Od przyszłego sezonu Sergi Roberto będzie członkiem pierwszej drużyny. Po czterech latach spędzonych w drużynie rezerw, nadszedł czas by opuścić Barçę B i wybrać jedno z dwóch: albo dalej reprezentować barwy blaugrana, albo przyjąć którąś z pojawiających się ofert i odejść do innego klubu.
Kiedy w sierpniu 2011 roku podpisywał przedłużenie kontraktu do 2015, znalazła się w nim klauzula potwierdzająca jego obecność w pierwszej drużynie od przyszłego sezonu. Taka forma zapisu zawartego w kontrakcie, weszła w modę pośród canteranos, którzy mogą wiązać swoją przyszłość z Camp Nou.
Właśnie dzięki niej na przykład Montoya mógł rozpocząć aktualny sezon bez przystępowania do negocjacji. Tak samo było w przypadku Fontàsa, Jonathana dos Santosa, Bartry i Muniesy. Spośród nich wszystkich, jedynie Montoya i Bartra, przyjęli się w pierwszym składzie, podczas gdy pozostałym, z różnych przyczyn (Muniesa doznał poważnej kontuzji w trakcie presezonu) sztuka ta się nie udała. Awans do pierwszej drużyny wydaje się być finalnym celem dla zawodników Barçy B. Nie wnikając głębiej w kwestię tego jak zarząd i sztab szkoleniowy odnoszą się do konieczności awansu gracza do pierwszej drużyny, wynikającego z warunków kontraktu, to taki typ klauzuli nie działa na korzyść żadnej ze stron - ani tego, kto prosi o taki zapis, ani tego, kto go akceptuje.
Przejście do pierwszej drużyny powinno być konsekwencją zasług zawodnika w drużynie rezerw, na ostatnim etapie całego tego procesu, ale również wykorzystania każdej okazji, gdy tylko pojawia się szansa zaprezentowania się w pierwszej ekipie. Jedyne, co może nieść za sobą taka klauzula, to fakt, że młody gracz, w roku poprzedzającym jego awans, jest mniej zmotywowany, za to bardziej niecierpliwy. To niemożliwe, by zawodnikowi udało się właściwie skoncentrować na swoich codziennych obowiązkach, mimo świadomości, że jego przyszłość została już zabezpieczona.
Gracze tacy jak Xavi, Valdés czy Busquets wywalczyli sobie prawo do swojej aktualnej pozycji w drużynie, na murawie, a nie na papierze. To oczywiste, że klub nie podpisuje takiej umowy z każdym zawodnikiem rezerw, który przychodzi by odnowić kontrakt, jednak pytanie brzmi: czy takie działanie jest uzasadnione w jakimkolwiek przypadku? To nielogiczne podpisywać z graczem kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2015 roku, uprawniający go do gry w pierwszej ekipie, a dwa dni później szukać sposobu na pozbycie się go. Tak właśnie było z Jonathanem dos Santosem. Nie ma w tym najmniejszego sensu, choćby nie wiem jak się go doszukiwać. Jeśli Tito Vilanova, a wcześniej Pep, Rijkaard czy Van Gaal, decydowali się postawić na któregoś z wychowanków, to musiało to być efektem jego własnej pracy, nigdy pracy jego agenta.
Zabezpieczanie przyszłości zawodnika poprzez taką formę zapisu wiąże ręce klubowi i nie przynosi żadnych korzyści dla gracza z cantery, dla którego Camp Nou staje się się ostatecznym celem, a nie tym, czym powinno być: początkiem wielkiej przygody. Co więcej, proces piłkarskiego dojrzewania w przypadku każdego zawodnika przebiega inaczej. Dlatego nie powinno się zmuszać nikogo do wykonania tak wielkiego skoku tylko dlatego, że istnieje kawałek papieru, który to gwarantuje. Sergi Roberto, Deulofeu, Bartra czy Montoya posiadają taką jakość i takie umiejętności, że są w stanie wkroczyć do pierwszej drużyny dzięki własnemu wysiłkowi, tak jak zrobili to wcześniej Iniesta czy Pedro.
Komentarze (26)