Sensacji nie było. Bardzo dobrze dysponowana Barcelona po równie dobrym spotkaniu pokonała 2:0 Valencię i awansowała do finału Pucharu Króla. Katalończycy byli zespołem zdecydowanie lepszym, jednak dzisiejszego wieczora wspaniale w bramce gości spisywał się Diego Alves. Gdyby nie świetna postawa brazylijskiego portero, to wynik byłby znacznie wyższy, ale nie ma na co narzekać.
Spotkanie rozpoczęło się od zaciętej walki w środku pola, zarówno jeden jak i drugi zespół chciał rywalowi narzucić swój rytm gry. Jako, że na Camp Nou ciężko zdominować gospodarzy, to podopieczni Pepa Guardioli przeważali od początku. Pierwszą godną uwagi akcję przeprowadzi jednak przyjezdni. W 12. minucie doskonałym dograniem z lewej flanki na wolne pole popisał się Mathieu, Feghouli wyprzedził Abidala i Mascherano i mając przed sobą tylko Pinto... spudłował. Na odpowiedź Blaugrany nie trzeba było długo czekać. W 15. minucie wspaniałego crossa na dobieg posłał Messi, pojedynek biegowy z Miguelem wygrał Fabregas i w niesamowicie trudnej sytuacji umieścił piłkę w siatce. Wydawało się, iż 24-letni wychowanek nie ma jak uderzyć, a tu proszę. Prawdziwy majstersztyk. I pomyśleć, że byłem wielkim przeciwnikiem jego transferu bojąc się o prawidłowy rozwój Thiago. Brawo Cesc! Po stracie gola, gra Valencii zwłaszcza w szeregach obronnych się podłamała. Kilka chwil po stracie bramki fatalny błąd popełnił Rami, do piłki dopadł Leo Messi, który jednak w sytuacji sam na sam przegrał z Diego Alvesem. Przy dobitce spudłował Cuenca. W 25. minucie z rzutu wolnego strzelał ponownie Messi, portero Los Ches z problemami wybronił uderzenie Argentyńczyka.
W 31. minucie kolejny katastrofalny błąd popełniła defensywa gości, w świetnej sytuacji znalazł się Fabregas jednak ponownie na wysokości zadania stanął doskonale dysponowany Alves. Nie minęło 180 sekund, a Rami pomylił się po raz kolejny. Babola obrońcy trzeciej drużyny La Liga starał się wykorzystać Xavi, jednak jego uderzenie wybronił Alves. Chwilę później Brazylijczyk znów triumfował, tym razem broniąc uderzenie Ceska. Do końca pierwszej połowie wynik nie uległ już zmianie, dobrze grająca Barcelona jak najbardziej zasłużenie prowadziła. Raziła nieskuteczność, jednak nie można nie wspomnieć o wspaniałych interwencjach Diego Alvesa. Tylko dzięki świetnej postawie swojego bramkarza Valencia miała jeszcze szansę na zmianę rezultatu w drugiej połowie.
Drugą część gry świetnie zaczęli gracze Valencii. Najpierw w doskonałej sytuacji sam na sam z Pinto znalazł się Jordi Alba, który przegrał pojedynek z portero Barçy, po chwili bramkarz Barcelony interweniował po raz drugi, tym razem zatrzymując strzał głową Aduriza. Po chwili nerwowości odpowiedziała Barcelona. Bardzo ładną akcją indywidualną popisał się Cuenca, doskonale dograł do wychodzącego na wolne pole Messiego, jednak strzał Argentyńczyka w ostatniej chwili został zablokowany. W 54. minucie niesamowitą akcją popisał się Messi, który ograł kilku rywali, by po chwili przegrać pojedynek z Diego Alvesem. W 58. minucie kolejną okazję miała Valencia. Alba świetnie dograł do Aduriza, do snajpera Los Ches wyszedł, a raczej chciał wyjść (jednak po chwili się rozmyślił) Pinto i tylko świetna asekuracja Mascherano uratowała Blaugranę przed stratą gola. 36-latek po raz kolejny przyprawił o palpitację serca. Mecz bez chwili jego szaleństwa to nie mecz.
Kilka chwil później kolejny (który to już?) katastrofalny błąd popełniła defensywa Valencii, Alexis przejął piłkę i dograł do Messiego, który ograł Ruiza i... przegrał pojedynek sam na sam z Diego Alvesem. Fatalna skuteczność Barcelony i doskonała postawa Alvesa mogła się zemścić w 72. minucie. Po rzucie rożnym z woleja uderzał Jonas, ale kapitalną paradą popisał się Pinto. Zdecydowanie w takiej wersji wolimy oglądać katalońskiego ochroniarza. Na kwadrans przed końcem meczu z boiska wyleciał Feghouli, który w walce o piłkę uderzył w twarz Carlesa Puyola i zobaczył drugą żółtą kartkę. W 79. minucie pod bramką gospodarzy znów było gorąco. Aduriz w dziecinny sposób ograł dwójkę defensorów Barçy i fantastycznej sytuacji... poślizgnął się na murawie. Na całe szczęście tym razem maksyma „niewykorzystane sytuacje się mszczą" się nie sprawdziła i w 81. minucie Xavier Hernandez Creus pokazał swoim kolegom, jak się strzela. Alexis z lewej flanki dograł do Cesca, ten w artystyczny sposób tylko musnął piłkę, a Xavi potężnie uderzył z bliskiej odległości i nie było co zbierać. Gdyby mniej doświadczeni partnerzy Xaviego brali czasem z niego przykład to już dawno byłoby po meczu. Valencia odpowiedziała rzutem wolnym wykonywanym przez Tino Costę, ale dobrze interweniował Pinto. Pod koniec spotkania szczęścia z wolnego spróbował Messi, uderzył świetnie, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się Diego Alves, bezsprzeczny bohater Valencii. Niestety brazylijski portero za swoich kolegów bramek nie strzelał, a i w pojedynkę nie był w stanie zatrzymać dobrze grającej Bacelony.
Wygrana oznacza upragniony awans do finału Copa del Rey w którym zmierzymy się z Athletic Bilbao. Z całą pewnością barcelonistów czeka piekielnie ciężki pojedynek, ale wyobrażacie sobie Carlesa Puyola wznoszącego trofeum na Bernabeu? To byłaby bezcenna chwila... Visca el Barça!
Bramka: 1:0 Cesc 17' (kliknij aby obejrzeć)
FC Barcelona: Pinto, Puyol, Mascherano, Pique, Abidal, Thiago, Xavi, Cesc Fabregas (90' Iniesta), Cuenca (90' Tello), Alexis (85' Dani Alves), Messi
Rezerwowi: Valdés, Alves, Adriano, Bartra, Dos Santos, Iniesta, Tello
Valencia CF: Alves, Miguel, Rami, Victor Ruiz, Jordi Alba, Albelda, Banega (68' Tino Costa), Feghouli, Mathieu, Jonas (79' Piatti), Aduriz
Statystyki:
Strzały: 12-8
Spalone: 4-1
Rzuty rożne: 11-5
Faule 12-22
Żółte kartki: 3-4
Czerwone kartki: 0-1
Posiadanie piłki: 63%-37%
Komentarze (854)