Pedro Rodríguez strzelił pierwszą bramkę dla Barcelony zarówno w 2010, jak i 2011 roku. Czy w rozpoczynający się właśnie rok piłkarz wejdzie równie efektownie?
Być może przyjemny klimat Teneryfy sprawia, że Pedro jest w stanie w pełni naładować baterie podczas świątecznej przerwy. Może jest to jednak efekt jego budowy fizycznej i faktu, iż jest w stanie poradzić sobie z dużą ilością turrones (typowe hiszpańskie nugaty bożonarodzeniowe - makaj). Prawdą jest, że Pedro dobrze wchodzi w kolejny rok kalendarzowy otwierając barceloński worek z bramkami. Szansę na poprawienie tego wyniku będzie miał już w środę, kiedy Barcelona zagra na Camp Nou w ramach Pucharu Króla z Osasuną.
2010 rok napastnik z Wysp Kanaryjskich zaczął z taką samą werwą, jaka była obecna w jego poczynaniach w końcówce poprzedniego roku, gdy jego gole w wydatny sposób pomogły zdobyć Barcelonie Klubowe Mistrzostwo Świata. Drugiego stycznia 2010 roku Pedro już w siódmej minucie pokonał Diego Lópeza strzegącego bramki Villarrealu, ale w ostatecznym rozrachunku jego gol pozwolił Barcelonie tylko zremisować 1:1.
Pedro dobrze rozpoczął także 2011 rok. Również drugiego stycznia Barcelona mierzyła się z Levante. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis, ale w drugiej części gry podopieczni Guardioli wzięli się do pracy i w przeciągu piętnastu minut zdobyli dwie bramki. Autorem obu był właśnie Pedro, a mecz zakończył się wynikiem 2:1.
Abstrahując od zdobytych tytułów, 2011 rok nie był zbyt szczęśliwy dla Pedro z powodu dwóch urazów. Wiosną zmagał się z kontuzją pachwiny, natomiast jesienią leczył uraz kostki. Oby po tych problemach niespełna 25-letni gracz mógł wzmocniony uczestniczyć w drugiej części sezonu.
Komentarze (37)