Vicente Martínez Alama nie jest najmłodszym rookie w historii FC Barcelony, lecz zdecydowanie najbardziej wyjątkowym. Bo jak określić człowieka, który w wieku 16 lat i 280 dni w swoim oficjalnym debiucie wystąpił na Chamartín przeciwko Realowi Madryt? Wybitnie ciężko o bardziej wymagającą próbę. Katalończyk ze względu na liczne kontuzje nie wykorzystał drzemiącego w nim potencjału, jednak swoim życiem, karierą i anegdotami z nimi związanymi zasłużył na stałe miejsce w pamięci culés.
Jeden z najmłodszych debiutantów w historii Klubu urodził się 12 stycznia 1925 roku w samej Barcelonie. Jego rodzicami byli Miquel Martínez i María Alama. Od najmłodszych lat był skazany na członkowstwo w świecie sportu, podobnie jak jego bracia Miguel i Manolo, którzy zostali bokserami. Vicente również przygodę ze sportem rozpoczynał na ringu, jednak ostatecznie jego miłość do piłki nożnej przezwyciężyła pociąg do szermierki na pięści. W takich okolicznościach jego pierwszym klubem stała się Penya Acció Catòlica z dzielnicy Collblanc, gdzie natychmiast odkryto w nim cechy charakterystyczne dla lewego obrońcy. Był lewonożny, gwałtownie szybki, zawsze wyprzedzał o krok swoich rywali, podkreślano również jego szlachetność na boisku. Szybko przeniósł się do Racingu de Sants, z którym został mistrzem w rozgrywkach regionalnych. Właśnie w tym czasie został dostrzeżony przed obserwatorów FC Barcelony. Trafił do drużyny złotego rocznika, gdzie spotkał, taki piłkarzy jak Fernando de Argila, Josép Seguer, Francesc Calvet czy Marià Gonzalvo, z których każdy z nich w przyszłości zrobił karierę w pierwszej drużynie.
Historia barcelońska, nieoczekiwany debiut
Pewnego razu podczas obiadu w rodzinnym domu został wezwany do gry z zawodowcami. To był weekend, 19 października 1941 roku – Barcelona akurat miała grać nie mniej, nie więcej, na boisku Realu Madryt… Więc Vicente Martínez Alama mając 16 lat i 280 dni zadebiutował na Chamartín (obiekt używany przez Real Madryt do 1947 roku, do czasu kiedy zespół przeniósł się na Santiago Bernabéu – przyp. red.) w wielkim klasyku. Co więcej na murawę madryckiego stadionu wybiegł w pierwszym składzie(!), który wyglądał następująco: De Argila; Martínez Alama, Benito, Calvet; Raich, Balmanya; Sospedra, Gràcia, Martín, Navarro i Orriols. Nasz bohater zagrał poprawnie, jednak Katalończycy przegrali 3:4. W tym sezonie młody Vicente zagrał jeszcze w siedmiu meczach ligowych, pod wodzą dwóch trenerów – najpierw Ramón Guzmána, a następnie Juana José Noguésa.
W młodości mimo poprawnej gry dla pierwszej drużyny FC Barcelony, sztab szkoleniowcy zdecydował się go wypożyczyć Sabadell – ekipy, która wywalczyła właśnie awans z Segunda do Primera División. Dla katalońskiego bratanka rozegrał rozgrywki 1943/44 i po roku wrócił do macierzystej Barcelony. Martínez Alama z jeszcze większym doświadczeniem i umiejętnościami miał wiele ofert transferowych, między innymi z Valencii. Jednak wtedy mityczny Josép Samitier, ówczesny trener Barçy, po prostu rzekł: „Nano, tú ets del Barça!” (pol. Nano, zostajesz w Barcelonie!). I został. Jednak niewiele później poważny uraz łąkotki zatrzymał jego błyskawiczny rozwój i niemal przekreślił karierę na Camp Nou. Jednak Vicente miło wspomina swoją przygodę w ukochanym klubie. Z tych czasów posiada wiele wspaniałych wspomnień i niezwykłych anegdot, które na zawsze pozostały w jego pamięci. „Mogę powiedzieć bez ogródek, że nierzadko bywaliśmy głodni, ale Klub często zapraszał nas na obiady incognito w restauracji Mercat del Niñot, abyśmy nie zatracili kondycji fizycznej” – dzieli się jedną z anegdot Vicente Martínez Alama.
Wielkie lata w Tarragonie
Juan José Nogués, który odszedł z Barcelony, został zakontraktowany w Nàstic. Lewy obrońca, który nie miał wiele opcji na grę w stolicy Katalonii nie zastanawiał się dwa razy i od razu przystał na ofertę gry pod skrzydłami swojego byłego szkoleniowca w mniejszym klubie z rodzinnego regionu. W zespole z Tarragony przeżył niezapomniane lata. Jako czołowy piłkarz Nàstic wywalczył awans z Tercera do Segunda, a następnie z Segunda do Primera División – ponownie wrócił na szczyt, do najwyższej klasy rozgrywkowej, gdzie występował w latach 1947-1949. Jednak poważna kontuzja za czasów gry w Barcelonie oraz liczne drobniejsze urazy nie pozwoliły mu w pełni rozwinąć potencjału, który wniósł na Chamartín jako nastolatek. Stracił swoje miejsce w Tarragonie, jednak z dwudziestoma czterema latami na karku był wciąż żądny gry, dlatego przystał na ofertę Linense (Segunda División), z którym podpisał dwuletni kontrakt. Jednak wypełnił kontrakt tylko w połowie. Jego żona, która wciąż mieszkała w Barcelonie bardzo źle zniosła utratę syna, dlatego Martínez Alama musiał wrócić do stolicy i oddać się rodzinie.
Kontuzjowana w młodości łąkotka nie dawała mu spokoju. Przeciągający się od kilku miesięcy problem z kolanem, skończył się kolejnym rocznym rozbratem z futbolem. Żył w Barcelonie z rodziną, ale był zdeterminowany powrócić do piłki nożnej. Zdołał wykrzesać z siebie powrót do formy pozwalającej mu reprezentować kluby na poziomie Segunda División – najpierw przez rok Sant Andreu, a następnie również przez sezon Nàstic Tarragona.
Życie po sporcie i szczęśliwy dom
Kiedy zdrowie zmusiło go do zawieszenie butów na kołku nie rozsiadł się w fotelu. „Nie mogę tak żyć” – mówił Vicente. Ex-Barcelonista był przez kilka lat kierowcą i pracował dla różnych linii lotniczych, w tym Iberia i angielskie BOA. Obecnie mając 86 lat ma dwóch synów - Vicença oraz Lluísa. Nie poszli w ślady ojca i nie podążyli ścieżką utartą przez sport, być może mądrzejsi doświadczeniem ojca zdali sobie sprawę, jak krucha jest kariera sportowca. Pierwszy z nich został chirurgiem, pionierem w dziedzinie operacji wątroby u dzieci. Drugi natomiast jest hurtownikiem w sektorze turystyki. Martínez Alama w miarę możliwości stara się uczestniczyć w imprezach organizowanych przez Agrupació Barça Jugadors (pol. Stowarzyszenie Piłkarzy Barçy). Dla culés zawsze pozostanie - obok legendarnego Paulinho Alcântary* - jednym z najmłodszych i najbardziej spektakularnych debiutantów w historii FC Barcelony.
* Mityczny i legendarny Paulino Alcántara nie tylko pozostaje najlepszym strzelcem w historii FC Barcelony (369 bramek w 357 meczach), jest również najmłodszym debiutantem (15 lat, 4 miesiące i 18 dni) wszech czasów katalońskiego klubu. Jego debiut miał miejsce 25 lutego 1912 roku – FC Barcelona pokonała wówczas Català (9:0) w Mistrzostwach Ligi Katalońskiej, zaś młodziutki Paulino Alcántara ustrzelił hat-tricka.
Komentarze (1)