Legendy Barçy: Rivaldo

Andrzej Skrobiszewski

29 marca 2013, 13:30

Revista BARÇA; Fot.:FCBarcelona.cat

79 komentarzy

Rivaldo był gwiazdą Barcelony na przełomie wieków. Początkowo, błyszczał najmocniej w drużynie naszpikowanej piłkarzami nie z tej planety, w późniejszym okresie stał się podporą zespołu znajdującego się na równi pochyłej.

W 1999 roku Barcelona miała po raz kolejny w swoich szeregach najlepszego piłkarza na świecie. Został nim Rivaldo Vitor Borba. Był on czwartym graczem Barçy w tamtych czasach, który uniósł w górę Złotą Piłkę po Suárezie, Cruyffie oraz Stoiczkowie. Ówczesny diament Blaugrany van Gaala mógł się poszczycić wygraniem dwóch tytułów mistrzowskich, jednego Copa del Rey oraz jednego Superpucharu Europy. Rivaldo posiadał nie tylko bajeczną technikę, lecz również niesamowite uderzenie. Kiedy miał piłkę w swoim posiadaniu, był elegancki oraz mocno trzymał się na nogach co powodowało, iż posiadał niesamowity rozgląd pola i instynkt strzelecki. Ponadto, udowadniał swoją klasę nawet wtedy, kiedy grał na lewej flance przez pierwsze dwa lata swojego pobytu w stolicy Katalonii.

"Złota Piłka jest marzeniem każdego piłkarza i nie ulega wątpliwości, że zdobyłem ją grając na boku. Preferuję grą na środku pola gdzie zaliczyłem wielkie mecze kiedy odszedł van Gaal. Chciałem grać właśnie na tej pozycji, ale wykonywałem to, o co prosił mnie trener", mówił Brazylijczyk.

Na znak wdzięczności wręczył swoim kolegom srebrną plakietkę z repliką Złotej Piłki oraz inskrypcją, w której zawarł swoją wdzięczność za ich współpracę, bez której nie uzyskałby tej nagrody.

Rivaldo urodził się w bardzo ubogiej dzielnicy miasta Recife, które znajduje się w północno-wschodniej części Brazylii (przyp. red.). Rivaldo ucieleśnia w sobie wysiłek, niezłomność oraz wiarę w samego siebie. Stale powtarzał, że pragnął zostać piłkarzem. Nawet w momencie, kiedy jako dziecko pomagał swojemu ojcu, który był domokrążcą. I to właśnie śmierć jego ojca przekonała go do spełnienia swoich marzeń. Od tego momentu zaczął on wyrabiać swoje nazwisko w brazylijskim futbolu grając w różnych klubach. W wieku 24 lat było już gotowy, aby rozpocząć karierę w Europie. Jego pierwszym klubem na Starym Kontynencie było Deportivo La Coruña, do którego trafił w 1996 roku. Potrzebował tylko jednego sezonu na El Riazor, aby zdobyć 21 bramek w hiszpańskiej ekstraklasie.

Po Ronaldo, Rivaldo

Następnego lata od przyjścia Rivaldo do SuperDepor Barcelona była w rozdarciu pomiędzy wielkim rozczarowaniem jakim było odejście Ronaldo oraz nadzieją związaną z objęciem posady trenera przez Louisa van Gaala. Ponadto, słaba postawa Barcelony w fazie eliminacyjnej Ligi Mistrzów ze Skonto Ryga przelała czarę goryczy. Zaczęto szukać jakiegoś ratunku w trwającym jeszcze oknie transferowym. Wybrano Rivaldo, którego umiejętności postawiono wyżej nad tym, co reprezentowali w tamtych czasach tacy piłkarze jak McManaman czy Denilson. Klub z Katalonii zamknął całą operację błyskawicznie płacąc klauzulę odstępnego wynoszącą 24 mln euro.

"Miałem pięcioletni kontrakt z Deportivo La Coruña, gdzie przybyłem, aby zapomniano o Bebeto. Niemniej są szanse, które pojawiają się raz w życiu i należy je wykorzystywać. To był właśnie ten moment", stwierdził.

Jego pierwsze dwa lata w Barcelonie wyniosły go do miana gwiazdy światowego formatu. Introwertyczny, spokojny oraz nieśmiały poza boiskiem Rivaldo wypowiadał się tylko na tematy związane z futbolem. Wiedział jak się odróżniać od Ronaldo, swojego poprzednika. Z Figo i Kluivertem stworzył tryplet niezapomnianych napastników. Co więcej, był członkiem drużyny narodowej Brazylii, która zdobyła tytuł wicemistrzowski na mundialu we Francji w 1998 roku. Decydował o losach meczów jak mało kto, nigdy nie brakowało go w ważnych potyczkach. Jego obecność na boisku wzbudzała respekt u rywali. Jego rzuty wolne oraz charakterystyczne przy tym ułożenie rąk na talii znaczyły tyle, iż za chwile może paść gol. Również w rzutach karnych był praktycznie niezawodny.

Będąc już uznawanym najlepszym piłkarzem świata, idolem dla Cules na przełomie wieków oraz widzianym z wieloma nagrodami Rivaldo zaczął nalegać na van Gaala, aby ten ustawiał go w środku pola. Ówczesny trener Barcelony, z którym komunikacja nigdy nie była prosta, ustąpił. Sezon 1999/2000 był najlepszy w wykonaniu Rivaldo w barwach Barcelony. Niemniej jednak, paradoksalnie, Blaugrana nie zdobyła żadnych tytułów. Doprowadziło to do dymisji Louisa van Gaala ze stanowiska z racji utraty poparcia ze strony barcelonismo.

Wydaje się, że z biegiem czasu Rivaldo zaczął spychać do konta czasami napięte stosunku z holenderskim trenerem. "Mam dobre wspomnienia, jest to wielki trener i wielka osobowość. Były pewne niesnaski. Są to rzeczy, które zdarzają się w futbolu, ponieważ jest rzeczą normalną posiadać opinię, która jest odmienna od trenera. Z Louisem van Gaalem mieliśmy kilka złych momentów, ale 90% z nich były dobre", podkreślił.

Następca van Gaala, Lorenzo Serra Ferrer, nie wahał się dać Rivaldo maksimum swobody na boisku. W dodatku, musiał on również wziąć na siebie większą odpowiedzialność po odejściu Figo. Pomimo że ówczesny zespół Barcelony prezentował nierówną formę, to Brazylijczyk zaliczył kilka występów, które na zawsze zapadną w pamięci Cules. Hat-trick na San Siro w meczu Ligi Mistrzów z Milanem oraz hat-trick z Valencią okraszony niesamowitym golem z przewrotki na 3:2. Była ostatnia kolejka Primera División, Barça musiała wygrać spotkanie na Camp Nou z ekipą Los Che, aby mogła zakwalifikować się do eliminacji do Champions League. W 90 minucie spotkania na tablicy świetlnej widniał wynik 2:2, widmo piątego miejsca w La Liga zbliżało się nieuchronnie. Niemniej jednak cudowna bramka Rivaldo w doliczonym czasie gry dała Barcelonie tak upragnione wtedy czwarte miejsce w końcowej klasyfikacji i tym samym prawo gry w eliminacjach do LM.

"Otrzymałem świetne podanie od Franka de Boera na klatkę piersiową i pomyślałem: spróbuję czegoś innego, mecz się kończy i należy coś zrobić. Spróbowałem przewrotki. Byłem oddalony od bramki, miałem dużo szczęścia, ponieważ piłka zmyliła Cañizaresa i wpadła do siatki Valencii. Zajęliśmy czwarte miejsce i wydawało się, że zostaliśmy mistrzami, ponieważ kibice wybiegli na murawę i cieszyli się razem z nami", zaakcentował.

Odejście

Rivaldo odszedł niestety z Barcelony przez tyle drzwi - tak, jak jego poprzednik, Ronaldo. Sytuacja zaczęła robić się gęsta kiedy Rivaldo zagroził, że jeśli Barcelona nie da mu podwyżki, wcześniej już uzgodnionej, to on nie przystąpi do przygotowań przedsezonowych. Problem został rozwiązany kilka godzin później po wystąpieniu Rivaldo. Niemniej to, co prezentował wtedy Rivaldo nie było już takie magiczne jak wcześniej. Taki stan rzeczy był miedzy innymi spowodowany problemami zdrowotnymi. Co więcej, zaczęto uznawać jego grę jako zbyt egoistyczną i kilka razy został on wygwizdany przez kibiców.

Trzy lata bez tytułów w klubie oraz powrót van Gaala przelały czarę goryczy i przyczyniły się do pożegnania tuż po wygraniu przez Brazylię tytułu mistrza świata w 2002 roku.

"Spędziłem tutaj wspaniałe pięć lat i został mi jeszcze jeden rok kontraktu. Tuż po mistrzostwach świata zakontraktowali van Gaala, który miał zawsze jakiś problem ze mną, a ja nie miałem ochoty na kłótnie. Byłem jednocześnie smutny, iż nie wygraliśmy Champions League. To jest coś niezrozumiałego, że taka ekipa nie zdołała tego dokonać. Mieliśmy wielkich piłkarzy, ale sprawy nie układały się po naszej myśli. Skończyło się to tak, iż mimo że chciałem kontynuować karierę w Barcelonie, to zostałem piłkarzem AC Milan", stwierdził.

Od tamtej pory jego miłość do futbolu oraz powszechne poważanie zaniosły go do Włoch, Grecji, Uzbekistanu, Angoli i Brazylii. Jednocześnie wspaniała gra - najpierw Ronaldinho, a później Messiego - sprawiły, że zapomniano trochę o magii jaką prezentował Rivaldo na Camp Nou. Na uwagę zasługuje również fakt, iż w wieku 40-lat Rivaldo był trzeci w klasyfikacji strzelców w Angoli.

Rivaldo, pomimo upływu lat, ciepło wypowiada się na temat Barcelony. "Patrząc w przeszłość, wiem, że byłem w wielu klubach, ale Barça była tym klubem, który wywarł na mnie największy wpływ. Idąc obecnie ulicami Brazylii czy Angoli, widzę ludzi, którzy mają w telefonie komórkowym zdjęcie czy wideo mojej przewrotki w meczu z Valencią na Camp Nou", zakończył.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (79)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze