W opublikowanym dzisiaj tekście Graham Hunter pisze przede wszystkim o Abidalu, ale również o sobotnim meczu z Mallorcą i jego bohaterach. Zapraszamy do lektury!
Zanim Éric Abidal pojawił się sobotniego wieczoru na płycie boiska, wszystkie role w barcelońskim teatrze odgrywane były przez dublerów. Historia Francuza jest bowiem tak podnosząca na duchu (być może jest ktoś jeszcze, ale ja nie znam drugiego przypadku, gdy piłkarz po tak ciężkim przeszczepie wraca do gry na najwyższym poziomie), że Abidal naturalnie przyćmił inne postaci sobotniego spektaklu.
Abidal to charyzmatyczny, energiczny człowiek, który emanuje spokojem i inteligencją. Kiedy po spotkaniu z Mallorcą rozmawiałem z Alexem Songiem w strefie mieszanej (miejscu, gdzie po meczu piłkarze udzielają krótkich wywiadów), Kameruńczyk poważnie analizował swoją grę. Kiedy jednak wspomniał o dramatycznym powrocie Abidala na boisko, zaniósł się śmiechem. „Jak tylko zaczął rozgrzewkę nie mogłem skupić się na meczu” – powiedział Song. „To wspaniałe uczucie, kiedy wiedziałem, że zaraz wróci na boisko. Będę o tym opowiadał moim dzieciom i wnukom”.
Kiedy Alexis podbiegł do Abidala świętować jedną ze swoich bramek, cały stadion ryknął, wyrażając swoje wsparcie dla obrońcy. Cesc Fábregas, mimo zdobycia pierwszego hat-tricka w karierze, przyznał po spotkaniu, że 21 minut Francuza na murawie to „najważniejsze zwycięstwo sezonu”.
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. To jeden mały krok dla Abidala, ale ogromny krok dla wszystkich tych, którzy cierpią z powodu choroby i nie widzą dalszej drogi. Czasami chęci, wiara, ciężka praca oraz dobra opieka medyczna potrafią zdziałać małe cuda.
Po meczu, oblegany przez wielu dziennikarzy, Abidal dziękował swojemu kuzynowi, który oddał mu część swojej wątroby. Abi dodał: „Jeśli będę mógł, chcę pograć jeszcze rok lub dwa”. Tak, przejdźmy do następnego tematu. Abidal chce oczywiście zejść z centrum uwagi tak szybko jak to tylko możliwe.
Zajmijmy się zatem wspomnianymi wcześniej dublerami. Przed meczem z Mallorcą pytano, czy wobec braku Messiego Barcelona będzie miała kim straszyć. Odpowiedź była następująca: chociaż Mallorca sama przyczyniła się do destrukcji, grając beztrosko i ospale, mistrz-elekt nie tylko zdobył pięć goli, ale również zaprezentował grę na najwyższym poziomie, której przykładem gra na jeden kontakt czy doskonałe wykończenia akcji.
Uwagę mediów skupili naturalnie Fábregas i Alexis. Chilijczyk ciężko pracował i pokazał dużą pewność siebie. Cesc natomiast, co mnie cieszy, pokazał na co go stać tym, którzy nie widzieli dla niego miejsca w drużynie. Jak to jest, że 25-latek, który wszystko co ma osiągnął w Arsenalu, na Camp Nou od początku musi zmagać się z wątpliwościami dotyczącymi jego skuteczności lub poziomu gry? Wciąż mnie to zaskakuje.
Prawdą jest, że jego praca jako napastnika to praca pomocnicza – to relatywnie nowa faza jego kariery. Na początku został zobligowany do bycia zastępcą Villi czy Messiego, a teraz bierze na siebie ciężar dwóch wielkich. To duże wyzwanie. Jednak Fábregas kontynuuje swoją pracę na wysokim poziomie. Strzela, asystuje i kiedy jego forma być może nie jest najwyższa (jak w ostatnich tygodniach), zawsze wkłada w grę wiele wysiłku i całkowicie angażuje się w mecze. Dla mnie to dzielny piłkarz, który wciąż czeka na szansę gry na swojej najlepszej pozycji. W odpowiednim czasie Xavi odda władzę Fábregasowi w środku pola i wierzę, że były gracz Arsenalu stanie się głównodowodzącym, który będzie częścią historii klubu.
W meczu z Mallorcą było jednak dwóch innych dublerów, o których warto napisać.
Alex Song pasuje do kategorii gracza, który niedawno przyszedł do klubu i potrzebuje dużo czasu na integrację. Niektórym – błędnie - przychodzi na myśl przykład Czychryńskiego, Hleba, Caceresa czy Thurama. Nawet Zlatan, mimo jego bramek i medali, nie mógł opanować technicznej gry zespołu i musiał odejść.
Song miał o tyle trudniej, że do rywalizacji o miejsce w składzie stawał z Sergio Busquetsem – kluczowym elementem barcelońskiej układani. Na początku Kameruńczyk nie czuł się najlepiej na pozycji środkowego obrońcy, ale z każdym meczem widać postęp. Song uczy się kiedy przytrzymać piłkę, kiedy ją oddać, kiedy zwolnić i kiedy przyspieszyć grę. Na dużo wyższym poziomie jest też gra z pierwszej piłki.
To był bardzo dobry występ byłego piłkarza Arsenalu, co potwierdził w rozmowie ze mną Jordi Roura. „Nie zawsze gra, na boisku nie jest zauważany, ale to dla nas ważny gracz, którego mecze zazwyczaj są bardzo dobre”.
W końcu kilka zdań o Pinto. Jak bardzo sztab szkoleniowy chciałby, żeby Pinto nie miał 37 lat. Wydaje się, że Víctor Valdés przejdzie latem do Anglii (z zyskiem dla drużyny) lub odejdzie za rok (za darmo). Znalezienie zastępstwa będzie koszmarem. Kiedy Valdésa nie było, Pinto (również w Pucharze Króla) był absolutnie wyjątkowy.
Fizycznie to bestia, której refleksu nie ma niejeden 27-latek. Posiada ogromną osobowość, jest lubiany i szanowany. Lider Pinto to definicja bramkarza, którego Barça musi znaleźć i sprowadzić.
Komentarze (12)