Juan Carlos Navarro jest wielki, legendarny, niepowtarzalny… Od takich słów należy zacząć każdą dysputę na temat dzisiejszych Gran Derbi w Palau Blaugrana. Dzięki jego rekordowym 33 punktom, FC Barcelona Regal wygrała w 15. kolejce sezonu regularnego Ligi Endesa z liderem Realem Madryt w stosunku 96:89.
Ostatni mecz w roku kalendarzowym. Gran Derbi, Ante Tomić, Navarro-Rudy, Liga Endesa, Puchar Króla i wszystkie inne podteksty związane z wielkim klasykiem. To musiał być wyjątkowy dzień. Od początku decydowały detale, decyzje, te dobre i złe wybory. Víctor Sada w pierwszej piątce Barçy Regal, w tej samej roli Mirza Begić po stronie Realu Madryt, który został zmieniony już po 37 sekundach przez Rafę Hettsheimeira. Utajone wyjściowe składy do ostatnich minut. Decyzje. Wszystkie one nie miały znaczenia w obliczu Juana Carlosa Navarro (33 punkty, 6 zbiórek, 3 asysty, 44 valoración), który trafił 7/8 rzutów za dwa punkty i trafił 5/5 trójek, bijąc rekordy pod względem zdobyczy punktowej i wskaźnika intensywności gry. La Bomba był dziś magiczny, nieziemski, jak Midas - czego nie dotknął zamieniał w złoto.
Obok Juana Carlosa Navarro, który sam zawładnął całym Palau Blaugrana, dobre zawody rozegrali także Pete Mickeal (15 punktów), CJ Wallace (8 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty), Ante Tomić (8 punktów, 7 zbiórek) oraz Víctor Sada (7 punktów, 3 zbiórki), którego prawdziwa jakość pozostaje nieuwzględniona w statystykach - cudowna gra obronna. Po stronie gości z Madrytu błyszczał Rudy Fernández (18 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty), który do pewnego momentu toczył wyrównaną walkę z Navarro, jednak ustąpił pod naporem geniuszu Katalończyka - podobnie, jak cały jego zespół. Sygnał do remontady - zwłaszcza w drugiej części meczu - miał w zwyczaju dawać inny gracz z przeszłością w NBA - Sergio Rodríguez (17 punktów, 5 asyst), jednak jego zapał również umiejętnie studził monumentalny Navarro.
Wyrównana pierwsza połowa
Jak zawsze przy okazji Gran Derbi widownia Palau Blaugrana wypełniła się po brzegi. Publiczność jeszcze przed rozpoczęciem gry stworzyła niezapomnianą atmosferę prezentując piękną mozaikę i symbole niepodległościowe w rytm Cant del Barça. Samo spotkanie rozpoczęło się od dobrej gry Pete'a Mickeala, który zdobył pierwsze sześć punktów dla gospodarzy. W grze wewnętrznej odpowiedzialność brał również Erazem Lorbek, jednak na to wszystko odpowiadał Rudy wespół z Miroticiem. Następnie po raz pierwszy do głosu doszedł Juan Carlos Navarro, który w krótkim odstępie czasu rzucił dwie firmowe La Bomby, a następnie zagrał akcję 2+1 (15:9, min.7). Real Madryt nie czuł się komfortowo, dlatego Pablo Laso wprowadził na parkiet duet Llull-Draper. W między czasie trafiał Rudy i wymusił drugie przewinienie Mickeala, który był zmuszony usiąść na ławce. Ostatecznie po dobrej, zaplanowanej, akcji podanie Sarasa wykorzystał równo z syreną Sada i Barça Regal wygrała kwartę 23:20.
W drugiej kwarcie Real Madryt oswoił się z atmosferą w Palau Blaugrana i zaczął dochodzić do głosu w większym stopniu, aniżeli poprzez akcje Fernándeza. W efekcie Królewscy po raz pierwszy w meczu wyszli na prowadzenie po trójce Drapera (25:28, min.13). Chwilę później - tuż po zastąpieniu Rabasedy - trzecie przewinienie zaliczył Pete Mickeal i był zmuszony od razu wrócić pośród rezerwowych. To mocno skomplikowało plany Pascuala. Jednak od czego ma się w drużynie Navarro - kapitan Barçy Regal po stratosferycznej trójce doprowadził do remisu (30:30, min.15). Prowadzenie Katalończycy odzyskali dopiero pod koniec drugiej kwarty, kiedy punkty zdobył Erazem Lorbek (42:40). Ostatnie sekundy przed przerwą były szalone. Najpierw za trzy punkty trafił Sada, ale entuzjazm Palau Blaugrana ostudził Rodríguez, który równo z syreną również odpowiedział trójką (45:44, min.20).
Wielka trzecia kwarta
FC Barcelona Regal raziła dziś rzutami dystansowymi - trafiła 12/21 prób trzypunktowych. Nie może więc dziwić, że mecz po przerwie Katalończycy wznowili celną trójką, tym razem autorstwa Pete'a Mickeala. Zaraz za nim kolejne trafienie trzypunktowe dołożył Juan Carlos Navarro (53:47, min.22). Niestety od tej pory lepiej zaczęli grać Królewscy. Najpierw za trzy trafił Suárez, następnie Mirotić, jednak zła skuteczność na linii rzutów wolnych (4/9, min. 25) nie pozwoliła odrobić w pełni strat. Jednak po chwili kolejną trójkę dorzucił Sergio Rodríguez i mieliśmy remis (57:57). Czy Navarro ponownie uratował zespół? Jasne. La Bomba po raz kolejny trafił zza linii 6,75 metra, a następnie dwa rzuty wolne pewnie wykorzystał Nathan Jawai (66:60, min.27). Wtedy koszykarze z Madrytu zdobyli cztery punkty z rzędu, ale gracze Xaviego Pascuala odpowiedzieli serialem 7-0, z ostateczną, kolejną, wielką trójką Juana Carlosa Navarro, który cząstką swojego geniuszu, buzzer beaterem, zamknął trzecią kwartę. Katalończycy wygrali tę część meczu 28:20 i przed ostatnią częścią spotkania prowadzili dziewięcioma punktami (73:64, min.30).
Chaotyczna końcówka meczu
Katalończycy byli on fire po wspaniałej końcówce trzeciej kwarty i kontynuowali serial punktowy na początku ostatniej części meczu. Tuż na początku za trzy trafił Saras i Barça Regal wyszła na dwucyfrowe prowadzenie (76:64, min.31). Zaangażowanie, talent i wsparcie Palau pchało koszykarzy Barçy do dalszych popisów. Víctor Sada dobrze bronił Sergio Llulla, zadyszkę złapał świetny Rudy Fernández, za to jak natchniony trafiał CJ Wallace (81:66). Od tego momentu zaczęły się jednak kłopoty mistrzów Hiszpanii, ponieważ przejął inicjatywę Sergio Rodríguez. Chacho zdobył dziesięć punktów z rzędu i przekonał swoich kolegów, że mozliwym jest zmniejszenie liczby decybeli pod dachem Palau Blaugrana (86:78, min.36). Xavi Pascual był zmuszony wziąć przerwę i zatrzymać krwawienie swojego zespołu, a pośród kibiców znalazł się niepokój o - jeszcze przed chwilą bezpieczny - wynik. Nic z tego, za trzy trafił tym razem Jaycee Carroll i goście zmniejszyli straty do pięciu oczek (86:81).
Ale Juan Carlos Navarro zamknął pętlą całe wielkie spotkanie. Trafił za trzy punkty, odbierając Królewskim chęć do walki (89:81). Cokolwiek zrobili stołeczni, odpowiadał na to Navarro. Ostatecznie Katalończycy wygrali 96:89, zbliżyli się do uczestnictwa w Pucharze Króla, zwyciężyli w Gran Derbi i pozbawili Real Madryt szans na rekord wygranych z rzędu w lidze. Swoją vendettę miał też Ante Tomić. Zawsze byłem zdania, że na geniusz składa się więcej, niż suma jego części, dlatego mimo charakterystyki piłkarza absolutnie totalnego geniuszem nie jest Cristiano Ronaldo (ups, wątek piłkarski). Jest nim za to Leo Messi, jak również Juan Carlos Navarro, który swoimi umiejętnościami i charyzmą już niejednokrotnie wyciągał zespół z wielkiego dołu. W najważniejszych momentach całej swojej kariery, nawet mimo obecnego wyeksploatowania, zawsze potrafił zagrać wielki mecz i wyciągnąć zespół za uszy z czuluści przeciętności. Czy ktoś pamięta serię czterech porażek z rzędu? Nie, sto punktów z Fenerbahçe i wygrane Gran Derbi z niepokonanym Realem Madryt - tak kończy rok 2012 mistrz Hiszpanii, FC Barcelona Regal.
FC Barcelona Regal (23+22+28+23): Sada (7), Navarro (33), Mickeal (15), Lorbek (9), Tomić (8) – wyjściowa piątka - Jasikevicius (7), Rabaseda (0), Wallace (8), Huertas (2), Jawai (7),
Real Madryt (20+24+20+25): Llull (6), Fernández (18), Suárez (2), Mirotić (12), Begić (0) – wyjściowa piątka - Carroll (11), Rodríguez (17), Reyes (10), Hettsheimer (2), Slaughter (8), Draper (3).
Więcej na temat sekcji koszykówki znajdziesz w poddziale FC Barcelony Regal!
Komentarze (93)