Nie upłynęło pięć minut od chwili, gdy Real Sociedad pokonał Barcelonę 1:0 w niedzielną noc, a już hiszpańscy komentatorzy Canal Plus zdążyli nadać Davidowi Moyesowi nowy przydomek. Zwycięski trener Txuri-Urdin został ochrzczony dość przewidywalnym imieniem: Braveheart, Waleczne Serce.
Drużyna Moyesa po tym, jak Jordi Alba otworzył wynik, strzelając samobójczą bramkę, zdołała odeprzeć ataki Barcelony dzięki niewątpliwej, charakterystycznej dla tej drużyny, jakości gry obronnej. Baskowie utrzymali czyste konto dzięki serii zablokowanych strzałów, odbiorów i wślizgów. Dzięki temu szkocki szkoleniowiec sięgnął po pierwszy poważny skalp od chwili, gdy w listopadzie zawitał na Anoeta. Za tym zwycięstwem kryje się jednak znacznie więcej niż sama tylko odwaga. Rezultat w meczu z Barceloną może stać się podstawą do zmiany nastawienia wielu osób względem Moyesa. Ostatnie spotkanie pokazało, że szkocki trener jest w stanie zmienić swój utalentowany, choć ostatnimi czasy rozleniwiony i nieskoncentrowany skład w znacznie bardziej konsekwentną i zorganizowaną drużynę.
Moyes przygotował piłkarzy do gry, mówiąc im o realnych szansach na zwycięstwo. Real Sociedad wyraźnie przystąpił do spotkania z pozytywnym nastawieniem. Ich celem było jak najszybsze otwarcie wyniku. Presja, jaką wywarli na piłkarzach Barçy, poskutkowała szybkim wywalczeniem rzutów rożnych, z których jeden zakończył się samobójczą bramką.
Decyzje kadrowe
Wrzutka, która dzięki bezradnej interwencji Jordiego Alby trafiła do siatki Claudio Bravo, została posłana przez pomocnika Realu Sociedad Sergio Canalesa. Umieszczenie go w wyjściowym składzie było jedną z najważniejszych i jednocześnie najlepszych decyzji podjętych tego wieczora przez Davida Moyesa. Były zawodnik Realu Madryt i Valencii zawsze należał do utalentowanych piłkarzy. Nie był jednak w stanie często tego pokazywać, co poskutkowało koniecznością opuszczenia obu klubów po tym, jak powszechnie uznany został za rozczarowanie. Z pewnością kusiło Moyesa, by tak nieprzewidywalnego zawodnika pozostawić na ławce rezerwowych. Zamiast tego jednak Szkot okazał Canalesowi zaufanie, które z kolei zostało sowicie wynagrodzone. Mowa nie tylko o wspomnianej wrzutce, zakończonej bramką, ale też całym jego występie, który cechował się nie tylko jakością, ale też pracą na rzecz zespołu. To element, o którego brak niejednokrotnie oskarżano Canalesa.
Kolejnym trafnym wyborem Moyesa był młody argentyński bramkarz Geronimo Rulli, który wcześniej wystąpił w zaledwie jednym ligowym spotkaniu od momentu, gdy przeniósł się do Donostii z Estudiantes de la Plata. Mimo przerażającego wręcz braku doświadczenia dwudziestodwuletni Rulli wydawał się niewzruszony. Odegrał kluczową rolę w wywalczeniu zwycięstwa przez Real Sociedad, w szczególności w końcówce meczu, gdy dwukrotnie w fantastyczny sposób zatrzymał ataki Luisa Suáreza. Najpierw Rulli wyłuskał piłkę spod stóp rozpędzonego Urugwajczyka, potem popisał się świetnym refleksem, broniąc strzał głową.
W sukcesie, który odniósł Real Sociedad, większe znaczenie niż indywidualne przebłyski formy miał jednak wysiłek całej drużyny, dobra organizacja obrony i ciężka praca. Dokładnie te cechy, których poszukiwał prezydent klubu Jokin Aperribay, gdy kilka tygodni temu zdecydował się zatrudnić byłego trenera Evertonu i Manchesteru United. W tej chwili Aperribay i kibice Txuri-Urdin z pewnością nie żałują decyzji o ściągnięciu Davida Moyesa.
Nie sposób nie docenić wyczynu drużyny szkockiego trenera. Mimo to należy zaznaczyć, że czwarte ligowe zwycięstwo Realu Sociedad w tym sezonie nie było ogromnym zaskoczeniem, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w tej kampanii zdołał on już pokonać Real Madryt i Atlético. Ponadto, zwycięstwo we wczorajszym meczu było trzecią z rzędu ligową porażką Barçy na Anoeta. Piłkarze Luisa Enrique przystąpili do spotkania ze świadomością faktu, że w ostatnim pojedynku na wyjeździe bezbramkowo zremisowali z Getafe. Kataloński klub rozpoczął mecz bez Leo Messiego i Neymara w wyjściowym składzie, dwóch piłkarzy, którzy w tym sezonie zapewnili Barcelonie niemal dwie trzecie całkowitej liczby bramek.
Trener pod szczególnym nadzorem
W Hiszpanii po tym meczu bynajmniej nie David Moyes jest trenerem, który znalazł się w świetle reflektorów. Szkoleniowiec Barçy Luis Enrique w efekcie mdłego i chaotycznego występu, jaki zaliczyli jego podopieczni, został poddany ostrej krytyce. Nie dziwi to, zwłaszcza, że Lucho sam sprowokował kontrowersje. Trener Barcelony pozwolił Leo Messiemu i Neymarowi powrócić ze świątecznej przerwy do treningów na zaledwie dwa dni przed meczem. Potem zaś nie odesłał ich na ławkę. Pozostawienie poza wyjściowym składem dwóch najlepszych napastników w tak trudnym wyjazdowym spotkaniu to, delikatnie mówiąc, dyskusyjna decyzja. Jeśli spojrzymy na tę kwestię z szerszej perspektywy, wątpliwości budzi także kierunek – czy też jego brak – w którym Enrique prowadzi swoją drużynę. W szczególności, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że były szkoleniowiec Romy i Celty Vigo w 25 meczach oddelegował do gry 25 różnych jedenastek. Żywą ilustracją prowizorycznego podejścia Enrique do budowy drużyny jest fakt, iż Barcelona zakończyła mecz na Anoeta, grając trójką w obronie. Wśród zawodników pełniących rolę defensorów było dwóch nominalnych pomocników, przestawionych na grę w ostatniej linii, oraz jeden boczny obrońca.
Mimo że Barcelona znajduje się w tej chwili zaledwie jeden punkt za plecami Realu Madryt, którego passa dwudziestu dwóch zwycięstw z rzędu została zakończona porażką 1:2 z Valencią, nie ma wątpliwości, że Enrique zaczyna odczuwać presję. Na horyzoncie zaś nie widać ułatwień, Barçę czeka jeszcze mecz z obrońcami tytułu, Atlético Madryt.
Z kolei Moyes może patrzeć na napięty kalendarz z wiarą i pewnością, które podbudowały głośne zwycięstwo. Strach przed spadkiem do Segunda odszedł w przeszłość; teraz Txuri-Urdin mogą skupić się na celu, do którego zmierzają ambicje Moyesa – zdobyciu Pucharu Króla. Baskijski klub wróci do gry w środę, rozgrywając pierwszą odsłonę pucharowego starcia z Villarrealem. Drużyna z Walencji to silny przeciwnik, znajdujący się w wybitnej formie, który zmierza do zanotowania jedenastego spotkania bez porażki z rzędu. Jednym ze zwycięstw tej serii był mecz, w którym Villarreal pokonał piłkarzy Moyesa 4:0. Jeśli jednak Real Sociedad szarpnie się na jeszcze kilka tak dobrych występów jak ten, który mogliśmy oglądać w niedzielę, to odmówienie Moyesowi i jego ludziom szans na triumf w Pucharze Króla nie byłoby rozważne.
Komentarze (90)