5-10-15: Real Sociedad

n00stress

24 września 2013, 16:48

10 komentarzy

5-10-15 to cykl, w którym przypominamy spotkania FC Barcelony z nabliższym ligowym rywalem, w danej rundzie odpowiednio 5, 10 i 15 lat temu. Tym razem bez „5", gdyż w sezonie 2008/09 Real Sociedad grała w niższej klasie rozgrywkowej. Cykl jest poświęcony pamięci zmarłego w grudniu 2012 roku redaktora FCBarca.com, Marcina Gila.

W nowym sezonie nie może zabraknąć cyklu 5-10-15, w którym przybliżamy pojedynki Barcelony odpowiednio 5, 10 i 15 lat temu. Tym razem cofniemy się do sezonu 2008/09, w którym Barça pod wodzą Pepa Guardioli zdobyła wszystko, co było do zdobycia. Przyjrzymy się rozgrywkom 2003/04. To właśnie wtedy kataloński zespół objął Holender Frank Rijkaard i małymi krokami zaczął wyciągać z kryzysu. Wreszcie cofniemy się do sezonu 1998/99, w którym Barcelona pod wodzą Luisa van Gaala w pięknym stylu zdobyła mistrzostwo Hiszpanii.

2003/04 Real Sociedad - FC Barcelona 3:3

02.11.2003, 10. kolejka

Sezon 2003/04 miał być przełomowy dla FC Barcelony. Nowym szkoleniowcem katalońskiego klubu, który w poprzednich sezonach notował jeden z największych kryzysów w swojej historii, został Frank Rijkaard. Holenderski trener, dla którego Barça była pierwszym poważniejszym wyzwaniem w roli menadżera, od samego początku miał pod górkę, a jego pierwszy sezon na Camp Nou nie należał do najbardziej udanych. W powrocie do świetności miał pomóc Ronaldinho. Magiczny Brazylijczyk dołączył do Barçy z PSG przed rozpoczęciem sezonu 2003/04.

Do spotkania z Realem Sociedad na Anoeta podopieczni Franka Rijkaarda przystępowali jako piąta drużyna ligi hiszpańskiej, gromadząc w dziewięciu kolejkach 15 punktów. Do prowadzącego Deportivo tracili aż sześć „oczek". Baskijska drużyna prowadzona przez francuskiego szkoleniowca Reynalda Denoueix start rozgrywek miała jeszcze gorszy - zajmując 10 miejsce z dorobkiem 12 punktów.

Real Sociedad 10 lat temu to przede wszystkim nieprawdopodobny duet napastników Nihat - Kovacević. Zawodnicy, którzy zagrażali każdej obronie, nie tylko w Hiszpanii, ale również w europejskich pucharach. Do pomocy mieli rozpoczynającego wielką karierę Xabiego Alonso, który już wtedy pokazywał, że będzie wielkim rozgrywającym. W Katalonii od pierwszego spotkania kibice zakochali się w Ronaldinho, który wziął na swoje barki wyprowadzanie Barçy z wielkiego kryzysu. Brazylijczyk błyszczał od debiutu, kiedy zdobył kapitalną bramkę w spotkaniu z Sevillą, ale często nie miał pomocy ze strony partnerów.

2 listopada 2003 roku na Anoeta oglądaliśmy kapitalne spotkanie, w którym zarówno Real Sociedad jak i Barcelona pokazały kosmiczny futbol. W grze podopiecznych Franka Rijkaarda widać było zalążki tiki-taki, która kilka lat później miała dać katalońskiej drużynie największe sukcesy.

Strzelanie na Anoeta w 33 minucie rozpoczął Thiago Motta, który jeszcze przed poważniejszymi kontuzjami zapowiadał się na podporę pomocy Barcelony na długie lata. Włoch w pięknym stylu wykorzystał dośrodkowanie Ronaldinho, a Barça mogła cieszyć się z zasłużonego prowadzenia.

Druga połowa to coraz większa dominacja Realu Sociedad, który coraz pewniej czuł się na boisku. Podopieczni Reynalda Denoueix mieli również szczęście, którego tak bardzo brakowało w kilku sytuacjach pierwszej części gry. W przeciągu 4 minut Baskijska z 0:1 wyszła na prowadzenie 2:1 za sprawą dwóch rzutów rożnych. Najpierw kapitalnie w polu karnym zachował się hiszpański obrońca Jauregui, a następnie sędzia Medina Cantalejo podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Javier De Pedro. Jak się później okazało to nie był koniec wielkich emocji na Anoeta.

W 73 minucie kapitalną akcję indywidualną przeprowadził Marc Overmars wyrównując stan rywalizacji na 2:2, wlewając nadzieję w serca kibiców na końcowy triumf w kraju Basków. Na nieszczęście dla Barçy zaledwie 180 sekund później odpowiedział Valeriy Karpin. Gwiazdor reprezentacji Rosji, o którym zapomniał w polu karnym Gio van Bronckhorst, strzałem głowa pokonał bezradnego Víctora Valdésa.

Barça miała jednak w swoich szeregach Ronaldinho, który od pierwszego meczu w koszulce Barcelony czarował. W 82 minucie przeprowadził kapitalny rajd środkiem pola, pięknie wyłożył piłkę do Gabiego, który wyrównał stan rywalizacji, ustalając wynik niesamowitego spotkania na Anoeta. Barcelona zremisowała z Realem Sociedad 3:3, ale patrząc na przebieg gry było to wszystko, co tamtego wieczora mogli osiągnąć podopieczni Franka Rijkaarda.

Real Sociedad - FC Barcelona 3:3

  • 0:1 Thiago Motta (35')
  • 1:1 Jauregui (56')
  • 2:1 De Pedro (59' - rzut karny)
  • 2:2 Marc Overmars (73')
  • 3:2 Valeriy Karpin (76')
  • 3:3 Gabri (82')

Real Sociedad: Sander Westerveld, Lopez Rekarte, Gabriel Schurrer, Igor Jauregui, Aranzabal, Bittor Alkiza, Xabi Alonso, Valeriy Karpin, Javier De Pedro, Nihat (Oscar De Paula 50'), Darko Kovacević (Chun-soo Lee 83'); Trener: R. Denoueix

FC Barcelona: Víctor Valdés, Gabri, Carles Puyol, Philip Cocu, Giovanni van Bronckhorst, Thiago Motta, Xavi, Ricardo Quaresma (Luis Enrique 78'), Luis García (Marc Overmars 65'), Javier Saviola (Patrick Kluivert 65'), Ronaldinho; Trener: F. Rijkaard

Stadion: Estadio Anoeta 

1998/99 FC Barcelona - Real Sociedad 4:1

31.10.1998, 8. kolejka

W sezonie 1998/99 Barcelona Luisa van Gaala rozpędzała się bardzo wolno, nie przypominając początkowo drużyny, która sezon wcześniej w pięknym stylu zdobyła mistrzostwo Hiszpanii. Barça w pierwszych siedmiu kolejkach zgromadziła tylko 13 punktów, a na prowadzeniu dość niespodziewanie znajdowała się Mallorca z 15 punktami na koncie. Jeszcze gorzej radził sobie Real Sociedad, który miał zaledwie dwa „oczka" przewagi nad strefą spadkową.

Barça z sezonu 1998/99 to przede wszystkim brazylijskie trio w ataku - Sonny Anderson, Giovanni i przede wszystkim Rivaldo - wspomagane przez niezawodnego wówczas Luisa Figo. W ataku Realu Sociedad straszył Kovacević, który po rozegraniu niesamowitego sezonu, wywalczył sobie transfer do Juventusu.

31 października 1998 roku na Camp Nou istniała tylko jedna drużyna. Była to Barcelona Luisa van Gaala. Kapitalne zawody rozegrali dwaj zawodnicy, którzy w pojedynkę ograli gości. Byli to Rivaldo i Sonny Anderson, który rozegrał wówczas jeden z najlepszych meczów w koszulce Barcelony. Drugi sezon dla byłego napastnika Lyonu, z którego wywalczył sobie transfer do Barçy, był bardzo rozczarowujący, ale tamtego wieczoru istniał tylko on. On i Rivaldo.

W 25 minucie na prowadzenie niespodziewanie wyszedł Real Sociedad. Oczywiście za sprawą Darko Kovacevicia. Później istniała już tylko Barcelona, a raczej istniał brazylijski atak Barcelony. Podopieczni Luisa van Gaala odpowiedzieli szybko i niezwykle skutecznie. Na przestrzeni 5 minut, najpierw Rivaldo w 34, później Sonny Anderson w 38 minucie, Barça objęła prowadzenie.

W drugiej połowie dominacja gospodarzy nie ulegała wątpliwości, a po drugim trafieniu dołożyli zgodnie ci sami zawodnicy: Rivaldo i Sonny Anderson. Barcelona pokonała 4:1 Real Sociedad, a do prowadzącego Realu Madryt, który zrównał się punktami z Mallorką, traciła już tylko jedno „oczko".

FC Barcelona - Real Sociedad 4:1

  • 0:1 Darko Kovacević (25')
  • 1:1 Rivaldo (34')
  • 2:1 Sonny Anderson (38')
  • 3:1 Rivaldo (62')
  • 4:1 Sonny Anderson (81')

FC Barcelona: Ruud Hesp, Abelardo, Michael Reiziger, Samuel Okunowo, Phili Cocu (Sergi 46'), Xavi, Luis Figo, Luis Enrique (Boudewijn Zenden 63'), Rivaldo (Dragan Cirić 89'), Sonny Anderson, Giovanni; Trener: L. van Gaal

Real Sociedad: Alberto, Miguel Fuentes, Igor Jauregui (Javier De Pedro 66'), José Pikabea, Augustin Aranzabal, Juan Gómez, Loren, Inigo Idiakez (Oscar De Paula 60'), Dietmar Kuhbauer, Darko Kovacević, Ricardo Sa Pinto; Trener: B. Krauss

Stadion: Camp Nou

Poniższy skrót prezentuje występ Ronaldinho w meczu z Realem Sociedad (3:3) i bramki ze spotkania. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (10)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze