Alexis Sánchez może mówić o wielkim pechu. Ze względów ostrożności nie wybiegł dziś w podstawowej jedenastce, a kiedy wszedł na boisko w drugiej połowie, doznał kontuzji i nie zagra przynajmniej przez dziesięć dni.
Była 59. minuta meczu ze Sportingiem Gijón, gdy Alexis zastąpił Cesca Fabregasa. Od razu wystartował do podania Iniesty, sytuację zmarnował, ale co gorsza, poczuł ukłucie w mięśniu przywodziciela. Natychmiast poprosił o zmianę. Pep Guardiola nie wierzył i złapał się za głowę, obserwując jak w towarzystwie lekarza Chilijczyk schodzi do szatni.
Na pomeczowej konferecji prasowej Guardiola powiedział, że "tracimy Alexisa na trzy, cztery tygodnie". Na szczęście bardziej optymistyczny jest oficjalny raport medyczny, który mówi o "lekkim naderwaniu mięśnia przywodziciela prawej nogi, co oznacza 10-15 dni przerwy w grze".
W minioną środę Sánchez rozegrał towarzyski mecz w Stanach Zjednoczonych i dopiero w piątek trenował z Barceloną. Z tego powodu trener Dumy Katalonii zdecydował się posadzić go dziś na ławce, mimo że drużyna była już osłabiona brakiem Leo Messiego. Gdy jednak wynik brzmiał 1:1 i Barça musiała grać w dziesiątkę, zdecydował się wpuścić Alexisa, który zagrał krótko, ale to wystarczyło, by doznał urazu.
Komentarze (79)