Maskotka Mallorki, "Dimonió", nie była jedynym demonem na Estadio Iberostar, gdzie jeszcze kilka lat temu klubowy imp nie przestawał swoimi widłami drażnić Bojana, Daniego Alvesa, Yaya Touré, a nawet Pepa Guardiolę. Jednak to Barça miała w swoich szeregach diabła znacznie bardziej groźnego, Cristiana Tello.
Skrzydłowy rozpoczął spotkanie uzupełniając ofensywne tridente tworzone także przez Villę i Messiego po tym, jak nie zagrał ani minuty na Celtic Park oraz przeciwko Celcie na Camp Nou. Występ okrasił golem i świetną dyspozycją. Jego walka i poświęcenie zostały nagrodzone 90 minutami gry. Skrzydłowy z Sabadell powrócił na pierwszy plan i znów pokazał swoją wyjątkową szybkość na lewej flance.
CT-37, przez Guardiolę nazywany "pociskiem", nie ustawał w nękaniu Vermiliona, co poskutkowało golem po wspaniałym uderzeniu, po którym Aouate mógł się tylko wkręcić w ziemię niczym śruba. Wynik w tamtym momencie - 0:3.
Tello, który ostatnie oficjalne spotkanie rozegrał w ramach Pucharu Króla w Vitorii przeciwko Alavés (zastąpił Villę w 70. minucie), nie grał w lidze od 8. kolejki, szalonego meczu na Riazor przeciwko Deportivo (4:5), w którym był autorem gola na 0:2, po wykończeniu świetnego dogrania Messiego.
Wczoraj Tito Vilanova nagrodził Tello 90 minutami gry, czymś co nie nastąpiło od pierwszego meczu sezonu, gdy piłkarz rozegrał całe spotkanie z Realem Sociedad na Camp Nou (5:1).
To jego siódmy ligowy mecz, wszystkie, w których grał, zakończyły się zwycięstwem, a on wypadał w nich bardzo dobrze. Tello włącza się i wygrywa walkę o miejsce w niszczycielskim ataku Barcelony.
Tello drybluje i strzela
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (105)