Czerwona Królowa

Eoren

14 maja 2013, 22:21

95 komentarzy

target="_blank">„Ja wam nie bronię radości, bo losu nie zmienią wam wróżby, ale pomyślcie o własnej słabości, zamiast o triumfie nad ludźmi"*

Być może nieco obco brzmią te słowa między pierwszą a drugą połową hucznego świętowania tytułu ligowego. Jednak złe wspomnienia są równie wyraźne, o ile nie wyraźniejsze, co te dobre. W swoim ostatnim felietonie dotyczącym Barcelony, który ukazał się na łamach Guardiana Sid Lowe opisał klęskę Barçy w dwumeczu z Bayernem jako marquezowską Kronikę zapowiedzianej śmierci. W rzeczywistości skojarzenia funeralne związane z Barçą rozpoczęły się już po porażce w półfinałowym Klasyku w Pucharze Króla, gdy Tomas Roncero pisał o „tańcu na grobie Barcelony". Wtedy cykl zdołał jeszcze ożyć i przypomniał o sobie w rewanżowym spotkaniu z Milanem na Camp Nou. Jednak po tym jak przejechał się po nim bawarski walec pytania i skojarzenia powróciły.

Zwłaszcza skojarzenia z wynikiem 0:4, innym cyklem tego samego klubu i pamiętnym zmierzchem Dream Teamu w Atenach. Teraz znów znaleźliśmy się w podobnej sytuacji, co wtedy: na radość ligowego mistrzostwa pada cień porażki. I vice versa: mistrzostwo w lidze łagodzi, (czy może nawet niebezpiecznie niweluje), rozmiary klęski. Od skojarzeń naprawdę ciężko uciec, zarówno tych związanych z Dream Teamem, jak też końcem drużyny Rijkaarda. Pierwsze niepokojące symptomy widziałam już w zeszłym sezonie, gdy ta Barça, bardzo podobnie do tamtej, słabo radziła sobie na wyjazdach. Może i dobrze, że skojarzenia się pojawiają. W końcu na błędach przeszłości powinno się uczyć.

Perfekcyjne dostosowanie

La Máquina River Plate, Urugwaj Maracanazo, Canarinhos Pelégo, Niemcy Beckenbauera, Mechaniczna Pomarańcza, La Quinta del Buitre, Dream Team Cruyffa, Milan Arrigo Sacchiego... momentów perfekcji było wiele, ale każdy z nich był jedynie momentem. Każdy z nich prędzej czy później upadał. Jedne bardziej spektakularnie, inne zwyczajnie powoli rozmywały się w szarej futbolowej rzeczywistości i wszystko wracało do normy. Jedna drużyna kończyła swoją dominację nad resztą i piłkarski świat znowu pożerała przeciętność. Tylko dlaczego tak się działo? Dlaczego utrzymać się na szczycie przez dłuższy czas jest aż tak trudno? „Ciclos, ciclos, ciclos..." - jak stwierdził Bakero? Być może tak, może to jedyna właściwa odpowiedź, jednak wydaje mi się to zbyt powierzchownym podejściem. Fin de ciclo, zwyczajna kolej rzeczy, naturalny obrót spraw, nad którym łatwo przejść do porządku dziennego. A może każde takie perfekcyjne dostosowanie zabiło się samo osiągnąwszy doskonałość?

Silna czy słaba strona?

Lista tegosezonowych grzechów Barcelony jest długa. Tak samo długo można by szukać przyczyn problemów. Pisałam ostatnio o funkcjonowaniu Barçy jako o naczyniach połączonych i jestem zdania, że w tym tkwi główny problem w odnalezieniu pierwotnej przyczyny kłopotów. Być może ona po prostu nie istnieje. Może kontuzje, błędy własne, błędy taktyczne zwyczajnie się zazębiają i potęgują wzajemnie? Przyczyn może być wiele jednak ich efekty są widoczne. Jest wśród nich swego rodzaju regres w grze Barcelony - jakby drużyna zapomniała jak należy robić niektóre rzeczy, które od lat wykonywała wręcz perfekcyjnie. W oczy rzucił mi się szczególnie sposób poruszania się zawodników po boisku w grze bez piłki. Zupełnie jakby Barça zatraciła umiejętność płynnej wymienności pozycji. Alves wychodzi na skrzydło zostawiając niezmierzone połacie pola karnego do krycia nieopierzonemu Bartrze, Piqué wypuszcza się do przodu, Busquets łata dziury za obrońców, Xavi próbuje być pivotem, Iniesta playmekerem a Leo skrzydłowym, korzystającym z faktu, że Perdo założył czapkę niewidkę. Chaos totalny. Co gorsza zachowujący pozory wymienności pozycji ale czyniący z niej słabość, zamiast silnej strony. Jak każdy element gry taki stan rzeczy pociąga za sobą konsekwencje. Jak zakładać pressing, gdy zawodnicy w trakcie meczu łatają dziury na nieswoich pozycjach? To tylko jeden z wielu przykładów nękających nas problemów, jednak dobrze ukazuje on w czym mogą owe problemy tkwić - dopracowaną do perfekcji silną stronę czasem dzieli tylko jeden krok od słabości. Krokiem tym może być zbytnia pewność siebie i zbytnie przyzwyczajenie.

Biec by być w tym samym miejscu

W psychologii społecznej istnieje założenie, według którego najwydajniej pracują ze sobą grupy, które mają wspólne doświadczenia, są zgrane, jednak nie osiągnęły jeszcze poziomu doskonałości we wspólnej pracy. Na tym etapie grupa cały czas jeszcze coś tworzy, cały czas się „dociera" i to jest kluczem do jej funkcjonowania. Rozwijając to stwierdzenie: każdy zespół ludzi wymaga ciągłych zmian, by utrzymać się na szczycie. W ewolucjonizmie nazywa się to hipotezą Czerwonej Królowej. Nazwa ta pochodzi z powieści Lewisa Carrolla, gdzie Czerwona Królowa mówi do Alicji: „Tutaj (...), aby utrzymać się w tym samym miejscu, trzeba biec ile sił". Krótko mówiąc organizmy żywe - bakterie, rośliny, zwierzęta, ludzie i kluby piłkarskie - muszą się zmieniać, bo ich otoczenie zmienia się nieuchronnie. Wietrzenie szatni jest nieuniknione, choć jego znaczenie jakby próbując zaklinać rzeczywistość, umniejsza zarówno trener, jak i zawodnicy. To w zupełności ludzka reakcja i tak naprawdę ciężko im się dziwić. Ważną cechą owego "wietrzenia" nie jest jedynie to, że odejdą zawodnicy, którzy coś robili "źle", ale że przyjdą tacy, który będą to robić inaczej.

Jeśli o ewolucjonizmie mowa, warto wspomnieć, że nie istnieje w nim coś takiego, jak dostosowanie idealne niezależnie od okoliczności. Ewolucja jest oszczędna. Wystarczy być lepszym od swoich konkurentów tu i teraz. Tylko to się liczy. Nie musowo dopracowywać rozwiązań do perfekcji, bo wtedy trudno je zmienić, gdy zachodzi taka potrzeba.

Dogmatyzm a głupota

Jak już wspomniałam grzechów Barcelony było wiele. Chciałam się jednak skupić na jednym z nich, moim zdaniem najcięższym. Jest nim dogmatyzm. To właśnie dogmatyzm może leżeć u podstaw upadku większości drużyn, które wywalczyły sobie światową czy też kontynentalną dominację. Cytując za Pratchettem: „Człowiek może być dogmatykiem, w porządku; może być głupi i nie ma sprawy; ale głupi dogmatyk to już za wiele [...]". Barcelona zignorowała hipotezę Czerwonej Królowej. Zignorowała dążenia przeciwników, mające na celu dotrzymanie jej kroku. Zignorowała do tego stopnia, że w pewnym momencie nawet nie zdała sobie sprawy, że już została w tyle zachłyśnięta własnymi osiągnięciami i własną doskonałością.

Dogmatyzm nie jest jednak grzechem wyłącznie katalońskim. Z jego powodu cierpi wiele drużyn, które kiedykolwiek były wielkie, otarły się o wielkość lub osiągnęły jakikolwiek sukces. Jako Polacy powinniśmy o tym dobrze wiedzieć, znając efekty tłuczonej do bólu na naszej reprezentacji „polskiej myśli szkoleniowej". To ona dała nam srebrny medal na igrzyskach, więc jak można ją zmienić? To się nie mieści w głowie i nie mieści w ramach dogmatu. Tak samo jak w dogmacie piłki angielskiej do dziś nie mieści się jakiekolwiek odstępstwo od doktryny Alfa Ramseya.

Po raz kolejny możemy zobaczyć jak blisko jest silnym stronom do słabości, gdy tylko zamiast środkiem stają się celem. Perfekcyjnie funkcjonująca szkółka jest rzeczą wspaniałą, jeśli tylko nie promuje się graczy z cantery za wszelką cenę i kosztem nie-wychowanków będących w lepszej formie. Drużyna zbudowana z samych niskich techników o świetnej kontroli nad piłką i zwrotności (niski punkt ciężkości to ogromny plus) byłaby genialnym pomysłem, gdyby w futbolu nie istniały rzuty rożne. Dogmatyzm zaczyna się wtedy, gdy poświęca się rozsądek na rzecz przekonań, a rozsądek nakazuje między innymi zbilansowanie budowy drużyny.

target="_blank">Losing my religion?

Czy oznacza to, że Barcelona powinna odstąpić od swojej filozofii i swojego wyznania? Porzucić schematy gry i budowy ekipy wypracowane przez Johana Cruyffa, Franka Rijkaarda, Pepa Guardiolę i w końcu kontynuowane przez Tito Vilanovę? Porzucić swoją religię, jak sugerowało wielu? Może rzeczywiście jest ona przestarzała i jej czas po prostu minął? W żadnym razie nie zgodzę się z takim stwierdzeniem. Dogmatyzm to skrajność, jak wszystkie skrajności niebezpieczna. Ale może wystarczy od niej odstąpić, skierować się choć odrobinę w stronę pragmatyzmu i reakcyjności, rozsądnej odpowiedzi na to, co dzieje się na boisku. Dostosowania składu i taktyki do przeciwnika, bo w końcu Barça nie gra przeciwko jedenastce pachołków drogowych z chochołem zamiast trenera. Słowem, które najlepiej oddaje to, czego najbardziej brakowało w tym sezonie Barcelonie jest elastyczność. Nie oznacza ona w żadnym razie odstąpienia od filozofii, ale dostosowanie pewnych elementów gry. Opcji jest wiele, bardzo wiele, wystarczy tylko odważyć się po nie sięgnąć. Raz po trójkę w obronie (która o dziwo z przytupem sprawdziła się w rewanżu z Milanem) innym razem po dwójkę pivotów. Może czasem większy pożytek przyniesie gra Messiego na prawym skrzydle? Może, jeśli któryś z piłkarzy mianowanych najlepszymi na świecie nie jest w optymalnej formie (vide przypadek Daniego Alvesa), warto wtedy właśnie dać szanse zmiennikom? Może częściej strzelać z dystansu? Może z jednymi drużynami przewagę w środku pola rozsądniej utrzymywać dzięki ostrożnej grze, zaś z innymi dzięki grze odważnej i zdecydowanemu pressingowi? Może warto wypracować jeszcze inne, zupełnie nowe rozwiązania, które pozwolą odpowiedzieć na taktyczny wyścig zbrojeń między szkoleniowcami wiodących europejskich klubów?

Równowaga

Jonathan Wilson, w swojej książce Inverting the pyramid: the history of football tactics pisze: „Wygląda na to, że historia taktyki jest historią dwóch połączonych ze sobą elementów wywierających wzajemną presję. Estetyki przeciwstawionej rezultatowi z jednej strony i techniki przeciwstawionej fizyczności z drugiej. Zamieszanie w tej kwestii powoduje fakt, że ci, którzy wychowali się w kulturze technicznej klucz do zwycięstwa widzą w bardziej siłowym podejściu, natomiast wychowani w kulturze fizycznej doszukują się pragmatyzmu w technice". Może Wilson dobrze nas podsumował, wychowanych na technicznej piłce kibiców Barcelony, którzy jak zbawienia wyglądają wzmocnienia fizycznego aspektu gry tej drużyny. Z pewnością dużo jest racji w tych słowach, ja przynajmniej poczułam się psychologicznie rozpracowana, gdy je przeczytałam, a bynajmniej nie jest to przyjemne uczucie. Jednak prawd jak zwykle jest wiele, a ja będę się trzymać tej swojej**. Kluczem, nie wiem czy do zwycięstwa, bo ono nie zawsze i nie tylko zależy od dobrej gry, jednak kluczem do uzyskania dobrej drużyny, może nawet najlepszej, jest zachowanie równowagi między tymi czterema elementami. Techniką, fizycznością, dążeniem do estetycznej gry i do rezultatów. Nie oznacza to, że elementów tych musi być po równo, ale gdy któryś z nich znika zupełnie to już zły symptom. Równowaga to pierwszy krok do uzyskania najlepszej możliwiej drużyny. Barcelona miała już w swojej historii momenty, gdy wykonała ten krok perfekcyjnie. Jednak kolejnym krokiem powinno być uświadomienie sobie, że ta drużyna, która była najlepszą w zeszłym sezonie, by być taką w kolejnym a może i w jeszcze kolejnym, musi podlegać zmianom. Stałym i nieuchronnym. Tak samo jak wszyscy jej przeciwnicy.

Życzę Barcelonie tych zmian. Nie chcę nawet podszywać się pod proroka głosząc jakie będą, albo jakie być powinny. Wszyscy wiemy o słabościach kadrowych i konieczności rozsądnych transferów. Wszyscy wiemy o problemach z przygotowaniem fizycznym, kontuzjami i taktyką. Wiemy też, że ilu ludzi tyle opinii i recept, zaś ostatecznie i tak zobaczymy jedynie tę, którą zaaplikuje nam sztab trenerski i zarząd. Jeśli w przyszłym sezonie będę widzieć chęć zmian i rozwoju, chęć spójnej ewolucji klubu, zarówno ze strony trenera i zawodników, to nie uznam tego sezonu za stracony, nawet jeśli nie przyniesie on żadnego pucharu. Więcej - wolałabym by w przyszłym sezonie Barcelona położyła nacisk na to właśnie, zamiast na szaleńczą pogoń za wynikiem na wszystkich frontach, dla której poświęci konieczność odświeżenia systemu gry.

target="_blank">Oby ten sezon przyniósł zmiany na lepsze, bo Barcelona jak każdy - by utrzymać się w miejscu musi biec ile sił.

*Jacek Kaczmarski, Kasandra.

**I mam szczerą nadzieję, że nie jest to ten trzeci rodzaj prawdy...

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (95)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze