Luis Enrique dodał „klasyczną dziewiątkę'' do listy wzmocnień na najbliższy sezon. Chce on mieć w drużynie gracza, który byłby alternatywą dla aktualnych napastników, kogoś, kto mógłby pełnić rolę tego najbardziej wysuniętego zawodnika, piłkarza dobrze grającego głową, który potrafi wpasować się w sposób gry zespołu.
Prawdą jest niestety, że ciężko obecnie o znalezienie na rynku piłkarza o takim profilu, który swoją charakterystyką gry pasowałby do Barcelony. Lecz wśród potencjalnych kandydatów jeden wyróżnia się szczególnie. Nazywa się on Fernando Llorente. Baskijski napastnik, który rozegrał w Juventusie raptem jeden sezon, ma przed sobą kilka decydujących dni. Nie tylko wyjaśni się kwestia tego, czy Vicente del Bosque zabierze go na Mistrzostwa Świata w Brazylii, co uwarunkowane będzie przebiegiem kontuzji Diego Costy, ale także dowie się, czy będzie miał szukać sobie nowego klubu podczas najbliższego okna transferowego.
Llorente ponoć zawsze marzył o grze w Barcelonie, a teraz kataloński klub poszukuje właśnie takiego zawodnika jak on. Nie oznacza to oczywiście, że Hiszpan nie sprawdził się w nowym klubie, czy że Antonie Conte nie widzi go już w swojej koncepcji zespołu. Po prostu pomiędzy Barceloną a Llorente zawsze było coś na rzeczy. Hiszpan nie po raz pierwszy znalazł się w orbicie zainteresowań Barcelony, ale tym razem wydaje się to czymś więcej niż zwykłą plotką, zwłaszcza że Duma Katalonii zdecydowanie potrzebuje napastnika.
Llorente świetnie zna ligę hiszpańską, podczas zgrupowań reprezentacyjnych nawiązał wiele przyjaźni z piłkarzami Barcelony. W dodatku wciąż jest dość młodym zawodnikiem, ma dopiero 29 lat, mógłby więc dać wiele radości katalońskim fanom. Warto zauważyć, iż dysponuje on też niezwykłym instynktem strzeleckim. Podczas dziewięciu sezonów, które spędził w Athleticu Bilbao, zdobył 115 bramek, a w sezonie 2011/12, swoim najlepszym pod względem goli, trafił do siatki aż 29 razy.
Jednak jego sprowadzenie wydaje się niezwykle skomplikowane. Nie jest to wina gracza, który byłby gotów obniżyć swoje zarobki (które na pewno nie są niskie, zważywszy, że trafił do Juventusu na zasadzie wolnego transferu). Problemem są negocjacje ze Starą Damą, która na pewno nie będzie ułatwiać życia Barcelonie.
Wszystko zależy teraz od kart, które mogą zostać wyłożone na stół. Operacja ta może trochę potrwać, zwłaszcza że Barcelona może w nią włączyć jeszcze jednego zawodnika, mianowicie Alexisa Sáncheza, który to jest niesamowicie pożądany przez sztab szkoleniowy Juventusu. To wszystko może więc zakończyć się wymianą pomiędzy klubami z dopłatą jednej ze stron.
Kilka dni temu gazeta L'Equipe poinformowała, że Juventus podobno kontaktował się z kimś ze środowiska Didiera Drogby, który miałby zostać ewentualnym uzupełnieniem zespołu w przypadku domniemanego odejścia Llorente.
Dyrektor sportowy Andoni Zubizarreta zapowiedział że jego zamiarem będzie podejście do sprawy transferów na spokojnie, bez podejmowania żadnych pochopnych decyzji, mając zawsze jakiegoś asa w rękawie. Luis Enrique poprosił o transfer „klasycznej dziewiątki'', ponieważ chce dysponować alternatywnym rozwiązaniem, w przypadku, kiedy to sprawy będą iść naprawdę źle i potrzebny będzie napastnik wykorzystujący dośrodkowania skrzydłowych, który mimo wszystko nie wpłynie negatywnie na styl gry Barcelony. Llorente natomiast wydaje się tylko czekać aż Katalończycy wykonają jakiś ruch.
Komentarze (233)