Po pierwszych dniach spędzonych z Barçą Gerardo Martino w kręgu swoich współpracowników zmuszony był wyrazić swoje zdumienie tym, jak pracuje drużyna. Jak każdy inny trener na świecie oglądając w telewizji grę Barcelony Martino wyobrażał sobie, że jej zawodnicy są na wyjątkowo wysokim poziomie. Jednak przyglądając się z bliska ich pracy nie udało mu się uniknąć szoku.
Jeśli spojrzeć na niego, gdy rozpoczyna się spotkanie treningowe stojąc cztery czy pięć metrów od bramki, wydaje się osobą bardzo zajętą. W całkowitym skupieniu wspiera łokieć na przedramieniu drugiej ręki i opiera głowę na pięści. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie podoba mu się praca jego podopiecznych, albo że zmaga się z jakimś poważnym problemem i dlatego przybrał tę statyczną postawę.
W rzeczywistości jest to odpowiednik uszczypnięcia dla przekonania się, że wcale się nie śni. Pytanie, które przewija się mu przez głowę jest niezwykle proste: „Kogo mogę zmienić?". Zawodnicy wydają mu się tak niezwykli, że chwilami nie może uwierzyć w to co widzi. Zwłaszcza w precyzję będącą podstawą w futbolu, w szybkość poruszającej się piłki i inteligencję zespołową drużyny. Wyznał, że wątpliwości towarzyszą mu gdy jest zmuszony wybrać wyjściową jedenastkę na spotkanie. By wyrazić to lepiej - ma jasną wizję jedenastki, którą powołuje do gry od pierwszych minut, jednak pozostawienie reszty poza boiskiem wydaje się piłkarską niesprawiedliwością, ze względu na ich umiejętności, wysiłek i profesjonalizm. Na taki błogosławiony ból głowy cierpi jedynie jako trener Barçy, ponieważ dysponuje teraz grupą, która przewyższa wszelkie jego oczekiwania. Oczywiście nie ma zamiaru tych odczuć przekazywać swoim zawodnikom.
Wielki klub
Jednak nie tylko skład jest powodem zdumienia Martino, Argentyńczyk podziwia również wielkość klubu. Zaledwie podczas ubiegłego tygodnia został już przyjęty na wizycie dyplomatycznej przez dwóch prezydentów i premierów Izraela oraz Palestyny, o rozgłosie medialnym i społecznym dobiegającym z różnych części świata nawet nie wspominając. Każdemu jego ruchowi towarzyszy teraz policyjna eskorta, na lotnisku nie podlega już kontroli - to wszystko jest dowodem wielkości klubu, dla którego przyszło pracować Martino, wielkości w wymiarze w jakim Argentyńczykowi nigdy wcześniej nie było dane doświadczyć.
Kierowanie Barçą po odejściu z Newell's wydaje się przerzuceniem się ze sterowania zwykłą łodzią na gigantyczny transatlantyk. Oczywiście z takim stanowiskiem wiążą się tak samo wielkie wymagania. Fascynacja klubem będzie dla Martino dodatkowym bodźcem stymulującym go do pracy. Odkrywanie futbolu i talentu zawodników pokazuje szacunek, jaki żywi trener wobec tego pokolenia.
Komentarze (41)