Rezerwy Barcelony poniosły kolejną porażkę w lidze. Tym razem na Mini Estadi zwyciężył przeciętny Real Jaén, spokojnie wykorzystując wszystkie słabości zespołu prowadzonego przez Eusebio. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 0:3, a doszukiwanie się jakichkolwiek pozytywów zdaje się być bezcelowe.
Dwie kolejne porażki w ostatnich spotkaniach ligowych spowodowały, że rezerwy Barcelony przed 13. kolejką znalazły się w strefie spadkowej. O ile w kilku pechowo przegranych spotkaniach styl gry podopiecznych Eusebio dawał powody do optymizmu, o tyle już przed pojedynkiem z Realem Jaén musiała pojawić się presja. Braku wyników na dłuższą metę nie można bowiem wytłumaczyć w żaden sposób.
To już było
Podobnie jak w przypadku większości pojedynków Barcelony B na Mini Estadi, spotkanie rozpoczęło się od stopniowej budowy przewagi przez gospodarzy. Niestety nim podopieczni Eusebio zdążyli złapać odpowiedni rytm, goście wyszli na prowadzenie za sprawą Frana Machado. Dalsze minuty wskazywały, że scenariusz z ostatnich kilku meczów ma zamiar się powtórzyć. Swoje okazje marnowali kolejno Dongou i Joan Román, a przewaga w posiadaniu piłki rosła. Niestety wymiernych efektów w postaci bramek wciąż brakowało.
Najgorszym z możliwych połączeń w futbolu jest duet tworzony przez brak skuteczności i błędy w obronie. Boleśnie przekonali się o tym wierni kibice zgromadzeni na Mini Estadi. W 41. minucie Jonathan Mejía wykorzystał bowiem kolejny błąd defensywy gospodarzy i podwyższył prowadzenie. Zawodnicy Barcelony B starali się jeszcze zaatakować, ale poza kwintesencją nieporadności nic ciekawego w pierwszej połowie już nie odnotowano.
Przygnębiająca niemoc
Konsekwencją fatalnej postawy w pierwszej połowie musiały być zmiany - zarówno te personalne, jak i stylu gry. I jednych i drugich się doczekaliśmy. Podopieczni Eusebio przeszli bowiem do zdecydowanej ofensywy, a decydującą rolę pełnił wprowadzony po przerwie Adama. Z każdą minutą nadzieje na pozytywne rozstrzygnięcie powoli się jednak ulatniały. Brakowało przede wszystkim pomysłu na grę, ponieważ dobre akcje indywidualne kończyły się niepotrzebnymi stratami, a te często owocowały groźnymi kontratakami.
Doskonałym podsumowaniem bezradności gospodarzy były wydarzenia z ostatnich kilku minut meczu. Jeden z wielu szybkich ataków gości został przerwany przez Adamę. Niestety stało się to w polu karnym Barcelony B, a sędzia uznał, że kameruński pomocnik przekroczył przy tym przepisy. Efekt mógł być tylko jeden - rzut karny, który na trzecią bramkę dla gości zamienił Víctor Curto. Podopiecznych Eusebio nie było stać już na żadną odpowiedź i po raz kolejny schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami. Jeżeli gra zespołu w kolejnych spotkaniach będzie wyglądać podobnie, to z widmem desperackiej walki o utrzymanie będziemy musieli się oswajać, natomiast Eusebio może stracić zaufanie zarządu.
Bramki:
0:1, Fran Machado (12')
0:2, Jonathan Mejía (41')
0:3, Víctor Curto (87')
FC Barcelona B: Masip, Patric, Sergi Gómez, Bagnack, Planas, Suárez, Babunski, Ilie, Edu Bedia, Joan Román oraz Dongou, a także Adama, Samper i Sanabria.
Komentarze (52)