5-10-15: Real Madryt

Marcin Gil

10 grudnia 2011, 16:00

16 komentarzy

2006/07: Real Madryt – FC Barcelona 2:0

22.10.2006, 7. kolejka

Pierwsza w tabeli Barcelona jedzie do Madrytu na mecz z Realem, który traci do lidera już 5 punktów (5. miejsce). Trener gospodarzy, Fabio Capello, nie może liczyć na kontuzjowanych Cicinho i Míchela Salgado, a zawieszony za czerwoną kartkę otrzymaną w meczu 6. kolejki z Getafe jest Ronaldo. Z kolei w drużynie Franka Rijkaarda urazy leczą Samuel Eto’o i Juliano Belletti.

Mecz zaczyna się fatalnie dla gości. Kontratakujący Real bardzo szybko przemieszcza się w stronę pola karnego Barcelony. Dośrodkowuje Sergio Ramos, nienajlepiej kryty przez Liliana Thurama jest Raúl González i już w drugiej minucie Hiszpan nie daje szans Víctorowi Valdésowi. Raúl w następnych minutach ma swoją kolejną szansę (tym razem podaje Robinho), ale w tym przypadku francuski stoper gości zatrzymuje reprezentanta Hiszpanii. W 19. minucie sędzia myli się na niekorzyść Barcelony. Ramos ewidentnie fauluje w swoim polu karnym Eidura Gudjohnsena, ale arbiter nie odgwizduje rzutu karnego. W 25. minucie powinno paść wyrównanie. Lionel Messi z łatwością mija próbujących go zatrzymać Roberto Carlosa i Fabio Cannavaro, podaje do świetnie ustawionego islandzkiego napastnika, ale ten w fatalny sposób nie trafia w bramkę. Pod koniec pierwszej połowy Argentyńczyk zostaje brutalnie sfaulowany przez Émersona, ale mający już na swoim koncie żółtą kartkę Brazylijczyk z niewiadomych powodów zostaje oszczędzony przez pana Alfonso Péreza Burrulla.

Druga połowa zaczyna się od katastrofy. Real przeprowadza kolejny kontratak. Z prawej strony dośrodkowuje Robinho do zupełnie niekrytego Ruuda van Nistelrooya, a Holender nie zwykł nie wykorzystywać takich sytuacji. Kilka minut później były zawodnik Manchesteru United ma kolejną dobrą okazję do podwyższenia wyniku, ale tym razem trafia w poprzeczkę. Okazję na zdobycie chociaż honorowej bramki ma jeszcze Lionel Messi po podaniu świeżo wprowadzonego na boisko Javiera Savioli, ale wychowanek Barcelony trafia tylko w boczną siatkę bramki strzeżonej przez Ikera Casillasa.

Mimo porażki ze swoim największym rywalem Barcelona utrzymuje pozycję lidera w tabeli Primera División, ale tyle samo punktów ma już druga Valencia. „Królewscy” awansowali na czwartą pozycję i tracą już tylko 2 „oczka” do Katalończyków.

Real Madryt – FC Barcelona 2:0

1:0 Raúl (2’)

2:0 van Nistelrooy (50’)

Real: Casillas, Ramos, Helguera, Cannavaro, Roberto Carlos, Émerson, Diarra, Guti (81’ Beckham), Raúl, Robinho, van Nistelrroy (79’ Reyes); Trener: Fabio Capello

Barcelona: Valdés, Zambrotta, Thuram, Puyol, Sylvinho, Iniesta, Xavi, Deco (55’ Giuly), Messi, Gudjohnsen (66’ Saviola), Ronaldinho; Trener: Frank Rijkaard

Żółte kartki: Emerson (21’), van Nistelrooy (56’), Guti (70’) Beckham (86’) – Zambrotta (24’), Ronaldinho (82’)

Arbiter: Alfonso Pérez Burrull

Stadion / widzów: Santiago Bernabéu / 80.000

2001/02: Real Madryt – FC Barcelona 2:0

04.11.2001, 11. kolejka

Dopiero 10. w tabeli Real Madryt podejmuje wicelidera Primera División – FC Barcelonę, która ma punkt straty do 1. Deportivo La Coruña. Trener „Królewskich” ma również problem ze skompletowaniem składu, gdyż kontuzjowani są Roberto Carlos, Iván Campo, Aitor Karanka, Flavio Conceiçao oraz Sávio. W lepszej sytuacji Carles Rexach, który nie może skorzystać z leczących urazy Abelardo Fernándeza, Sergiego Barjuána i Luisa Enrique.

Od początku aktywni są zawodnicy Barcelony. Z nieudanym strzałem Gabriego Garcíi mija się Rivaldo – Brazylijczyk mógł wpakować piłkę do właściwie pustej siatki. Po paru minutach wychowanek Blaugrany próbuje z dystansu zaskoczyć Ikera Casillasa, ale młody bramkarz „Los Blancos” jest bardzo pewny i nie ma problemów z zatrzymaniem piłki. Swoją okazję mają również gracze Realu. Po dośrodkowaniu Luísa Figo głową strzela Steve McManaman, ale futbolówka niewiele mija się z bramką strzeżoną przez Roberto Bonano. Przy kolejnej sytuacji Anglik dośrodkowuje do Raúla Gonzáleza, niepotrzebnie do piłki wychodzi argentyński golkiper gości, Hiszpan głową dogrywa piłkę do Fernando Morientesa, a ten nie ma problemów z pokonaniem źle ustawionego Bonano. Końcówka pierwszej połowy nie należy do najwspanialszych. Fernando Hierro przypadkowo uderza Rivaldo w twarz, a po chwili obaj zawodnicy zaczynają się przepychać. Nie kończy się to jednak pokazaniem żółtej kartki dla zarówno jednego, jak i drugiego gracza.

Druga połowa zaczyna się od szans dla gospodarzy, ale nie wykorzują ich McManaman i Figo. Sędzia może również odgwizdać rzut karny dla Realu po faulu Gabriego na Portugalczyku. Bliski szczęścia jest również Zinedine Zidane, ale piłka niewiele mija się z bramką. Do wyrównania może doprowadzić Patrick Kluivert strzałem po krótkim słupki, ale refleks nie zawodzi Casillasa. Parę minut później Rivaldo strzela rzutu wolnego z dalszej odległości od bramki gospodarzy, piłka odbija się rykoszetem od holenderskiego napastnika Barcelony, ale ostatecznie szybuje nad poprzeczką. Gości dobija już w doliczonym czasie gry Figo po asyście Raúla.

Barcelona spada na 3. pozycję w tabeli i ma już 4 punkty straty do Deportivo. Real awansuje na 7. miejsce.

Real Madryt – FC Barcelona 2:0

1:0 Morientes (23’)

2:0 Figo (92’)

Real: Casillas, Salgado, Hierro, Pavón, Raúl Bravo, Makélélé, Figo, Zidane, McManaman, Raúl, Morientes (63’ Helguera); Trener: Vicente del Bosque

Barcelona: Bonano, Puyol, Christanval (75’ Saviola), F. de Boer, Coco, Xavi, Gabri, Cocu (81’ Gerard), Kluivert, Rivaldo, Overmars (67’ Rochemback); Trener: Carles Rexach

Żółte kartki: Salgado (42’), McManaman (87’) – Coco (44’), Rochemback (68’), Cocu (78’)

Arbiter: Evaristo Puentes Leira

Stadion / widzów: Santiago Bernabéu / 70.000

1996/97: Real Madryt – FC Barcelona 2:0

07.12.1996, 16. kolejka

Mecz na szczycie – pierwszy Real Madryt podejmuje tracącą do niego punkt Barcelonę. Z powodu kontuzji nie może zagrać łącznie trzech piłkarzy – Álvaro Benito (Real) oraz Christo Stoiczkow, Julen Lopetegui i Roger García (Barcelona).

Od początku obie ekipy starają się zdobyć gola. Okazję ma Raúl, swoją ma także Ronaldo, ale w obu przypadkach piłka mija się z bramkami. Po paru minutach Brazylijczyk próbuje ponownie, ale tym razem trafia prosto w Bodo Illgnera. W końcu piłkę z głębi boiska wrzuca w pole karne Barcelony Predrag Mijatović. Z futbolówką mija się dwóch obrońców gości i Davor Šuker pakuje piłkę do siatki obok bezradnego Vítora Baíi.

Już na początku drugiej połowy gospodarze pogrążają Barcelonę. Świetna akcja Realu, w której tym razem asystującym jest Šuker, a zdobywającym bramkę Mijatović. Warto wspomnieć, że obie bramki są dedykowane Andrei, niedawno narodzonemu synowi jugosłowiańskiego napastnika. Pokaz nieskuteczności prezentuje Ronaldo. Piłka uderza w poprzeczkę bramki Realu, a Brazylijczyk… z metra nie trafia do siatki. Niewiele brakuje, a przepiękną bramkę może zdobyć Luis Enrique. Hiszpan uderza przewrotką, ale słupek ratuje Illgnera.

Barcelona była bezradna przy dobrze grającym Realu, chociaż powinna strzelić przynajmniej jednego gola. Real umacnia się na pozycji lidera, a rywal z Katalonii traci pozycję na rzecz Deportivo La Coruña.

Real Madryt – FC Barcelona 2:0

1:0 Šuker (24’)

2:0 Mijatović (48’)

Real: Illgner, Secretario, Hierro (86’ García Calvo), Alkorta, Roberto Carlos, Víctor, Seedorf, Redondo, Raúl , Mijatović (83’ Sanchis), Šuker (65’ Amavisca); Trener: Fabio Capello

Barcelona: Baía, Luis Enrique, Blanc, Nadal, Sergi, Guardiola, Figo (81’ de la Peña), Amor (54’ Ferrer), Popescu, Giovanni (65’ Pizzi), Ronaldo; Trener: Bobby Robson

Żółte kartki: Šuker (40’), Víctor (55’), Hierro (67’), Secretario (71’) – Sergi (80’), Luis Enrique (85’)

Arbiter: Juan Manuel Brito Arceo

Stadion / widzów: Santiago Bernabéu / 110.000

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (16)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze