Ostatnio co tydzień wydaje się, że zbliżający się właśnie mecz będzie dla FC Barcelony najtrudniejszym w tym sezonie. W zeszłą niedzielę Katalończycy pokonali na wyjeździe Betis, teraz czeka ich pojedynek z wiceliderem Primera División, który ma w składzie rewelacyjnego Falcao.
Atlético gra świetnie. W tym sezonie doznało tylko dwóch porażek i właśnie o te porażki jest gorsze od Barçy, tracąc do niej sześć punktów i mając pięć oczek przewagi nad Realem Madryt. Dwa tygodnie temu piłkarze Simeone gładko ulegli na Bernabéu 0:2, nie powinno być to dla nas jednak żadnym wyznacznikiem, bowiem nawet najstarsi górale nie pamiętają kiedy ostatnio Colchoneros wygrali z lokalnym rywalem. W meczach z Barceloną radzili sobie za to bardzo dobrze, a co więcej, w tych spotkaniach padało zazwyczaj wiele bramek.
Tito Vilanova musi złożyć skład bez Cesca Fàbregasa, ale trudno powiedzieć, aby jego drużyna była osłabiona. Oprócz byłego pomocnika Arsenalu, do gry są gotowi wszyscy czołowi piłkarze, dlatego wieczorem na Camp Nou możemy spodziewać się mocnej jedenastki. Trener Barçy ma teraz ten komfort, że na ławce rezerwowych może zostawić graczy, którzy po wejściu na boisko, jednym zagraniem mogą zrobić różnicę. Dodając do tego intuicję Vilanovy, który potrafi reagować na boiskowe wydarzenia, nie musimy obawiać się o dobór niewłaściwych piłkarzy.
Dzisiejszy mecz prasa określa mianem pojedynku Messiego z Falcao, ale ograniczenie się do rywalizacji tych dwóch piłkarzy byłoby sporym nadużyciem. Diego Simeone podkreśla zresztą rolę Tito Vilanovy w barcelońskim projekcie, sugerując, że rola następcy Pepa Guardioli jest mocno niedoceniana. Atlético trzyma się mocno na drugim miejscu w tabeli, marząc z pewnością o mistrzowskim tytule la Liga, który ostatni raz trafił na Calderón w 1996 roku. Wicemistrzostwo też byłoby z pewnością dla Colchoneros wielkim sukcesem (ostatnio w 1991 roku), bo oznaczałoby wyprzedzenie przynajmniej jednego z wielkich Primera División - Realu Madryt lub Barcelony.
Ostatnie mecze na Camp Nou między obiema drużynami to wysokie zwycięstwa gospodarzy, ale też ostatnio Atlético nie przyjeżdżało na stadion Barçy będąc w tak dobrej sytuacji. Ostatni raz Katalończycy przegrali u siebie z Colchoneros w lutym 2006 roku, ale na koniec sezonu i tak sięgnęli po mistrzowski tytuł. Od tego czasu, Atlético na Camp Nou dostawało przeważnie tęgie lanie i wyjeżdżało z bagażem kilku goli, jak jednak wiemy, statystyki nie grają.
Barça "walczy" o punktowy rekord na półmetku Ligi, ale przede wszystkim o zachowanie przewagi nad Realem Madryt, który dziś gra z Espanyolem. Podopieczni Vilanovy muszą uważać nie tylko na Falcao, ale też na Diego Costę, Ardę Turana, Koke... Atlético ma kim straszyć, ale faworyt może być tylko jeden - kurs na zwycięstwo Blaugrany wynosi tylko 1,25, za to za każdą złotówkę postawioną na wygraną gości dostaniemy aż 10 zł. Czy aż taka przepaść dzieli lidera i wicelidera Primera División?
Ostatnie mecze między drużynami:
26.02.2012 Atlético Madryt - FC Barcelona 1:2
24.09.2011 FC Barcelona - Atlético Madryt 5:0
05.02.2011 FC Barcelona - Atlético Madryt 3:0
19.09.2010 Atlético Madryt - FC Barcelona 1:2
14.02.2010 Atlético Madryt - FC Barcelona 2:1
19.09.2009 FC Barcelona - Atlético Madryt 5:2
01.03.2009 Atlético Madryt - FC Barcelona 4:3
14.01.2009 FC Barcelona - Atlético Madryt 2:1 (Copa del Rey)
06.01.2009 Atlético Madryt - FC Barcelona 1:3 (Copa del Rey)
04.10.2008 FC Barcelona - Atlético Madryt 6:1
01.03.2008 Atlético Madryt - FC Barcelona 4:2
Komentarze (697)