„Mądry człowiek jest przygotowany na zdradę”*
„Traidor, traidor, traidor!**" - można przeczytać na facebookowym profilu młodego Hiszpana pod zamieszczonym przez niego pierwszym zdjęciem w barwach Bayernu Monachium. „Hahaha, kibice Barcelony nie potrafią nawet poprawienie zapisać po angielsku słowa zdrajca" - grzmieli inni, równie oświeceni, poligloci. Wybuch emocji towarzyszących odejściu Thiago był ogromny, zaś opinie skrajne. Po kilku dniach wszystko ucichło zagłuszone hukiem z jakim spadła na nas wiadomość o nawrocie choroby Tito Vilanovy i zatrudnieniu Martino na stanowisku szkoleniowca Barçy. Thiago odszedł, Barcelona została. Została z krajobrazem po zniknięciu piłkarza kreowanego w ostatnich latach na następcę generała środka pola. W tym krajobrazie Barça będzie się musiała odnaleźć nie tylko w najbliższym sezonie, ale także w przyszłości.
Jeżeli tylko Thiago śledzi komentarze na swoim własnym facebookowym profilu szybko przekonał się, że drogę „od zera do bohatera" jeszcze szybciej w ludzkich umysłach można przebyć w przeciwną stronę. Przekonał się o tym także, gdy w meczu o Superpuchar Niemiec nie ustrzegł się swojego firmowego zagrania - straty piłki - która doprowadziła do pieczętującej porażkę Bayernu i utratę szansy na pierwsze trofeum w sezonie bramki dla Borussii Dortmund. Tamta sytuacja wywołała falę niemal masochistycznej radości kibiców Barcelony, tak jakby potknięcia Thiago w nowych barwach były w stanie wynagrodzić w jakikolwiek sposób jego odejście. Choć może kiedy coś tracimy naturalną jest chęć przekonania siebie, że utraciliśmy niewiele?
Przez wiele lat mówiło się o młodym hiszpańskim Brazylijczyku jako o przyszłym następcy Xaviego Hernándeza, mimo że profil gry starszego z braci Alcântara nigdy nie przypominał zbytnio tego, którym dysponuje błyskotliwy pomocnik z Terrassy. Thiago, z jego zacięciem do efektownych popisów, bliżej do Andrésa Iniesty, co owocowało tym, że Alcântarze ciężko było w Barcelonie pełnić rolę playmekera, nawet w mniej ważnych meczach z mniej wymagającymi przeciwnikami. Mimo to prasa i opinia publiczna naznaczyła go jednogłośnie na następcę Xaviego, którego fani Barcelony pragną niczym zbawienia z coraz większym zdenerwowaniem spoglądając na zegar, który nieubłaganie odmierza mijający dla Hernándeza czas. Z myślą o tym, że następcy Xaviego nie będzie, że piłkarza o jego charakterystyce niezwykle trudno jest tak po prostu zastąpić kimś innym, licząc, że nowy adept bezbłędnie wpasuje się w miejsce Xaviego w drużynie i przejmie jego obowiązki, z tym chyba jeszcze się nie pogodziliśmy i może nigdy się nam to nie uda. Sądzę jednak, że tak właśnie się stanie: nie doczekamy się następcy. Zamiast tego czeka nas remodeling, tak jak miało to miejsce, gdy Guardiola ustępował miejsca Xaviemu w roli głównodowodzącego środka pola. Ta rola jest w Barcelonie na tyle kluczowa, że to drużyna będzie musiała dostosować się do tego, kto będzie ją pełnił, nie odwrotnie.
Z ciężarem namaszczenia
Łatwiej jednak jest wierzyć w to, że pojawi się w magiczny sposób Xavi vol. 2, w jednej chwili przejmie pałeczkę z rąk Hernándeza, błyśnie uśmiechem i tanecznym krokiem poprowadzi Barcelonę ku kolejnej złotej erze. Wizja niezbyt prawdopodobna, jednak nie można zaprzeczyć, że niezwykle pociągająca. Z tego powodu zarówno prasa katalońska, jak też samo środowisko barcelońskiego klubu tak chętnie szafuje namaszczeniami na następcę Xaviera. Tym razem, wobec transferu Thiago, rykoszetem oberwał Sergi Roberto. W związku z degradacją Alcântary z roli największej nadziei Barcelony na zdrajcę i sprzedawczyka w barwach drużyny z Bawarii, która tak boleśnie dopiekła Barcelonie w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, pojawił się wakat na stanowisku młodego piłkarza, w którym kibice mają upatrywać przyszłości Barçy. W tym momencie na scenę, niezupełnie świadomie, wkracza prosto z Miniestadi młody Sergi Roberto, który dopiero co awansował do pierwszej drużyny na mocy klauzuli zawartej w przedłużonym przez niego kontrakcie. Nagle dowiedzieliśmy się, że odejście Thiago nie jest właściwie żadnym problemem ponieważ mamy przecież Roberto i karuzela kreowania młodego Katalończyka z Reus na nową największą nadzieję Barcelony rozkręciła się na dobre. A z ciężarem takiego namaszczenia nie jest łatwo żyć.
Presja oczekiwań
„Nie chcę, aby porównywano mnie do Thiago, jesteśmy innymi piłkarzami" - mówił, jeszcze nie tak dawno, sam Roberto. Te słowa, (dość oczywiste, bo czego innego moglibyśmy się spodziewać?), są jednak przejawem tego, że media już dały odczuć pomocnikowi z Reus ciążącą na nim presję. W dziwnym punkcie swojej kariery znalazł się Sergi - jeszcze kilka miesięcy wcześniej przygotowywał się do, prestiżowej co prawda, przeprowadzki z Miniestadi na Camp Nou, jednak prawdopodobnie nie liczył na wiele więcej niż parę „ogonów" zagranych w meczach ligowych ze słabszymi rywalami. Teraz sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, zwłaszcza jeśli dodać do tego zmianę na stanowisku trenera. Przed Roberto otworzyła się ogromna szansa, jednak wiąże się z nią takie samo niebezpieczeństwo. Może lepiej by było gdyby tych głośno i publicznie wyrażanych nadziei i oczekiwań wobec niego było po prostu mniej? Gdyby Sergi mógł wypracować sobie miano wielkiej nadziei dobrą pracą na boisku a nie samą swoją obecnością w drużynie? Sytuacja, w której podczas obecności Thiago w klubie Roberto był postacią drugoplanową pośród pomocników młodego pokolenia, zaś po odejściu Alcântary nagle staje się najbardziej obiecującym graczem z pewnością nie jest dla Sergiego komfortowa. Bo jak myśleć w takiej sytuacji inaczej, niż, że jest się drugą, awaryjną i, co za tym idzie, gorszą wersją Thiago? Zapchajdziurą, którą klub wyciąga z rękawa po odejściu młodego pomocnika? Roberto z jednej strony dotkną ogromne oczekiwania, z drugiej strony będzie musiał zmierzyć się z próbą ustabilizowania poczucia własnej wartości. Szczerze mówiąc współczuję w tej sytuacji Katalońskiemu Lampardowi, jak nazywa się go w jego rodzinnych stronach, choć uważam, że jest piłkarzem na miarę wiązanych z nim oczekiwań, i że jest w stanie im podołać. Jednak by to uczynić będzie przede wszystkim potrzebował ogromnej wytrzymałości psychicznej. Tej, której tak bardzo zabrakło Thiago, że w poszukiwaniu niepewnych minut na boisku zdecydował się pomknąć do Monachium.
Problem z tożsamością
Kolejny problem, który napotka Sergi Roberto jest tej samej natury, z jakim borykał się już wcześniej Thiago Alcântara. Prawdopodobnie po raz kolejny możemy mieć, przynajmniej w przestrzeni medialnej, do czynienia z wpychaniem młodego zawodnika w ramy umiejętności i obowiązków Xaviego Hernándeza. Roberto, tak samo jak Thiago, nie jest i nie będzie Xavim, choćbyśmy nie wiem jak krzyczeli i tupali nogami obrażeni na okrutną rzeczywistość. Po raz kolejny na następcę Hernándeza został namaszczony zawodnik o rysie bardziej ofensywnym niż obecny playmaker Barçy i reprezentacji Hiszpanii. Choć Roberto można by opisać jako pomocnika box-to-box, kolejnego todocampistę zdolnego do zajęcia każdej pozycji w środku pola to jednak w jego grze daje o sobie znać ofensywna przeszłość, gdy młody Sergi w niższych kategoriach wiekowych drużyn La Masíi występował na pozycji skrzydłowego a nawet fałszywej dziewiątki. Być może bardziej odpowiednie byłoby nazywanie go drugim Fàbregasem niż Xavim, ale jak nazwać kogokolwiek następcą piłkarza, który nie ugruntował sobie jeszcze trwałej pozycji i wciąż poszukuje odpowiedniego dla siebie miejsca w drużynie ze stolicy Katalonii?
Drugi Fàbregas, pierwszy Fàbregas
No właśnie „drugi Fàbregas" podczas gdy pierwszy aż nazbyt często gubi się we wszystkich medialnych domniemaniach i poszukiwaniach następcy Xaviego. Tak samo jak w zeszłym sezonie gubił się na boisku dublując wzajemnie pozycje z Andrésem Iniestą i trafiając na fałszywą dziewiątkę. Może jednak oczekiwania wobec Roberto są po prostu przedwczesne a najlepsze jest najprostsze i najbardziej naturalne rozwiązanie, jeśli już koniecznie musimy poszukiwać następcy Xaviego? Oczywistym rozwiązaniem w takiej sytuacji powinien być właśnie Fabs, to on jest najlepszym kandydatem do odciążenia Xaviera w zbliżającym się sezonie. Odciążenia, którego coraz częściej łapiący kontuzje Hernández z pewnością wymaga. O ile w przypadku Thiago, tak samo zresztą Sergiego Roberto, można było zrozumieć swoisty „okres ochronny" w Primera, ze względu na młody wiek i brak doświadczenia, o tyle w stosunku do Fabsa nie ma mowy o żadnej taryfie ulgowej. Kiedy piłkarz w jego wieku ma wziąć na swoje barki ciężar rozegrania i ciężar odpowiedzialności za drużynę, jeśli nie teraz? A tego ciężaru nie weźmie na siebie nigdy, jeśli nie zacznie pełnić roli playmakera przynajmniej raz na jakiś czas. Mam nadzieję, że Martino oprze się pokusie drużyny all-inclusive: Xavi, Iniesta, Fàbregas, Busi - upchnięci wszyscy razem, bo przecież im więcej mistrzów świata i Europy na metr kwadratowy murawy tym lepszy performance. Mam nadzieję, że zostanie zastosowana najważniejsza dla mnie w tym sezonie rotacja na linii Xavi - Fàbregas, z uwzględnieniem powolnego wdrażania się do gry Sergiego Roberto. Taka sytuacja byłaby chyba najbardziej efektywna zarówno dla Barcelony, jak też dla trzech wymienionych zawodników. Dzięki rozsądnemu rozłożeniu sił i odpowiedzialności pośród nich już teraz, możemy się także w przyszłości spodziewać najbardziej owocnych efektów.
Nadzieja mieszka też w Vigo
Pośród całego zamieszania związanego z odejściem Thiago i tym, co w jego efekcie utraciła, czy też wcale nie utraciła, Barcelona zagubił się ktoś jeszcze. Jego młodszy brat. Nie powinniśmy zapominać, że choć przez najbliższy sezon Rafinha będzie szlifować swój piłkarski warsztat pod czujnym okiem Luisa Enrique grając na wypożyczeniu w Celcie Vigo to na kolejną temporadę powróci w szeregi zawodników Barcelony. Jest to o tyle ważne, że wtedy powinno się znaleźć miejsce, choć odrobina miejsca na boisku i choć odrobina czasu, zarówno dla niego, jak i dla Sergiego Roberto. Można by powiedzieć, że to iście szekspirowskie pytanie - lepiej mieć następcę Xaviego czy może Fabsa, Roberto i Rafinhę przy optymalnym wykorzystaniu ich naturalnych umiejętności? Chyba znam odpowiedź na to pytanie, przynajmniej tę, którą ja sama chciałabym usłyszeć. Jeśli żaden z tych piłkarzy nie zostanie stracony i odsunięty na boczny tor przez promowanie innego jestem w stanie zaryzykować, że bez żalu, przynajmniej bez innego żalu niż ten naturalny towarzyszący nam przy powolnym kończeniu kariery przez zawodnika, będę w stanie się pogodzić z sytuacją, gdy w drużynie Barcelony zabraknie kiedyś Xaviego Hernándeza. A także z tym, że już zabrakło jej Thiago, choćby nie wiem jak dotkliwą stratą było dla nas jego odejście.
*James Clavell, Shōgun.
**hiszp. zdrajca.
Artykuł ze szczególną dedykacją dla drogiego inspiratora:)
Komentarze (286)