Do Barcelony przychodził jako najlepszy piłkarz Serie A, gracz w którym pokładano wielkie nadzieje. Młody, utalentowany, piekielnie szybki i świetnie wyszkolony technicznie. „Torpeda" - jak określił go kiedyś Xavi Hernández. Zawodnik idealnie pasujący do mistrzowskiej drużyny Pepa Guardioli. Pierwszy sezon w jego wykonaniu był naprawdę świetny. W samej lidze zdobył 12 bramek i zaliczył 6 asyst w 25 meczach. Wynik, jak na debiutanta bardzo fajny, dlatego wraz z rozpoczęciem obecnego sezonu oczekiwania wobec Chilijczyka były ogromne. Zamiast eksplozji jest... zawód. Cztery bramki we wszystkich rozgrywkach na 28 rozegranych spotkań, to mówi samo za siebie. Co się dzieje z Alexisem?
Od początku byłem wielkim zwolennikiem jego transferu na Camp Nou. Nie było zawodnika, którego przed rozpoczęciem sezonu 2011/12 pragnąłbym bardziej. Męczyła mnie ciągła saga z Fàbregasem w roli głównej, który nie potrafił się zdecydować czy bardziej zależy mu Arsenalu czy Barcelonie. Sytuacja z Alexisem była zupełnie inna. Niemniej ciekawa i intrygująca niż jego historia.
Sánchez urodził się 19 grudnia 1988 roku w Tocopilla w Chile. Mieszkał w domu, gdzie ściany zrobione były z błota, za podłogę musiała wystarczyć natomiast uklepana ziemia. Jego rodzina była tak biedna, że nie mogła sobie pozwolić na kupno butów do gry w piłkę, którą Alexis kochał od urodzenia. Uczył się grać w futbol na kamienistym boisku, musiał grać na boso, stąd wziął się jego charakter tyczny styl biegania. W swojej wiosce był podziwiany za umiejętności technicznie, ale znany był też z tego, że nie lubił rozmawiać z ludźmi. Był zamknięty w sobie i nieufny wobec obcych. Do dziś jest skromnym chłopakiem, który nie lubi udzielać się w mediach. Sława go męczy, a że jest nieśmiały, woli ‘rozmawiać' na boisku. Jego tata był wielkim fanem Barcelony, od zawsze marzył by jego syn przywdział bordowo-granatowy trykot. Ojciec piłkarza zmarł w maju 2011 roku, przed jego śmiercią, Alexis obiecał, że spełni jego i zarazem swoje marzenie i zagra kiedyś na Camp Nou. Okazja przyszła nadspodziewanie szybko.
Po fantastycznym sezonie 2010/11 Sáncheza chciała cała piłkarska Europa, w tym rzecz jasna Barcelona. Problemem były pieniądze. Zarówno Manchester City, United, jak i Chelsea oferowały za Chilijczyka więcej aniżeli Barça, ku uciesze Udinese, które na sprzedaży swojego cracka chciało zarobić, jak najwięcej. Problemem dla włodarzy włoskiego klubu był jednak... sam Alexis, który zabronił jakichkolwiek negocjacji z innymi klubami, bowiem jego celem była Barcelona. Dał również słowo włodarzom Blaugrany i obiecał, że postara się ułatwić rozmowy pomiędzy zainteresowanymi klubami. Doskonale wiedział, że przyjmując oferty Chelsea czy Manchesteru zarobiłby znaczniej więcej, jednak pieniądze nie były najważniejsze. Istnienie znacznie korzystniejszych finansowo ofert potwierdził później oficjalnie na jednej z konferencji, Josep Maria Bartomeu. Trafił do Barçy będąc najszczęśliwszą osobą na Ziemi. Wiedział, że spełnił marzenie zmarłego ojca. Był dumny wychodząc po raz pierwszy na murawę Camp Nou i całując herb Klubu dla którego będzie grał w kolejnych latach.
Jego pierwszy sezon był znakomity. Więcej bramek od Alexisa zdobył tylko genialny Messi, mając na uwadze czas stracony na leczeniu kontuzji był to wynik, który musiał zadowolić wszystkich Culés. W tym sezonie jest już jednak znacznie gorzej, zaledwie jedna zdobyta bramka na ligowych boiskach... tragedia. Nie napisałbym bym jednak tego felietonu gdyby nie... Wasza postawa. Naprawdę czasami żal czytać komentarze oceniające, a raczej oczerniające skrzydłowego Barcelony. Słaba postawa słabą postawą, krytyka krytyką, ale liczne wulgaryzmy czy szydzenie woła już o pomstę do nieba.
Moją wielką pasją poza Barceloną jest siatkówka. W każdym roku jeżdżę na mecze reprezentacji Polski, oglądam wszystkie mecze chłopaków w telewizji. Sam gram amatorsko, z całkiem niezłym skutkiem mając w dorobku kilkanaście pucharów i kilkadziesiąt medali. Kilka miesięcy temu wraz ze swoją drużyną byliśmy po raz drugi na Amatorskich Mistrzostwach Polski. Turniej zakładał rozegranie serię meczów przed dwa dni weekendowe. Jak na najmłodszą drużynę w całych rozgrywkach (sam jestem najstarszy w drużynie) wypadliśmy całkiem nieźle przegrywając jednak dwa najważniejsze mecze po tie breakach w tym jeden po wielbłądzie sędziego, który widział aut przy ataku, który zmieścił się pół metra w boisku. Jako, że sport i siatkówka to tylko nasza pasja i główny sposób na spędzanie wolnego czasu, po rozegraniu trzech meczów o godzinie 15 udaliśmy się do hotelu i zaczęliśmy imprezę, która... skończyła się o 6 rano. Po spędzeniu nocy w Fashion Time mieliśmy wstać o 7 rano i dojechać kilka kilometrów do hali by rozpocząć ostatni etap rozgrywek. Po przebudzeniu okazało się, że do gry zdolnych jest dwóch zawodników. Najbardziej trzeźwa osoba miała w wydychanym powietrzu 1.2 promila przez co oczywiście nikt o zdrowych zmysłach za kierownicę busa nie wsiadł i wszystkie niedzielne mecze przegraliśmy walkowerem. Jako jedyna drużyna w rozgrywkach. Po kolejnej pobudce okazało się, że są poważniejsze ofiary całonocnej imprezy w tym nasz przyjmujący, który... zwichnął bark, do dziś nie wiemy kiedy i jak. Żeby przypomnieć sobie, co się działo tej nocy musieliśmy spotkać się wszyscy w pokoju, bo każdy z nas pamiętał tylko jakąś część, więc trzeba było wszystko posklejać. Nasi przyjaciele (studenci) nie wstali na egzamin (dzięki nam) przez co byli obiektami drwin miejscowej ochrony. Do dziś pamiętam jednak tekst szefa ochrony, który szydził z kolegów „Jak tam egzamin Panowie?", odpowiedź mojego kolegi była jeszcze lepsza: „Olać egzamin, widziałeś siatkarzy!?". Widział i uwierzcie, że nasz widok nie był zbyt ciekawy. Zastanawiacie się z pewnością.... Cholera Ice, co Ty chrzanisz i po co nam to piszesz? Bo wiem, że wielu z Was traktuje sport podobnie jak ja i moi koledzy. Jako hobby i zabawę. A, że przy okazji takiego wyjazdu są fajne wspomnienia niekoniecznie czysto sportowe? Świetna sprawa.
Trenuję sport tylko amatorsko, ale mam znajomego, który gra w Plus Lidze, mam też znajomych, którzy biegają na co dzień po boiskach I i II ligi polskiej kopanej. O drużynach i nazwiskach pisał nie będę, bo i co. Wiem ile wyrzeczeń kosztuje sport zawodowy, wiem, że oni na taki rozrywkowy tryb życia nie mogą sobie pozwolić, jeśli chcą coś osiągnąć. Dlatego tak przykro czytać komentarze ludzi, którzy specjalizacją się w krytyce, często nawet nie uargumentowanej. Alexis Sánchez jest wzorem profesjonalizmu, co od pierwszego dnia powtarzają wszyscy pracownicy Barcelony. Ciężko pracuje na swoje miejsce w najlepszej drużynie świata. Jego obecny sezon jest bardzo słaby, stara się, ale z tych starań niewiele wychodzi. Seryjnie marnuje stuprocentowe sytuacje, na boisku wydaje się zagubiony. Świetnie pracuje chyba tylko w obronie biegając od jednego pola karnego do drugiego.
Jego słaba postawa zbiegła się z nieustanną krytyką, co ciekawe w największej mierze... polskich kibiców. Pojedziesz na Camp Nou, zobaczysz, jak Sánchez marnuje kolejną setkę i zamiast stosu drwin (jak u nas) usłyszysz głośne „Alexis, Alexis!". Chilijczyk doskonale zdaje sobie sprawę, że zawodzi i nie spełnia pokładanych w nich nadziei. Sam w jednym z niedawnych wywiadów przyznał, iż taki stan rzeczy sprawia, iż ma problemy z koncentracją i coraz częściej wchodzi na boisko podenerwowany.
Nie wiem ilu z Was obserwowało grę 23-latka w Udine. Tam Sánchez na boisku mógł robić, co chciał, nie miał ściśle określonych zadań taktycznych, dlatego błyszczał swoją szybkością i przede wszystkim techniką. Seryjnie wygrywał pojedynki indywidualne wprawiając w ekstazę miejscowych kibiców i dziennikarzy. W Barcelonie zabito jego największy atut jakim jest niewątpliwie technika. Podobnie było kiedyś z Henrym, podobnie dzieje się z Davidem Villą, którego potencjał również nie jest w pełni wykorzystywany. Niño Maravilla musi pracować na najważniejszego zawodnika w drużynie jakim jest Messi, ma swoje zadania defensywne, zamiast częściej dryblować, ma głównie podawać. Taka jest taktyka Barçy i dopóki przynosi to odpowiednie rezultaty to nie powinniśmy mieć o to pretensji. Gra na Leo musi mieć jednak swoje ofiary, jedną z nich jest właśnie osoba Sáncheza, przykre jest jednak to, że tak wielu nie potrafi tego dostrzec. Dziś jesteśmy niekwestionowanym liderem La Liga, tytuł mistrzowski jest praktycznie w kieszeni, jesteśmy również faworytem w dwumeczu z Milanem w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Możemy nabijać się z Realu, że dwójka ich napastników Benzema i Higuaín strzelają tyle, co lewe kolano Messiego, ale gdy spojrzymy na dorobek strzelecki Pedro i Sáncheza to do śmiechu już nam nie będzie. Drugim najskuteczniejszym napastnikiem po Argentyńczyku jest Villa, ale nie wiedzieć czemu Vilanova nie jest zwolennikiem jego talentu (tu też mógłby powstać kolejny felieton), co najprawdopodobniej zaowocuje jego odejściem wraz z końcem sezonu. La Pulga w obecnym sezonie trafiał do siatki 48! razy, drugi na liście Villa strzelił goli... 11. Przepaść.
Alexis Sánchez ma ogromny potencjał, który przez Barcelonę nie jest efektywnie wykorzystywany. Ok, obecny sezon jest na razie świetny, Messi strzela, jak szalony, ale... pomyśleliście, co będzie jeśli geniusz z Rosario np. złapie kontuzję? (odpukać!). Będzie dramat, bo zawodzi dwójka podstawowych skrzydłowych, a El Guaje zazwyczaj nie gra. Doceńmy i przede wszystkim uszanujmy starania Alexisa. Sezon się jeszcze nie skończył, ba dopiero wchodzi w swoją najważniejszą fazę. Przekreślenie go przedwcześnie jest po prostu niesprawiedliwe. Ale taka jest już polska mentalność. Polscy siatkarze po zdobyciu Ligi Światowej, gdzie po drodze przejechali się po ówczesnych Mistrzach Świata i Olimpijskich byli noszeni na rękach. Po przegranych Igrzyskach dla wielu byli już tylko przegranymi frajerami. Najzabawniejsze jest to, że najbardziej szydzą ci, którzy w życiu niczego nie osiągnęli. Dlatego nie potrafią docenić ogromnego wysiłku innych. Pamiętajcie, że do Barcelony nie trafia się przypadkiem. Jeśli by tak było to nie bylibyśmy w miejscu w którym jesteśmy. Drugim najlepszym strzelcem najlepszego zespołu świata też nie zostaje się przypadkowo. Bierzcie przykład z Camp Nou, tam kochani są wszyscy i nie ma znaczenia to czy idzie czy nie. Dlatego Barça jest tak wyjątkowa, dlatego jest Més que un club. Sánchez wiele przeszedł i ciężko pracował by znaleźć się w miejscu, które dla nas zawsze będzie sferą marzeń nie do spełnienia. Przemyślcie swoje podejście, mogę się założyć, że każdy z Was byłby w siódmym niebie, gdyby pewnego dnia spotkał na La Rambli Alexisa i mógł uścisnąć jego dłoń. On jeszcze nie przegrał swojego meczu. Uszanujcie go. Zasłużył na to.
Komentarze (592)