AC Milan pokonał w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów Barcelonę 2:0. Taki wynik oznacza, że na Camp Nou piłkarze Vilanovy i Roury będą musieli zagrać na 200% swoich umiejętności, by awansować do kolejnej rundy.
Obie drużyny rozpoczęły spokojnie, bez huraganowych ataków. Goście od początku byli w posiadaniu piłki, ale szczelna obrona Milanu nie pozwalała Messiemu, Inieście czy Pedro przedostać się pod bramkę Abbiatiego.
Pierwszy strzał w kierunku bramki Valdésa oddał w 5. minucie Muntari, ale uderzona przez niego z woleja piłka poszybowała nad poprzeczką. Chwilę później dał o sobie znać Messi, który minął obrońcę Milanu i mocno uderzył z linii szesnastego metra, ale został zablokowany.
W 15. minucie niemalże stuprocentową okazję do zdobycia bramki miał El Shaarawy. Włoch otrzymał podanie w tempo i sunął sam na sam z Valdésem i zapewne zdobyłby bramkę, gdyby nie wypuścił sobie zbyt daleko piłki, którą na rzut rożny zdołał wybić Puyol. Gorąco było także po rozegraniu kornera: płasko wycofana futbolówka trafiła do Boatenga, ten mocno uderzył z pierwszej i dosłownie centymetrów zabrakło, by Milan mógł cieszyć się z prowadzenia.
Jak się później okazało, była to ostatnia godna uwagi sytuacja w pierwszej połowie. Przez kolejne pół godziny to Barcelona atakowała, ale nie mogła przebić się przez szczelny mur Milanu. Wszyscy piłkarze gospodarzy, ustawieni na własnej połowie, bronili dostępu do własnej bramki, ograniczając się do sporadycznych kontrataków.
W pierwszej połowie wiało nudą i zapowiadało się, że podobnie będzie w drugiej części spotkania. Po zmianie stron Barcelona wciąż rozgrywała piłkę, a cofnięty głęboko Milan ograniczał się do kontrataków.
W 56. minucie z dystansu strzelał Montolivo. Jego uderzenie trafiło w Jordiego Albę oraz w rękę Zapaty, piłka dotarła do Boatenga, a reprezentant Ghany uderzył w długi róg, nie dając szans Valdésowi. Na nic zdały się protesty gości, żółtą kartkę zobaczył nawet Gerard Piqué. Powtórki pokazały ewidentne zagranie ręką Kolumbijczyka, którego nie widział jednak ani Thomson, ani sędzia boczny, ani ustawiony za linią końcową arbiter.
Po godzinie gry Roura zdecydował się na pierwszą zmianę: w miejsce Cesca na murawę wbiegł Alexis. Trzy minuty później groźnie głowami zderzyli się Puyol z Pazzinim, na szczęście po konsultacjach medycznych (i interwencji lekarzy związanej z rozbitą głową kapitana Barçy) obaj mogli kontynuować grę.
Kwadrans przed końcem Barcelona oddała drugi (!) strzał w kierunku bramki Abbiatiego w drugiej połowie. Swoich sił z narożnika pola karnego próbował Andrés Iniesta, ale pomylił się o kilkadziesiąt centymetrów. Pięć minut później z rzutu wolnego strzelał Xavi, lecz ten również nie trafił w światło bramki.
Gdy wydawało się, że Milan do końca będzie bronił wyniku, Barça straciła drugiego gola. Niang w prosty sposób poradził sobie z Puyolem, zagrał do El Shaarawy’ego, na którym skupiła się uwaga wszystkich obrońców gości. Kompletnie zapomnieli oni o Muntarim, do którego trafiła piłka w polu karnym. Reprezentant Ghany mocnym strzałem z woleja zmusił Valdésa do ponownej kapitulacji.
Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry z rzutu rożnego dośrodkowywał Xavi, a rozbitą głową strzelał Puyol, ale nie trafił w bramkę. Pomimo doliczonych pięciu minut, goście nie potrafili w żaden sposób zagrozić bramce rywala.
Co można napisać po tak słabym meczu? Pozostaje wiara. Owszem, sędzia popełnił ogromny błąd, nie zauważając ręki przy Zapaty przy golu Boatenga. Kto wie, jak potoczyłyby się losy spotkania, gdyby Thomson tego gola nie uznał. Takie gdybanie nie ma jednak sensu. Barcelona grała dziś zbyt statycznie, próbowała w swoim stylu wejść do bramki Abbiatiego, podczas gdy gospodarze czujnie bronili się przez całe spotkanie. Autobus w bramce? Antyfutbol? Nie, tak się po prostu gra z Barceloną. Czy nam się to podoba, czy nie, styl Milanu był dziś do bólu skuteczny.
Barça musi wznieść się na wyżyny, by zdobyć u siebie dwa lub więcej goli i awansować do kolejnej rundy. Czy jej się to uda? Przekonamy się za trzy tygodnie.
Komentarze (3454)