Dokąd zmierzasz, Barcelono?

Eoren

3 maja 2013, 12:56

Guardian

38 komentarzy

Xavi Hernández nazwał kiedyś wynik futbolowym oszustem i trzeba przyznać, że czasami to stwierdzenie jest prawdą ostateczną. W 2010 roku Barça już miała w swoich rękach sukces w półfinałowym dwumeczu z Interem; rok 2012 i porażkę z Chelsea można uznać za wynik przypadku: futbol po prostu jest sportem, w którym czasem się przegrywa. Jednak 0:7 w dwumeczu i porażka z Bayernem Monachium to zupełnie inna sprawa.

Tym razem Barcelona została rozdarta na strzępy i było coś poniżającego w sposobie, w który abdykowała - niezdolna do podjęcia rywalizacji. Być może nigdy nie było bardziej jednostronnego półfinału Pucharu Europy. Kataloński dziennik Mundo Deportivo umieścił na okładce słowa „Wielki Bayern" i jest to prawdą. Podopieczni Juppa Heynckesa są w tym sezonie praktycznie bez skazy.

Jednak Barcelona sama przyłożyła rękę do swojego upadku. Po części była to oczywiście kronika zapowiedzianej śmierci [Kronika zapowiedzianej śmierci (Crónica de una muerte anunciada ) - tytuł powieści Gabriela Garcíi Márqueza. - przyp. red.]. Wyeliminowanie z Ligi Mistrzów nie przyszło niespodziewanie, nawet jeśli jego natura była trudniejsza do przewidzenia.

Barça dotarła do tego wyjątkowego szóstego półfinału z rzędu, jednak nie grała dobrze w tych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Przeciwko Milanowi zagrała wybornie jednak należałoby postawić pytanie na ile dobrze grali Włosi, tracący 18 punktów do Juventusu w tabeli Serie A?

Zwycięstwo 4:0 nad Milanem było mgnieniem Barcelony z poprzednich lat, jednak ten mecz jest ich jedynym zwycięstwem na przestrzeni ostatnich siedmiu spotkań w Lidze Mistrzów. Barça nie wygrała żadnego z ostatnich czterech meczów w tych rozgrywkach, i choć w Paryżu prawdopodobnie zabrakło im szczęścia, to w dwumeczu przeciwko Bayernowi nie zdołali strzelić nawet jednej bramki.

Barça została pokonana przez Celtic w Glasgow, zaś na Camp Nou udało jej się zwyciężyć z The Bhoys 2:1 dopiero w 94. minucie, dzięki bramce Jordiego Alby.

Występy Leo Messiego tuszowały formę Barcelony, jednak tym razem znalazł się on na ławce. Jak głosił jeden z prasowych nagłówków: „Bez Boga nie ma cudu".

Gdy zabrzmiał końcowy gwizdek tego półfinału zawodnicy Barcelony z przygnębieniem opuścili pole gry. Dopiero delegat klubu, Carlos Naval, zawrócił ich na boisko by podziękowali kibicom. Gerard Piqué stał przy linii bocznej udzielając pomeczowego wywiadu.

„Musimy się poprawić. Musimy podjąć pewne decyzje, także te dotyczące wzmocnień" - powiedział kataloński stoper. Kilka chwil później wywiadu udzielał Sandro Rosell, prezydent klubu. „Nie jestem pewien co [Piqué] miał na myśli" - oznajmił. - „Wszystkie oceny zostaną dokonane po zakończeniu sezonu". W rzeczywistości ten proces już się rozpoczął.

„Dotarliśmy do półfinału Pucharu Króla, półfinału Ligi Mistrzów i niebawem sięgniemy po tytuł ligowy. Chciałbym mieć taki 'koniec ery' jak ten, co sezon" - orzekł Piqué. Jednak liga straciła część swojego splendoru i to Europa jest miejscem, w którym hiszpańskie drużyny mogą dokonać samooceny.

Istnieją okoliczności łagodzące, które w pewien sposób mogą tłumaczyć ten upadek Barcelony. Znaleźli się w bardzo niekomfortowej sytuacji, gdy ich trener doznał nawrotu choroby nowotworowej. Éric Abidal dopiero wrócił do gry po przeszczepie wątroby. Na dodatek nie tylko Lionela Messiego zabrakło w wyjściowej jedenastce: Carles Puyol, Javier Mascherano, Sergio Busquets i Jordi Alba także nie mogli zagrać. „Jestem pewien, że gdybyśmy byli gotowi w stu procentach bylibyśmy w stanie lepiej konkurować" - przyznał Tito Vilanova. - „Nie potrzebujemy nowych zawodników; musimy odzyskać tych, których mamy".

Vilanova zapewnia, że klub chronił zawodników najlepiej jak się dało. Jednak chociażby zadziwiający rekord bramkowy Messiego w lidze wygląda teraz nieco pusto: Argentyńczyk grał niemal w każdym meczu i brał na siebie praktycznie całą odpowiedzialność, co stało się w końcu przyczyną taktycznych i fizycznych problemów. Być może wypoczęty Messi byłby gotowy na naprawdę ważne starcia. Messi ma na koncie osiem bramek w tym sezonie Ligi Mistrzów. Kolejnym strzelcem Barçy w tych rozgrywkach jest Jordi Alba z dwoma zdobytymi trafieniami. Takie uzależnienie zawsze jest ryzykowne. Tym razem Barcelona za nie zapłaciła.

Zmęczenia nie można przypisać wyłącznie nieszczęściu i pechowi a kiedy mamy do czynienia z kontuzjami w bloku defensywnym to brak letniego transferu stopera jest po prostu zaskakujący. Nawet zakontraktowanie Jordiego Alby można zakwestionować, mimo że na przestrzeni sezonu zwykle prezentował się bardzo dobrze: jednak kolejny niski, techniczny zawodnik w defensywie? Słabość Barcelony w obronie rzutów rożnych i innych stałych fragmentów gry była tak alarmująca, tak oczywista, że niemal komiczna. Kwestią z którą Barça także musi się zmierzyć i poddać ją pod rozwagę będzie przejście do ery post-Hernándezowskiej, tak samo jak z tym, jaką rolę w przyszłej drużynie będzie pełnił Cesc Fàbregas.

Apel Rosella o zachowanie spokoju wydaje się logiczny: decyzje podjęte w afekcie nie przyniosą trwałych rozwiązań. Jednak obawiam się, że za kadencji Sandro kadra nie jest w takim stopniu wzmacniana, jak miało to miejsce za czasów jego zaciekłego rywala - Joana Laporty. Krytycy Rosella mówią, że nie „dostał" on Barçy na własność. Podziały zaczynają się pogłębiać.

Na Camp Nou zawitają zmiany. Jedni je opuszczą, inni przybędą do klubu, począwszy od Brazylijczyka Neymara - decyzja, która nie cieszy się powszechną aprobatą. Kontrakt z pewnością podpisze też obrońca, na tę pozycję wśród celów transferowych Barçy znajduje się Mats Hummels. Klub nosi się także z zamiarem zdobycia pomocnika i dwóch napastników oraz znalezienia nowej przystani dla Davida Villi i Alexisa Sáncheza. Tym razem rozmiar będzie miał znaczenie. Każdy z graczy Barçy podkreślił, że drużyna nie była w stanie konkurować z Bayernem pod względem fizycznym.

Oznacza to pewną zmianę kierunku, jednak Barça wydaje się wystarczająco mądra by nie zmieniać dobrego na gorsze. „Nie potrzebujemy drastycznych zmian: ta drużyna ma przyszłość" - mówi Xavi.

Zaczyna się prawdziwy test dla Barcelony. Jeśli naprawdę wierzy w swoją filozofię to nadszedł najlepszy moment by to udowodnić. Nie jest właściwym opiewać talent malutkich piłkarzy w obliczy gry, która staje się jeszcze szybsza i jeszcze bardziej siłowa, tak samo jak nie jest właściwym opłakiwać starcie karłów z gigantami. Jednak oddanie idei nie oznacza lęku przed wprowadzeniem pewnego zróżnicowania.

Gdy Barcelona w 2009 roku pokonała Bayern 4:0 to Niemcy byli stroną słabszą, jednak w szeregach Barçy grali Samuel Eto'o, Thierry Henry i Yaya Touré. Zaś z tyłu broniła bramki czwórka obrońców.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (38)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze