W 13. kolejce Primera División Real Betis, aktualna czerwona latarnia La Liga, podjął FC Barcelonę. Dla Barçy był to mecz na wagę zwiększenia przewagi nad wiceliderem - w tej samej kolejce Atlético Madryt niespodziewanie zremisowało z ekipą Żółtej Łodzi Podwodnej. Z kolei dla Realu Betis był to mecz o życie i odbicie się od dna tabeli. Barcelona zwyciężyła w wymiarze 4:1, lecz wbrew pozorom nie był to tak prosty i komfortowy mecz, jak mógłby na to wskazywać wynik. Betis powtórzył ścieżkę Rayo Vallecano z tego sezonu: zagrał odważnie i agresywnie, co zakończyło się wysoką porażką z Barceloną.
Pierwsza połowa rozpoczęła się od skutecznej gry Betisu w destrukcji. W ofensywie Barçy po raz kolejny pozytywnie wyróżniał się Neymar, który pokazał Steinhoefferowi, że potrafi także twardo walczyć. Mecz rozpoczął się szybko i energicznie. Obie drużyny próbowały swojego szczęścia w ataku. W 17. minucie Barcelonę przed stratą bramki uratowała jedynie kosmiczna forma Víctora Valdésa. Już kilka minut później z boiska z powodu kontuzji musiał zejść Leo Messi. Argentyńczyka na placu gry zastąpił Iniesta. Zdecydowana gra Verdiblancos naprawdę mogła się podobać - Andaluzyjczycy utrzymywali się przy piłce, sprawnie organizowali grę i atakowali - Molina, Verdu, Juan Carlos i Vadillo szaleli pod bramką Barçy. W 35. minucie najlepszej okazji dla Blaugrany nie wykorzystał Pedro, któremu nie udało się przelobować Sary. Chwilę później sytuacja się odwróciła: dwa gole z rzędu, ustrzelone przed Neymara i Pedro, rozmontowały Betis. Asysty przy bramkach zaliczyli kolejno Cesc i Marc Bartra. W samej końcówce pierwszej połowy Figueras uratował swoją drużynę przed utratą trzeciego gola.
W drugiej połowie Betis próbował udowodnić, że mimo wyniku jego podejście do meczu się nie zmieni. Strzał w słupek zaliczył Nono, który chwilę później został ostro potraktowany przez Alexa Songa. W defensywie świetnie spisywał się grający u boku Puyola Marc Bartra. Im dalej w las, tym słabiej wyglądały szyki obronne Realu. W 64. minucie Barça po raz kolejny wyczuła krew - Betis dobił strzał Cesca Fàbregasa po komfortowym dla strzelca podaniu Montoyi. W 74. minucie Gerardo Martino zdecydował się wpuścić Tello w miejsce Neymara. Czwarta bramka nadeszła cztery minuty później po główce Cesca i rykoszecie od słupka bramki Sary. W samej końcówce honorowe trafienie z rzutu karnego zaliczył Molina. Valdés nie zdołał obronić jedenastki, którą sprowokował Dani Alves.
Piękną postawą wykazali się zebrani na Benito Villamarín Beticos, którzy w końcówce meczu odśpiewali, zdzierając gardła, a capella hymn swojego klubu. Nie sposób nie być pod wrażeniem kibiców Betisu, słysząc ich reakcję po honorowej bramce dla drużyny z Sewilli. Na gospodarzach zemściła się nieskuteczność z początku spotkania, zaś Barceloniści bez litości wykorzystali błędy Verdiblancos.
Komentarze (2730)