El Pivote: magia Iniesty

n00stress

30 listopada 2012, 11:23

Total Barca

15 komentarzy

El Pivote to cotygodniowy felieton Anoopa Jethwa, ukazujący się na łamach Total Barça. Autor dogłębnie analizuje grę FC Barcelony dzieląc się swoimi przemyśleniami. Zachęcamy do wyrażania waszych opinii. W tym tygodniu tematem jest La Masía i jeden z jej największych talentów.

Zwycięstwo, piękne zwycięstwo

Kiedy, podczas meczu z Levante Dani Alves doznał kontuzji musząc przedwcześnie opuścić boisko, jego miejsce zajął Martín Montoya - w ten sposób całą jedenastkę Barcelony stworzyli wychowankowie La Masíi. Tak spełniło się marzenie nie tylko Luisa van Gaala, ale każdego culé. Najważniejsze, aby do pierwszego składu byli włączani piłkarze, którzy na to zasługują, którzy potrafią rywalizować o ten skład, wnosząc go na wyższy poziom. Jeżeli tej jakości nie będzie, wychowankowie nie będą trafiali do składu tylko ze względu na marzenia, co drobiazgowo wyjaśnia Graham Hunter.

"Chodzi o wygrywanie, o to, jak oni grają, o szybkość podejmowania decyzji; porozumienie między Iniestą i Messim, bądź Fàbregasem, o fakt, że Montoya może wejść na boisko za Daniego Alvesa i natychmiast dostosować się do swojej roli na boisku, pomimo swojego niewielkiego doświadczenia. Chodzi o wszystko to, co może usprawnić grę tej drużyny. Co więcej, mimo, że na boisku gra tylko jedenastu, kolejnych czterech, pięciu zawodników puka do drzwi pierwszego składu,. Niektórzy z nich to Katalończycy, ale wszyscy wyszkoleni przez system Barcelony. To jest duma dla klubu i miasta, czujesz to patrząc jak na boisku biega ośmiu Katalończyków, a cała jedenastka grała w La Masíi. Ale Pep Guardiola zawsze mówił, chodzi o wygrywanie, o wygrywanie w pięknym stylu; to jest właśnie to, co Barcelona osiągnęła w tym momencie."

Niesamowita umiejętność Tito Vilanovy w doborze odpowiedniego składu, to jeden z najistotniejszych faktów obecnego sezonu. Potwierdził to również środowy mecz z Deportivo Alavés w Copa Del Rey. Szansę debiutu dostał następny wychowanek klubu z Camp Nou - Carles Planas. Swoje kolejne okazje, do zaprezentowania swoich umiejętności, dostali również Jonathan Dos Santos oraz, bez wątpienia największa nadzieja akademii Barcelony, Gerard Deulofeu, który wystąpił już w tym sezonie w Lidze Mistrzów przeciwko Spartakowi. Jego powołanie daje nam do rozważenia dwie kwestie. Po pierwsze, jego kolejne powołanie będzie impulsem dla kolejnych, jeszcze młodszych wychowanków FC Barcelony. Mogąc sobie wyobrazić dwa, trzy lata starszego kolegę grającego w pierwszej jedenastce, może zmienić wiele, jeżeli chodzi o rozwój talentu spowodowany wewnętrzną ambicją. To może być niezwykle inspirujące dla wszystkich culés. Druga rzecz to fakt, że Messi nie stawia osobistej chwały ponad zespół. Gdyby chciał już wczoraj pobić rekord Gerarda Müllera, zapewne poprosiłby o grę przeciwko Alavés i prawdopodobnie strzeliłby te kilka bramek. Wszyscy wiemy,, jak skromną osobą jest Argentyńczyk, pokazuje to za każdym razem gdy udziela wywiadu.

"Patrzę na sezon, jako całość. Kiedy się zaczyna, tak samo, jak każdy inny piłkarz z szatni, mam cel, aby dalej wygrywać mecze i wszystkie trofea, o które rywalizujemy. Można powiedzieć, że jestem bardzo ambitny, zawsze chcę wygrywać. Każdego roku, staram się grać najlepiej, jak potrafię. Bez moich kolegów z drużyny nie osiągnąłbym rzeczy, które na tę chwilę zdobyłem, szczególnie jeżeli chodzi o nagrody na poziomie indywidualnym. Wygrywać Złotego Buta, oznacza polegać na innych piłkarzach z szatni, zdobywać bramki, a ponieważ to ja zdobywam te bramki, to ja jestem jednych z kandydatów do wygrania Złotej Piłki. Jedna rzecz prowadzi do drugiej, to właśnie dlatego moim przyjaciołom z zespołu zawdzięczam najwięcej."

Kolejnym spotkaniem, w którym Messi będzie mógł odpocząć jest niewątpliwie pojedynek z Benficą, w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Nie można zapomnieć, że w podobnym meczu w poprzednim sezonie, ówczesny trener Barcelony Pep Guardiola, skorzystał z takich piłkarzy, jak Thiago, Fontàs, Dos Santos, Sergi Roberto, Bartra, Rafinha, Montoya czy Cuenca. Z ławki rezerwowych weszli dodatkowo Deulofeu, Muniesa i Riverola. Mimo że Benfica z pewnością będzie trudniejszym rywalem niż BATE Borysów, oczekuję, że również teraz doczekamy się wielu zmian w składzie. Dla kibiców La Masíi będzie to powód do wielkiej dumy, czego nie powiedzą fani Celticu Glasgow. Tutaj właśnie dochodzimy do zwycięstw i pięknych zwycięstw. Dwóch odmiennych filozofii. W obu spotkaniach przeciwko Celticowi, Szkoci nie zagrali tak, jakby desperacko potrzebowali trzech punktów. Mimo wszystko, ich wyjątkowo defensywna taktyka dała im trzy punkty w jednym meczu i prawie remis w drugim. Chociaż powody zastosowania takiej, a nie innej taktyki są zrozumiałe, nie jest to coś, co stanowi powód do dumy, patrząc od strony filozofii Barcelony. Tutaj chodzi o piękną grę, atakowanie, utrzymywanie się przy piłce, wszystko to, czego uczą od najmłodszych lat w La Masíi, dlatego mecz z Benficą będzie świetną okazją, żeby ci wychowankowie poznali Ligę Mistrzów. Jeżeli Celtic tak desperacko potrzebuje zwycięstwa Barcelony, powinni wcześniej polegać na sobie. Oni mogą stawiać autobus, kiedy chcą. My możemy wystawiać wychowanków, kiedy chcemy.

Geniusz na ławce, geniusz na boisku

Tito Vilanova przez cały sezon musiał się zmagać z bardzo niepewną linią obrony. Teraz, kiedy podstawowi zawodnicy wrócili po kontuzjach, poprawa jest zauważalna. Tylko ja, czy również wy zauważyliście, że powrót Puyola i Piqué dodał wszystkim pewności siebie? Oglądając mecz byłem przekonany, że Víctor Valdés obroni karnego, zachowując tym samym czyste konto, czułem, że zachowamy czyste konto i tak się stało.

„Powrót podstawowej pary stoperów i zachowanie czystego konta to coś, co ma wspólny mianownik. Jeżeli Messi bije wszystkie strzeleckie rekordy, obrońcy po prostu po cichu muszą zachować czyste konto. Jeżeli popatrzymy na pasję, agresję, wpływ Puyola na innych, to zobaczymy, że małym zwycięstwem dla czwórki obrońców będzie zachowanie czystego konta. To również coś osobistego dla Valdésa. Z tygodnia na tydzień, po nie najlepszym początku, forma, koncentracja i pewność siebie wracają do normy. To niezwykle ważne, żeby podstawowy bramkarz był w odpowiednim nastroju i wydaje się, że wszystko wraca do normy" - wyjaśnia Graham Hunter.

Przeciwko Levante zobaczyliśmy przede wszystkim magię i nieprzeciętne umiejętności Andrésa Iniesty. Wiemy, jakie prostopadłe piłki posyła Cesc, a Xavi jest gwarantem posiadania. Andrés Iniesta ma coś z jednego i drugiego, spokojnie możemy opisać go jednym słowem - ślusarz. Nawet na najmniejszej przestrzeni, otoczony kilkoma graczami drużyny przeciwnej, potrafi wykreować kolegom znakomite sytuacje. Jego magia to najlepsza rzecz, jaką sport może obecnie zaoferować. W korytarzu prowadzącym do szatni Levante widnieje napis: „To jest Levante. Przyjechałeś tutaj zagrać, być może nawet wygrać, ale będziesz cierpieć". Iniesta dzięki swojej nieprzeciętnej technice uciekał rywalom niczym struś kojotowi. To rywale cierpieli.

W pierwszej połowie drużyna gospodarzy grała niezwykle uważnie, nie pozostawiając miejsca pomiędzy liniami. W drugiej części gry Barcelona wyraźnie przyspieszyła, a Iniesta był sercem. Jego trzy asysty i bramka, dodając do tego dobre zawody Fàbregasa i Xaviego, zrobiły różnicę. Szkoleniowiec Levante przyrzekł Mourinho, że jego drużyna pokona FC Barcelonę. To jednak Portugalczyk musiał odpowiadać na pytania dotyczące porażki i jego przyszłości w stolicy Hiszpanii. Trzeba pamiętać, że w poprzednim sezonie po porażce z właśnie z Levante i remisie z Racingiem, Real Madryt wygrał 22 spotkania ligowe z rzędu, pomijając El Clásico na Bernabéu.

Tito Vilanova zdaje sobie sprawę, że jedenaście punktów to dużo, ale dopiero marcowe zwycięstwo z Realem będzie prawdziwym dramatem dla drużyny Mourinho: „Zamierzałem wystartować najlepiej jak można, żeby lepiej poznać piłkarzy, nawet jeżeli oni znali mnie już bardzo dobrze. Dla nowego trenera dobry początek jest najważniejszy. Nie myśleliśmy, że na takim momencie w sezonie będziemy mieć aż jedenaście punktów przewagi nad Realem Madryt. Atlético również zanotowało fantastyczny start sezonu i wyglądają bardzo solidnie. To nie przypadek, że w poprzednim sezonie zakończyli tak znakomicie sezon pod wodzą Simeone. Do końca ligi jeszcze długa droga; 75 punktów do bardzo dużo. Mamy przewagę, ale żeby myśleć o wygraniu ligi trzeba zwyciężyć na Santiago Bernabéu. Madryt jest znany z tego, że zawsze gra do końca. Jest jeszcze dużo czasu, wiele się może wydarzyć." - zakończył obecny szkoleniowiec Barcelony. W sobotę mecz Real Madryt - Atlético. Kto wygra?

Do następnego razu... El Pivote.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (15)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze