Kilka lat temu wróżono mu wielką przyszłość i kto wie, czy gdyby nie ciężka kontuzja Armand Ella Ken nie trenowałby dziś w drużynie Luisa Enrique. Jego losy potoczyły się jednak inaczej i dziś 21-letni piłkarz reprezentuje barwy Sandecji Nowy Sącz.
W drugiej części rozmowy z Kameruńczykiem pytaliśmy go o grę na Ukrainie, plany na przyszłość i ocenę sytuacji w klubie z Camp Nou. Zapraszamy do lektury!
Pierwsza część wywiadu - KLIK
Porozmawiajmy o ukraińskim epizodzie Twojej kariery, który niestety nie był dla ciebie udany.
Tak, to był smutny czas, ale ze wszystkiego trzeba wyciągać jakieś pozytywne rzeczy. Pierwsze miesiące nie były łatwe, bo musiałem dostosować się do nowego stylu gry, mniej technicznego, a bardziej siłowego. Poza tym w Karpatach Lwów dwa razy zmienił się trener i każdy z nich miał inną wizję, inny plan na grę. W końcu pojawił się pomysł „wyczyszczenia” drużyny z obcokrajowców, więc zrozumieliśmy z kolegami, że czas się pożegnać z klubem. Jeśli dziś spojrzycie na skład Karpat, prawie wszyscy pochodzą z Ukrainy.
Prawda jest taka, że kiedy grałem, zapominałem o wszystkich problemach. Nie miałem co prawda wielu okazji do występów, ale nikt nie może powiedzieć, że się nie starałem. Wszędzie, gdzie grałem (Armand występował również przez pół sezonu w węgierskim Rákóczi Kaposvár – przyp. red.), dawałem z siebie wszystko.
Jest jeszcze jedna sprawa. Karpaty zalegały z wypłatą pensji, ale ja nie chciałem robić problemów. Mogłem co prawda iść do sądu i przy pomocy FIFA odzyskać pieniądze, ale wolałem pokojowo rozstać się z drużyną. Nigdy nie wiesz, co zdarzy się w przyszłości, i dlatego nie warto palić mostów. Pieniądze to nie wszystko. To należy jednak do przeszłości, teraz jestem zawodnikiem Sandecji i skupiam się tylko na tym.
Mimo młodego wieku występowałeś już w czterech europejskich krajach. Można w ogóle porównać futbol hiszpański do ukraińskiego czy polskiego?
Raczej nie. Hiszpania jest na czele, a Polska i Ukraina dużo dalej. Myślę, że futbolowy poziom obu tych krajów jest zbliżony, chociaż trzeba podkreślić, że Sandecja nie gra w Ekstraklasie, a w I lidze. W Hiszpanii piłka jest szybsza, bardziej techniczna, w tu na pierwszym miejscu jest siła.
Spora różnica dotyczy również pogody. Przez sześć lat w Barcelonie tylko raz widziałem śnieg, podczas gdy w Polsce i na Ukrainie to standard. Nie jest to jednak jakiś duży problem, do wszystkiego można się przyzwyczaić. No i trzeba powiedzieć o języku. Nie znałem ani jednego ukraińskiego czy polskiego słowa. To skomplikowane do nauki języki, ale w przypadku ukraińskiego z czasem rozumiałem coraz więcej i tak samo będzie teraz. Najważniejszy jest język boiskowy, a ten opanowałem bardzo szybko.
W Sandecji nie jesteś jednak sam. Grają tu już Mouhamadou Traoré i Cheikh Niane z Senegalu, z którymi możesz porozmawiać po francusku.
Tak, to bardzo komfortowa sytuacja, bo zawsze mogę liczyć na ich pomoc.
Nie myślałeś o powrocie do Hiszpanii po nieudanej przygodzie na Ukrainie?
Myślałem tylko i wyłącznie o regularnej grze. Po testach w Sandecji zobaczyłem, że ludzie, którzy byli w klubie, naprawdę chcieli, żebym tu zagrał i liczyli na mnie. W Hiszpanii trudno byłoby znaleźć klub nawet na podobnym poziomie rozgrywkowym.
Czy wpływ na opuszczenie Ukrainy miała sytuacja polityczna?
Nie, to było poza mną. Wielu piłkarzy w tym czasie wyjechało z Ukrainy, ponieważ bali się o swoje życie, o swoje rodziny. Gdyby moja rodzina była w niebezpieczeństwie, nie wahałbym się ani chwili. Jednak we Lwowie nie działo się aż tak wiele. Mam nadzieję, że wszystko na Ukrainie w końcu się ułoży i ludzie będą czuć się bezpiecznie.
Gdzie widzisz siebie za rok lub dwa?
Hmm… Pobyt w Sandecji traktuję jako krok do przodu w mojej karierze. Liczę tu na regularną grę i jeśli pokażę się z dobrej strony, być może niedługo trafię do polskiej Ekstraklasy albo wyjadę za granicę. Trudno powiedzieć. Być może wrócę do Hiszpanii, zagram w Portugalii, Francji albo zostanę w Polsce. Najważniejsze, by dawać z siebie wszystko.
Wróćmy do stolicy Katalonii. W obecnym składzie Barcelony znajduje się wielu młodych piłkarzy, takich jak Rafinha, Montoya, Bartra, Sergi Roberto, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że nie mają oni wielu szans na grę. Inni zaś, tak jak Denis Suárez czy Deulofeu, zostali wypożyczeni. Uważasz, że polityka klubu jest właściwa?
Oczywiście to wszystko zależy od obecnego trenera, ale nie uważam, żeby dostawali mało szans. Myślę, że samo występowanie w koszulce Barcelony jest wspaniałą rzeczą – nawet jeśli wychodzisz na boisko na 30 czy 10 minut. Możesz też odejść do innego zespołu, gdzie będziesz mógł zagrać nie 25, ale 65 minut. Wszyscy wiedzą, że granie w barwach Barcelony jest skomplikowane. Weźmy Rafinhę, który w kilku spotkaniach zagrał od pierwszej minuty – on musi liczyć się z tym, że na jego pozycji gra Iniesta. Rafinha jest świetny, ale Andrés jest na innym poziomie i ma bardzo duże doświadczenie, dlatego Rafinha musi zrozumieć, że w wielu spotkaniach Champions League, kiedy Barça mierzy się z Realem czy Chelsea, zespół potrzebuje na boisku doświadczenia. Przychodzi taki moment w karierze młodego zawodnika, kiedy jest w swojej najlepszej formie i staje się członkiem pierwszego składu. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że mają swoje szanse – kiedy jesteś młody, oczywistym jest, że musisz grać, ale jednocześnie musisz wiedzieć, że na twojej pozycji występuje np. Messi. Wyobraźcie sobie, ilu zawodników znajduje się w Barcelonie, dlatego samo znalezienie się na ławce rezerwowych, a nawet na liście powołanych, jest wspaniałe.
Niektórzy zawodnicy decydują się zostać i walczyć o miejsce w składzie, a inni chcą odejść na wypożyczenie i grać więcej, jak np. Deulofeu. Często powodem wypożyczenia jest też trener, który mówi ci – jesteś dobrym zawodnikiem, ale jeśli zostaniesz w tym sezonie z nami, nie otrzymasz wystarczająco czasu na boisku, którego potrzebujesz, ponieważ na twojej pozycji gra Messi. Dlatego lepiej jest odejść na wypożyczenie i nabrać więcej doświadczenia, a następnie wrócić. Kiedy powracasz do zespołu, jesteś bogatszy o nowe doświadczenie. Na tej samej pozycji co Rafinha występuje przecież Rakitić, Xavi, Iniesta, dlatego to skomplikowane znaleźć się w wyjściowej jedenastce, ale kiedy otrzymujesz od trenera 60 minut, musisz dać z siebie wszystko. Najważniejsze jest, żebyś czuł się potrzebny drużynie. Nie zgodzę się, że młodzi piłkarze nie dostają szans – np. Bartra gra bardzo dużo, być może za dużo.
Czasem jednak ciężko czuć się potrzebnym dla drużyny – najlepszym przykładem jest tutaj Montoya. Przed sezonem zarząd mówił, że go potrzebują i że otrzyma swoje szanse, a następnie kupili Douglasa i Montoya jest trzeci w oczach trenera. Obaj nawet nie są na listach meczowych.
Sytuacja z Rafinhą jest całkiem inna niż ta Montoi. Luis Enrique był w Celcie razem z nim, więc zna go o wiele lepiej niż Martína. Możesz być poza grą przez trzy miesiące, ale to nie oznacza, że przez następne trzy nie dostaniesz szans. Być może też Montoya po prostu nie jest fizycznie w 100% gotowy do gry, zmaga się z drobną kontuzją, która nie pozwala mu grać na takim poziomie, na jakim by chciał. Z drugiej strony być może to Dani Alves jest w swojej najlepszej formie. Nie można być przez cały rok w najlepszej dyspozycji, nawet Messi ma takie mecze, kiedy nie zdobywa bramek. Z pewnością kiedy Enrique zobaczy, że Montoya jest gotowy do gry, da mu szansę.
Jak z Twoim zdrowiem, wszystko już w porządku?
Czuje się bardzo dobrze, jestem w stu procentach przygotowany do gry.
Jesteś już gotowy na całe 90 minut?
To nie zależy ode mnie. Jeśli trener powie mi, że mam grać 90 minut, właśnie tyle będę grał. Ja ze swojej strony czuje, że mogę rozegrać całe spotkanie, ale tak, jak mówię – wszystko zależy od trenera.
Chcielibyśmy Cie zapytać o Thiago Alcântarę, który w młodym wieku postanowił odejść z Barcelony, ponieważ nie grał wystarczająco dużo. Z kolei jego brat zdecydował się zostać i walczyć o miejsce w składzie. Uważasz, że jego decyzja była czysto sportowa?
Być może tak było. Większość swojego życia spędził w Barcelonie, gdzie ma całą rodzinę i przyjaciół, stąd ta decyzja. Thiago jest bardzo, bardzo utalentowany, a za czasów Pepa Guardioli rozegrał kilkanaście spotkań, strzelił również cudowną bramkę przeciwko Manchesterowi United, ale być może w jego głowie było coś innego i chciał grać więcej. To nie przypadek, że odszedł do klubu, w którym trenerem jest Pep. Czasem bywa tak, że trener, który zmienia zespół, chce również zabrać ze sobą niektórych piłkarzy do nowego klubu. Thiago zdecydował się odejść, bo wiedział, że Guardiola w niego wierzy i otrzyma przy nim szansę na więcej minut. Dodatkowo jeśli masz świetny kontakt z jednym z najlepszych trenerów na świecie, nie zastanawiasz się długo, nawet jeśli grasz w Barcelonie. Bayern Monachium w Niemczech jest jak Barcelona w Hiszpanii, dodatkowo kiedy mają Guardiolę na ławce, grają w ten sam sposób, w jaki gra Barça. Thiago ma wszystko, czego potrzebuje, żeby wygrywać trofea w Monachium.
Czy w swoim wolnym czasie oglądasz spotkania Barcelony?
Czasami, ale od ligi hiszpańskiej wolę oglądać mecze Ligi Mistrzów, ponieważ wiem, jak gra Barça. Kiedy klub gra u siebie w lidze, zazwyczaj przeciwnik schodzi z boiska z dużym bagażem bramek. Są też takie mecze, które przyciągają więcej uwagi, na przykład kiedy Barça gra na wyjeździe z Almeríą, która na swoim boisku jest bardzo silna i końcowy wynik to 1:2. W takich spotkaniach, gdzie w ostatnich minutach strzelasz zwycięską bramkę, bardziej doceniasz wygraną, tak jak w ostatnim pojedynku Ligi Mistrzów, gdzie Agüero zdobył dwa gole w ostatnich minutach i zapewnił swojej drużynie ważną wygraną. To sprawia większą przyjemność niż wygrana 7:0. Również piękne są mecze w lidze, kiedy Barcelona mierzy się z Realem Madryt. Oczywiście nie wykorzystuję całego swojego wolnego czasu na oglądanie i myślenie o piłce nożnej, ponieważ kiedy codziennie trenujesz, nie możesz cały czas myśleć o futbolu, to doprowadziłoby do szaleństwa, musisz mieć jakąś odskocznię.
Jak uważasz, czy Barcelona z Luisem Enrique może powrócić na szczyt? Enrique zawiódł wszystkich we Włoszech, gdzie nie poradził sobie z prowadzeniem Romy, jednak w Celcie zaliczył bardzo dobry sezon.
Każdy trener pierwszej drużyny Barcelony będzie porównywany do Guardioli, ale nawet po nim można być najlepszym trenerem w tym klubie. Jeśli chodzi o epizod we Włoszech, Luis Enrique przed tym wyjazdem długo pracował w Barcelonie, gdzie uprawia się specyficzny futbol, ale bardzo ciężko jest przenieść ten styl do Włoch. Nie zawsze jednak wszystko zależy od trenera, jest to zależne od wielu aspektów – od piłkarzy, atmosfery w szatni i tak dalej. Na boisku i w szatni wszyscy zawodnicy muszą tworzyć jedną rodzinę, wtedy wszystko układa się dobrze.
Wielu ludzi uważa, że Messi jest szefem, a Luis Enrique to po prostu kolejna osoba w szatni i nie ma wielkiego autorytetu.
Tego nie wiemy, ale jeśli ma się w szatni najlepszego piłkarza na świecie, to trzeba wiedzieć, jak z nim postępować. Z pewnością w szatni Messi jest liderem, ale każdy zespół posiada swojego lidera. Uważacie, że Cristiano nie jest szefem w szatni Realu? Tak samo PSG ma Ibrahimovicia, więc normalne, że Barcelona też ma swojego lidera, którym jest Leo. Siłą rzeczy jest tak, że drużyna robi wiele rzeczy pod swojego lidera. On potrafi w jednym momencie w pojedynkę zmienić losy meczu, w jednym spotkaniu potrafi kilka razy przedryblować pięciu zawodników i strzelić gola. Jednak różnica pomiędzy świetnym zawodnikiem a bardzo dobrym graczem jest taka, że komuś może się raz udać taka sztuka, a taki piłkarz jak Messi robi to w każdym spotkaniu.
Czy miałeś treningi z Oscarem Garcíą? Co możesz o nim powiedzieć?
Tak, przez jeden czy dwa sezony był moim trenerem. Jaki miałem z nim kontakt? Na linii piłkarz – trener szanowaliśmy się, jak zawsze z każdym z moich szkoleniowców, ale to nie była osoba, z którą mogłem wyjść i spotkać się gdzieś wieczorem – z całą drużyną owszem, ale nie z trenerem. Jeżeli chodzi o jego trenerskie umiejętności, to powiem, że wszyscy szkoleniowcy, którzy byli lub są w Barcelonie, nie są tam bez powodu. Są tam, ponieważ są dobrzy w swoim fachu.
Kto jest twoim piłkarskim idolem?
Wiem, że jesteście z FCBarca.com, ale… (śmiech) Leo Messi jest bardzo utalentowany, z kolei Cristiano to ciężka praca. On pracuje każdego dnia jak szalony. Oczywiście nie uważam, że Messi nie pracuje na treningach, na pewno robi to ciężko, ale większa część Messiego to talent, to coś, z czym się urodził i tylko on to posiada. Cristiano Ronaldo we wszystkim, co robi, chce osiągnąć perfekcję, dlatego na przykład stałe fragmenty gry ćwiczy do skutku po każdym treningu. Lubię Messiego za jego talent – jest świetnym graczem, ale szanuję też Cristiano, ponieważ ciężko na to wszystko zapracował. Dla mnie oni obaj są najlepsi, ale są też tacy piłkarze jak Andrés Iniesta, który z piłką robi niesamowite rzeczy i podaje w niewyobrażalny sposób. Nie można się też skupiać na jednym zawodniku, ponieważ sami nic by nie osiągnęli, trzeba spojrzeć na całą drużynę. Jeśli jednak pytacie mnie o mojego idola, to dla mnie jest to Ronaldinho, byłem tam, kiedy grał w pierwszej drużynie, i jest on najszczęśliwszą osobą, jaką widziałem. Pokazał, że futbol to nie tylko ciężka praca na treningach i walka na boisku, dla niego to wszystko była zabawa. Widać było, że robi to, co kocha.
Komentarze (774)