodziców bardzo wzruszonych i ja również nie mogłem powstrzymać emocji. Wszystko, co przeżyłem tego dnia, było niesamowite.
Słowo, które najczęściej słyszałeś w tych dniach, to „dziękuję”. Co czujesz?
- Mówiłem o tym również podczas mojego przemówienia. Ludzie zatrzymują mnie na ulicy i dziękują. Jednak to ja jestem tym, który powinien dziękować za możliwość i przywilej grania w Barcelonie! Dziękuję Barçy i ludziom za serdeczność, jaką mi okazują! Jestem z tego bardzo dumny. Widzę podziw i uznanie, zdobyte. Jestem bardzo szczęśliwy i chcę podziękować wszystkim kibicom za niesamowitą atmosferę podczas moich ostatnich meczów. Nie mogę prosić o więcej. Jestem ogromnie wdzięczny i zaskoczony, że ludzie mi dziękują. Zdobyliśmy wiele tytułów i myślę, że zrobiliśmy to w wielkim stylu. Jestem bardzo zadowolony, że mogłem zapisać się w historii wielkiej Barcelony. Kiedy grałem w kadetach czy młodzieżówce, nie przypuszczałem, że mogę zdobyć aż tyle w Barçy i przejść do historii jako część jednej z najlepszych drużyn w dziejach klubu. Wszystko, co przeżyliśmy, było czymś pięknym. Jestem za to ogromnie wdzięczny.
Komentarze (524)