Choć ligowy sezon dobiega końca, a mistrzostwo Hiszpanii zapewnione już przed dwoma tygodniami, sympatycy FC Barcelony absolutnie nie mogą narzekać na brak emocji. Dawno żaden transfer świata nie był tak emocjonujący jak końcówka wyścigu po Neymara da Silvę. Katalończycy mogą ponadto wyrównać punktową zdobycz Realu z zeszłorocznej "Ligi Rekordów", spróbują też powalczyć o przebicie rekordu zdobytych bramek.
Gdy usłyszałem o nagrodzeniu podopiecznych Vilanovy za zdobycie stu ligowych punktów w wysokości 1 miliona euro do podziału, przypomniała mi się zeszłoroczna historia kabaretowa z biletami Jakuba Błaszczykowskiego. Zsumowanie rocznych zarobków członków pierwszej drużyny (dla przypomnienia: najwyższe ze wszystkich klubów świata) i 20 milionów euro dodatkowej bonifikaty za zdobycie tytułu wynikających z bonusów zapisanych w kontraktach poszczególnych piłkarzy, każe zadać pytanie, czy jakakolwiek dodatkowa motywacja nie jest tu zbytnią hojnością Sandro Rosella? Wydawałoby się, że gra do końca sezonu podług swoich możliwości i ambicja do wykorzystania okazji zapisania się na kartach historii klubu i całej hiszpańskiej piłki, będą stanowić psi obowiązek piłkarzy. Wygląda jednak na to, że narzędzia motywacyjne w przypadku zarabiających tłuste miliony sportowców różnią się od wyobrażeń na ten temat zwykłych ludzi.
Podczas gdy sto punktów spokojnie jest w zasięg podopiecznych Vilanovy, o pobicie 121 goli Realu może być dużo trudniej. Do tej pory Barça trafiała do bramek rywali 109 razy.
Mówiąc o dzisiejszym meczu, nie ma wątpliwości, że w aspekcie czysto sportowym więcej do wygrania ma Espanyol. Zajmująca obecnie 11. lokatę drużyna Javiera Aguirre wciąż ma czysto matematyczne szanse awansu na dziewiąte miejsce. Na dwie kolejki przed końcem „Papużki" tracą 3 punkty do Sevilli i tyle samo oczek do Getafe. Zapytacie: co z tego? Okazuje się, że dziewiąte miejsce Primera División daje w tym roku... awans do europejskich pucharów!
O wykluczeniu z rozgrywek kontynentalnych w przyszłym sezonie Málagi wiemy od dłuższego czasu. Okazuje się, że Królewska Federacja Piłkarska Hiszpanii (RFEF) na tym nie skończyła, bo 14 maja poinformowała również o ukaraniu w ten sam sposób Rayo Vallecano i Realu Valladolid. Powód ten sam: zadłużenie. O ile sytuacji niedawnych ligowych rywali Blaugrany to nie zmienia, to na Estadio Vallecas komunikat ten wywołał istny popłoch. Dotychczas to Rayo zajmowało ostatnie po wykluczeniu Málagi miejsce (8.) w La Liga gwarantujące awans do Ligi Europy. Kara dla klubu trenera Paco Jémeza przesuwa ten „zaszczyt" w dół tabeli, na poczet miejsca nr 9.
Kto oprócz Realu Betis skorzysta na wcześniejszym pognębieniu Málagi? Odrzucenie przez RFEF apelacji Rayo w ubiegłą środę (22.05) oznacza, że nie będzie to klub z Madrytu i w tym niecodziennym wyścigu żółwi prowadzi na razie Sevilla FC. Jeśli RFEF utrzyma swoje decyzje w mocy, w historii europejskiej piłki będzie to oznaczało awans do rozgrywek kontynentalnych zespołu, który na koniec ubiegłego sezonu uplasował się na najniższej kiedykolwiek pozycji w tabeli.
„Papużki" grają ostatnio w kratkę, ale ich kibice nie powinni narzekać. Gdy 28 listopada Javier Aguirre przychodził po XIII kolejce na Cornella-El Prat, klub szorował po dnie tabeli! Przedarcie się na „bezpieczny" przyczółek w środku tabeli oddaje skok jakościowy w grze drużyny i ogromny kunszt meksykańskiego trenera.
Po wyjazdowym pokonaniu Getafe przed miesiącem Espanyol osiągnął najwyższą w kampanii, dziesiątą pozycję. Od tego czasu Katalończykom przytrafiły się porażki z Granadą, Sevillą FC, pamiętny dla culés remis z Realem i kolejna porażka przed tygodniem z Deportivo. Szczególnie dotkliwe dla podopiecznych Aguirre były w tym okresie wpadki z Granadą u siebie (0:1) i Depor w A Coruñi. Zamiast kontynuować imponujący marsz w górę tabeli, Espanyol został na 11. pozycji. Przed dzisiejszym meczem ma identyczny dorobek z Athletic Club, punkt przewagi nad Valladolid i 2 nad Levante.
W sięgającej 1929 roku rywalizacji derbi barceloni, 88 razy zwyciężała Azulgrana. „Papużki" wygrywały w tej rywalizacji 34-krotnie (22%). Remis padał przy 35 okazjach, w tym rok temu podczas starcia na tym samym, położonym na południowo-wschodnich rubieżach miasta, obiekcie Espanyolu.
Przed Barçą kolejna okazja do udowodnienia lokalnemu rywalowi prymatu w stolicy Katalonii. Podobnie jak wszystkie mecze 36. kolejki, pojedynek na Cornella-El Prat rozpocznie się o 20:00.
Komentarze (287)