Były prezydent klubu, Sandro Rosell, po śmierci Tito Vilanovy napisał list otwarty, którego treść przytoczyła La Vanguardia.
Tito, Przyjacielu, bardzo dziękuję. Ile i jak nauczyliśmy się od Ciebie, zwłaszcza w ciągu ostatnich kilku miesięcy! Przyjemnością były dla nas wspólne rozmowy, spotkania, obiady, kolacje, calçotades (obchodzone w styczniu święto poświęcone jedzeniu pieczonej cebuli - przyp. Makaj), kawa lub piwo. Przy wszystkich takich okazjach dawałeś nam lekcję życia. W trakcie naszych rozmów okazywałeś troskę - nie o siebie i swój stan zdrowia, ale o Montse, o dzieci, o ich przyszłość i wygodę, gdy Ciebie zabraknie. Martwiłeś się również o znajomych - Jordiego, Aureliego, Jaume i wielu innych. Poprzez Twój talent i profesjonalizm chciałeś uczestniczyć w formowaniu Barcelony już od najmłodszych roczników aż po pierwszą drużynę.
Twoja hojność była przytłaczająca i spotkałem niewiele osób, które mógłbym porównać z Tobą. Aż do ostatniego tchu myślałeś o innych. Tito, rozmawialiśmy wiele razy i tak, jak już powiedzieliśmy: zasiałeś ziarno i zebrałeś plon. Twoi liczni i wspaniali przyjaciele są z Tobą i nie musisz cierpieć - oni zadbają o tych, których kochasz najbardziej. Zadbają o Twoją rodzinę i nie zapomną Twojego motta: Seny, pit i collons (Rozsądnie, odważnie i z jajami - przyp. Makaj).
Niedługo przed tym, jak rozpocząłeś swój wieczny sen, mogłem z Tobą porozmawiać. To prawdopodobnie najlepsza, a zarazem najgorsza rozmowa, jaką w życiu odbyłem. Dziękuję Ci za słowa wypowiedziane w Twoich ostatnich minutach: mówiłeś, że przywiązujemy zbyt wielką wagę do rzeczy, które tylko łechtają naszą próżność. Nigdy nie zapomnę tego, że miałem możliwość powiedzieć Ci „Do widzenia”. Wiem, że kiedyś się spotkamy. Do tego czasu pozwól, Tito, uściskać Cię mocno. Robi to jeden z tych, którzy Cię kochają.
Komentarze (26)