Na horyzoncie majaczą już arcyważne spotkania z Manchesterem City i Realem Madryt, które najprawdopodobniej zaważą na możliwości zdobycia przez Barcelonę dwóch kluczowych trofeów: Ligi Mistrzów i mistrzostwa Hiszpanii. W takiej sytuacji trudno nie ulec wrażeniu, że ostatni ligowy mecz przed kluczowym tygodniem będzie spotkaniem na przetarcie przed prawdziwym testem. Jednak uwaga: to nie jest próba generalna!
Nie jest i drużyna z pewnością zdaje sobie z tego sprawę. Inne podejście do meczu z Eibarem nie mieściłoby się w ramach profesjonalizmu. Na koniec sezonu trzy punkty wywalczone z Los Armeros mogą się okazać tak samo ważne jak te, które Barça już niebawem będzie miała okazję zdobyć w El Clásico. Truizm? Oczywiście. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo lat doświadczeń największym piłkarskim firmom wciąż zdarza się na tym przejechać. Barcelona zaliczyła już w tym sezonie rytualne wpadki na tle zlekceważenia przeciwnika i oddelegowania do gry zaskakującego składu. Doświadczenie spotkania z Málagą jest na tyle świeże, by tym razem nie było wątpliwości: w meczu z Baskami nie ma mowy o żadnej próbie i eksperymentach. Zachowanie szczęśliwie wywalczonej pozycji lidera jest zbyt cenne, by przez nieuwagę pozwolić sobie na jego utratę przed El Clásico.
Drużyna o dwóch twarzach
Dzisiejszy rywal Barcelony to drużyna, która do Primera División wdarła się przebojem. W zeszłym sezonie podopieczni Gaizki Garitano byli niekwestionowaną rewelacją Segunda i jako taka awansowali do La Liga. Bieżący sezon w wykonaniu Eibaru to historia Kopciuszka przeniesiona w realia hiszpańskiego futbolu. Klub z niewielkiego baskijskiego miasteczka, z maleńkim stadionem i jeszcze mniejszym budżetem, trafia nagle do wielkiego świata pierwszej ligi. Wydaje się tam skazany na zagładę, jednak wbrew wszystkiemu i wszystkim zostaje rewelacją rundy jesiennej. Los Armeros przez długi czas utrzymywali się w ligowej strefie europejskich pucharów, walcząc jak równy z równym z klubami o niepomiernie większym doświadczeniu w La Liga. Załamanie na Estadio Ipurua przyszło wiosną. Od siedmiu spotkań Eibar nie zdobył nawet punktu, ostatnie oczko w tabeli Baskowie dopisali na swoje konto 16 stycznia w meczu z Córdobą, innym beniaminkiem, który w tej chwili stoi pierwszy w kolejce do spadku. Kryzys w ekipie Garitano nie podlega wątpliwości, zastanawiać można się jedynie nad tym, czy wcześniej Eibar grał powyżej własnych możliwości, czy też teraz nie dorównuje swojej optymalnej formie.
Jakby problemów na Ipurua było mało, w meczu z Barceloną zabraknie trzech zawodników Los Armeros: kontuzjowanych Abrahama i Ángela Rodrígueza oraz Daniego Garcíi, który będzie pauzować za kartki.
Rotacje czy konieczność?
Zarówno kontuzje, jak i sankcje związane z kartkami nie ominęły też Barcelony. W meczu z Eibarem nie zagra ani Jordi Alba, ani Dani Alves. Te absencje budzą jednak mniej niepokoju niż nieobecność kontuzjowanego Sergio Busquetsa. Teoretycznie zmiennikiem dla defensywnego pomocnika jest Javier Mascherano, problem jednak w tym, że gdyby Argentyńczyk wyłapał żółtą kartkę, musiałby pauzować w El Clásico. Na to, by podczas meczu z Realem nie dysponować żadnym pivotem, Lucho nie może sobie pozwolić, zaś wypuszczenie na boisko Masche z nadzieją, że nie zapracuje na żółty kartonik, jest co najmniej ryzykowne. W związku z tym realna wydaje się opcja, którą Luis Enrique testował w meczu z Rayo, czyli rezygnacja z nominalnego defensywnego pomocnika i przesunięcie Rakiticia głębiej. Prawdopodobnie to opcja najmniej ryzykowna.
La otra liga
La otra liga. Bez Barcelony i Realu. Tak naprawdę to te drużyny rozdają karty w Primera. Tak jak Athletic, który w ostatniej kolejce otworzył Katalończykom drugę do fotela lidera. Teraz Barcelona musi zadbać, by inna drużyna z Kraju Basków nie zamknęła jej tej drogi. Piłkarze Lucho przystąpią do meczu z Eibarem w roli pewnego faworyta i wszystko wskazuje na to, że się z niej wywiążą. Biorąc pod uwagę formę obu drużyn, każdy inny scenariusz jest co najmniej wątpliwy. Tak samo jak możliwość tego, by Real nie pokonał Levante i nie utrzymał jednopunktowego dystansu do lidera. Mimo to La otra liga nie śpi i raz na jakiś czas przypomina, że to właśnie ona decyduje o tym, kto podniesie trofeum mistrza Hiszpanii.
Komentarze (681)