Po przerwie reprezentacyjnej La Liga znów wraca do gry. Wraca też Barcelona, która w ramach 12. kolejki podejmie Sevillę. Spotkanie na Camp Nou zapowiada się na prawdziwy hit tego weekendu. Podopieczni Unaia Emery'ego idą w tym sezonie jak burza i choć aktualnie znajdują się na piątej lokacie w tabeli dystans, który dzieli ich od Barçy wynosi zaledwie dwa punkty. Dokładnie tyle samo ile Barcelona traci to okupującego pozycję lidera Realu Madryt. Tłok, który panuje na samym szczycie tabeli nie pozwala nawet na przelotną myśl o jakiejkolwiek stracie punktów z bezpośrednimi rywalami do najwyższych lokat.
Niekomfortowy moment?
Barcelona znów będzie musiała się zmierzyć z sytuacją, która ewidentnie jej nie leży: powrotem do rozgrywek ligowych po przerwie na kolejkę spotkań reprezentacyjnych. Test o tyle trudniejszy, że tym razem barceloniści nie staną do walki z outsiderem, ale drużyną, która nie ukrywa swoich europejskich aspiracji i (co więcej) realnych możliwości. Dziś o 20:00 Barcelona najprawdopodobniej zagra o utrzymanie drugiego miejsca i status quo na szczycie tabeli. Dwie godziny wcześniej podopieczni Carlo Ancelottiego, aktualni liderzy La Liga, rozegrają spotkanie z Eibar. Mimo że baskijski beniaminek radzi sobie nadspodziewanie dobrze to jednak faworytem ligowego spotkania jest oczywiście Real Madryt. W związku z tym w meczu z Sevillą Barçą będzie najpewniej postawiona pod ścianą i żaden inny wynik niż zwycięstwo nie będzie wchodził w grę.
Na plus z pewnością należy zaliczyć fakt, że Luis Enrique będzie dysponować pełnym pierwszym składem. Do treningów, po kontuzjach, właśnie wrócili Andrés Iniesta, Jérémy Mathieu oraz Rafinha. Co prawda nie otrzymali oni jeszcze lekarskiego pozwolenia na grę, ale ich występ w meczu z Palanganą nie jest wykluczony.
Bohaterowie (nie)jednego sezonu
Gdy w zeszłym sezonie Los Nervionenses sięgnęli po triumf w Lidze Europy wydawało się, że łatwo mogą oni podzielić los takich drużyn jak na przykład Athletic, dla których sukces w tych rozgrywkach okazał się krótkotrwałym przebłyskiem. Tymczasem Sevilla uniknęła kryzysu i seryjnego rozsprzedania wiodących zawodników do większych i bogatszych klubów. Lekko przemodelowany skład Sevilli, pod wodzą Unaia Emery'ego, już zdążył udowodnić, że jest gotów do walki o najwyższe cele. Co prawda nie wydaje się by Palangana była w tej chwili w stanie na koniec sezonu wywalczyć więcej niż czwarte miejsce, jednak ich postawa nie pozostawia złudzeń, że chcą być znaczącymi graczami w La Liga. Graczami, którzy mogą także rozdać karty w kwestii mistrzostwa.
Komu należy przypisać zasługi za tak stabilną i jednocześnie progresywną sytuację Sevilli? Oczywiście Monchiemu. Ostatnio o dyrektorze sportowym andaluzyjskiego klubu zrobiło się głośno w związku z zainteresowaniem jego osobą ze strony... Barcelony. Monchi uciął jednak wszelkie spekulacje dotyczące opuszczenia przez niego Sevilli. Nic dziwnego. T on jest eminence gris tego klubu, człowiekiem, który w praktyce zbudował tę drużynę. W tym okienku jego ruchy na rynku transferowym także okazały się trafione. Sprowadził do Andaluzji Grzegorza Krychowiaka. Polak szybko został boiskowym liderem drużyny i niemal z meczu na mecz jest jednym z najjaśniejszych punktów Sevilli. Palanganie udało się także zatrzymać M'Bię, który wraz z Krychowiakiem tworzy teraz prawdziwy walec w środku pola.
Derby Ivana
Mecz z Sevillą będzie szczególnym spotkaniem dla Ivana Rakiticia, któremu po raz pierwszy od chwili transferu do Barcelony przyjdzie się zmierzyć ze swoją wieloletnią drużyną. Chorwat nie będzie jednak jedynym zawodnikiem na boisku, który najpewniej będzie odczuwać głęboki sentyment w stosunku do przeciwnika. Prócz Rakiticia piłkarzami, którzy trafili na Camp Nou właśnie z Palangany są Dani Alves i Adriano. Obaj nie ukrywają, że andaluzyjski klub także jest bliski ich sercom. Jeśli zajrzymy do składu Sevilli okaże się, że liczba barcelonistów w jej szeregach jest taka sama, co sevillistas w Barcelonie. Zadomowiony już w Andaluzji Fernando Navarro jest wychowankiem La Masíi. W tym sezonie szeregi Sevilli zasilił barceloński atak: Denis Suárez i Gerard Deulofeu. Obaj znajdują się na wypożyczeniu, jednak nie zawiera ono klauzuli, która zabraniałaby im występu w starciu z Barçą, w związku z tym istnieje możliwość, że zarówno Denisa, jak i Deulo zobaczymy na Camp Nou. Bardziej możliwe wydaje się jednak, że na murawie zamelduje się pierwszy z nich, ponieważ to właśnie Suárez ma w drużynie Unaia Emery'ego pewniejsze miejsce w pierwszej jedenastce niż Deulofeu.
Niekwestionowane szaleństwo
To jaki skład przeciwko Barcelonie wystawi Unai Emery jest naprawdę trudno przewidzieć. Nikt nie ma wątpliwości, że baskijski szkoleniowiec potrafi zaskakiwać. Jego decyzje nie zawsze okazują się trafione, ale ogólny bilans szaleństwa Emery'ego zaliczyć należy na plus, w końcu wyniki bronią się same. Aktualny skład Sevilli sprawia, że Bask czuje się jak ryba w wodzie. Kadra, która umożliwia testowanie różnych wariantów taktycznych sprawia, że Sevilla ma bardzo duże zdolności do adaptacji, także w trakcie meczu. Wydaje się, że jest to jedna z najsilniejszych stron aktualnej ekipy Los Nervionenses. Sevilla dobrze radzi sobie także z fizycznym zdominowaniem przeciwnika, w czym pomaga jej wspomniany już wcześniej duet defensywnych pomocników. Ostatni ligowy mecz, który Sevilla rozegrała z Levante nie pozostawił wątpliwości, że piłkarze Emery'ego potrafią postawić twarde warunki gry. Choć przyczynił się do tego głównie uraz Beto, to jednak kontaktowych sytuacji w tym spotkaniu było tak wiele, że arbiter zmuszony był przedłużyć mecz aż o piętnaście minut. Tego scenariusza w meczu na Camp Nou najprawdopodobniej unikniemy, jedno jest jednak pewne: piłkarzom Luisa Enrique nie będzie łatwo.
Oglądaj mecz Barcelona - Sevilla za darmo na STS TV! Po założeniu konta na www.sts.pl otrzymasz bezpłatny dostęp do ponad 100 transmisji sportowych na żywo tygodniowo. W zakładce https://www.sts.pl/pl/video-/ zawsze można odnaleźć aktualne transmisje, w tym bogatą ofertę spotkań Prmiera División. Mecze można oglądać bezpłatnie bez obowiązku posiadania środków pieniężnych na koncie.
Komentarze (991)