Dziwny klub - Barca

Uszaty

17 lipca 2005, 15:38

1 komentarz
Barcelona to klub specyficzny. Jest klubem utytułowanym, zdobyła praktycznie wszystko co się dało zdobyć, ale nie w takich ilośćiach jak np. Ajax Amsterdam czy Real Madryt. Kochają ją jednak miliony i swoich fanów ma nawet w najdalszych zakątkach świata. Ostatio zastanawiała mnie jedna rzecz - dlaczego? Dlaczego w ostatnim czasie kocha ją nadal tyle, a może nawet więcej niż kiedyś osób. Minęło już dużo czasu od zdobycia ostatniego poważnego trofeum, a jednak klub nadal poza Katalonią ma wiernych fanów.

Najczęściej jest tak, że kibicuje się klubowi, który swoją siedzibę ma w mieście w którym się mieszka, albo temu, który sie zobaczyło w TV w wieku kiedy to już wyszliśmy z pieluch lub zaczęliśmy chodzić do szkoły. I bardzo często jest tak, że po zapytaniu się np. taty co to za zespół okazyje się, że to właśnie on zdobył ostatnio jakiś puchar i niepodzielnie panuje na świecie. W moim przypadku były to właśnie Barcelona i Ajax. Tak więc zakochujemu się od pierwszego wejrzenia w tym jednym jedynym i od tego czasu nie liczy się nikt inny.

Jeśli ktoś nadal nie rozumie co ten wstęp ma wspólnego z tytułem, niech czyta dalej. Otóż zauważyłem, że odkąd zacząłem kibicować Barcelonie, ta grała coraz... gorzej. Starszy kumpel mi zawsze mówił: "Patrz, ten gościu taki mały to Romario, jak on piłke dostanie to zaraz zakręci i brameczka będzie". I faktycznie tak było. Dodając jeszcze do Romario Stoiczkowa, to już wogóle można było umrzeć ze szczęścia, bo wiadomo, że takim atakiem można pokonać rywala. A nawet jeśli atak zawodził to obrona z blond-włosym Koemanem na czele nie pozwoli aby piłka dotarła do bramki Zubizaretty.

Tylko, że jak ja zacząłem się interesować Barcą, to ww. panowie swoją przygodę z nią kończyli. Nie przeszkadzało mi to jednak, gdyż znalazł się ich godny następca - Ronaldo zwany Luisem Nazaria de Limą. To był koleś! Wtedy, młodszy
od Ciebie drogi czytelniku, czarował widownie nie tylko na Camp Nou, ale i poza granicami Hiszpanii. Jednak i ten zawodnik szybko roztał się z klubem, jednak nie z powodu wieku a umiejętności, które docenili działacze z Włoch. I tak trzeba było znaleźć kogoś na miejsce świecącego swoją łysą glaćą Ronaldo.

Międzyczasie trenerski stołek objął Holender - Luis Van Gaal, który z Ajaxem zdobył wszystko co się dało. Zdawało się wtedy, że z takim trenerem i takimi zawodnikami jak: Figo, Rivaldo czy Kluivert, Barca mogą zawojować nie tylko Hiszpanię, ale i Europę. Plan ten udał się tylko w części - Hiszpania zdobyta, tereny poza nią nie za bardzo. Do Katalonii natomiast zjeżdża się coraz więcej Holendrów. Do Kluiverta dołączyli bracia de Boerowie, Boudewein Zenden, Philip Cocu, Michael Reiziger i Marc Overmars. Luis Van Gaal jest za to coraz bardziej krytykowany.

Po zdobyciu dwóch tytułów mistrz kraju i papru mniej znaczących holenderski szkoleniowiec postanawia powiedzieć kibicom Barcelony pa pa. I każdy trzeźwo myślący człowiek powinien (z dzisiejszego punktu widzenia) powiedzieć, że wywałenia dotychczasowego trenera było błędem. Zaczął się kryzys. Klub ze stolicy Katalonii nie wywalczył NIC. Kibice zapomnieli jak wygląda puchar dla mistrza kraju, nie mówiąc już o trofeum, które się dostaje za zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

Jadnak jakby nie patrzeć najważniejszym wydarzeniem z roku 2000 było sprzedanie Luisa Figo. I nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że zamienił on koszulkę Barcy na trykot rEALU mADRYT. Od tamtego czasu Figo jest już dla kibiców: sprzedawczykiem, juda$zem, ku..., nażelowanym pajacem, persona non grata itp. Mecze międzu Barceloną a rywalami ze stolicy zawsze budziły wielkie emocje, jednak od czasu transferu Figo są już nie tylko walką o honor, ale i piekłem dla Portugalczyka. Monety, pomarańcze, zapalniczki, butelki (ostatnio nawet szklane) a nawet telefony komórkowe to przedmioty z którymi Figo jest utorzsamiany w stolicy Katalonii. Żaden zawodnik nie miał jeszcze chyba takiego ,,ciepłego'' przyjęcia ja Luis Figo na Camp Nou.

Następcy Van Gaala, czyli Serra Ferrer i Carles Rexach, a także nowy prezes FC Barcelony - Joan Gaspart, zrobili z piłkarskiego mocarstwa średniaka. Przeciętną drużynę z kilkoma gwiazdami i resztą "zwykłych" piłkarzy. Przeprowadzone transfery nie zmieniły nic. Dopiero nastoletni chłopiec z Argentyny sprawił, że w sercach NASZEGO klubu pojawiła się nadzieja. Javier Saviola, gwiazda River Plate i reprezentacji Argentyny U'21 miał być ,,lekiem na całe zło''. Kupiony za duże pieniądze (biorąc pod uwagę jego wiek) zawodnik stał się od razu pupilem kibiców. Niestety... tylko kibiców, gdyż trener Rexach nie widział dla niego miejsca w podstawowym składzie. Ulubieńcami jego (trenera) był duet napastników Rivaldo - Kluivert. Nie powiem, sam cenię bardzo tych zawodników (sczególnie tego drugiego), jednak czegoś im brakowało. Rivaldo nigdy nie był typowym łowcą bramek, ale na playmakera to on się też nie nadawał. Po prostu był taki... no nie wiadomo jaki. Dlatego wtedy najlepszym wariantem wydawał mi się atak Kluivert - Saviola, WSPOMAGANY z tyłu przez Rivaldo, a po bokach LE21 i Marc Overmars. Ewentualnie można było już wtedy pomyśleć nad sprzedażą Rivaldo, któremu zaczęło odbijać i na jego miejsce sprowadzić Juana Romana Riquelme - gwiazdę Boca Juniors. To było by chyba najlepsze rozwiązanie, bo dwójka napastników była by spomagana przez pomocnika i dwóch skrzydłowych. Za Rivaldo natomiast można było osiągnąć wtedy kosmiczą sumę, jednak nic z tego nie wyszło...

Sezon jednak mijał, mecze były rozgrywane, a ławka była coraz cieplejsza od pewnej części ciała Savioli i... Overmarsa. Barcelona grała jak na siebie taktyką niezwykle defensywną, a gdy się patrzyło na skład można by mieć wątpliwości, czy my na pewno dobrze trafiliśmy. Dawno już wypaleni Sergi i Abelardo na obronie, a także nie pasujący całkowicie poziomem gry do klubu młodzi Thiago Motta i Gabri coraz bardziej kwasili minę kibiców. Żadko natomiast mieliśmy okazję oglądać w akcji Gerarda, który w poprzednich sezonach (szczególnie na wyporzyczeniu w Valencii) grał bardzo dobrze; a także sprowadzonego za niebotyczne pieniądze (jak na klasę zawodnika) 20 milionów dolarów Geovanniego. Także obrona już wtedy wyglądała delikatnie mówiąc średnio...

Ostatecznie Barcelona ponownie ,,rzutem na taśme'' zakwalifikowała się do następnej edycji LM zajmująć czwarte miejsce, natomiast w trwających do niedawna rozgrywkach odpadła w półfinale po meczach z rEALEM mADRYT. I warto tu podkreślić, że w tamtym sezonie nasi ulubieńcy grali z bLANCOS cztery razy. Niestety, dwa remisy i dwie porażki pozbawiły wszystkich złudzeń kto jest obecnie lepszy. Szczególnie kompromitująca była porażka na Camp Nou 2:0. Wtedy to już nawet słów brakowało.

Na szczęście po zakończeniu sezonu Carles Rexach podał się do dymisji i to oznaczało, że przed Barceloną może się tworzyć świetlana przyszłość. Irureta, Bianchi, Capello - to tylko niektórzy, których przymierzano do roli szkoleniowca Blaugrany. Tymczasen, Gaspart jakby na złość wszystkich trenerem Barcy mianował nie kogo innego jak Luisa Van Gaala. O ponownie zaczęły się dyskusje i pojawiła się fala krytyki; każdy przecież pamięta jak skończył się ostatni pobyt Holendra w Katalonii. Mimo to niektórzy, w tym ja, powtarzali sobie, że może w końcu ktoś złapie za mordy i w końcu będą porządek. W końcu Van Gaal znany jest ze swojego rygoru i dyscypliny jakiej wymaga od zawodników.

Nie powiem, ja tam jestam za takim zachowaniem, popatrzcie na Irurete. To on rządzi, a jak ktoś ma wątpliwości to od razu leci na "transfer list" (Djalminha) i po sprawie. Optymizmem mogły też napawać transfery. Z klubu wywalono rozkapryszonego i mimo wszystko nie tak dobrego jak kiedyś Rivaldo; w jego miejsce natomiast sprowadzono Juana Riquelme i Gaizke Mendiete, którzy tak jak rok temu Saviola mieli być wzmocnieniem dla Barcelony.

Tymczasem sytuacja nie jest tak różowa jak mogło się wydawać. Klub w lidze hiszpańskiej zajmuje miejsce w śwodku tabeli, co jest absolutną porażką. W LM wygrywa, jednak przeciwnicy jakich miała to raczej na sparingi a niżeli do takich pojedynków. Zobaczymy co pokaże w meczu z prawdziwym przeciwnikiem jakim zapewne jest Inter Mediolan.

Ale cofnijmy się jeszcze dwa tygodnie wstecz...
Miały to być dni prawdy, gdyż na Barcelonę czekali w kolejce Deportivo La Coruna i Real Madryt. Z tymi pierwszymi nie umieliśmy wygrac na ich stadionie już od dłuższego czasu. Nie inaczej było tym razem. Barca zostałą ośnieszona, styl w jakim grałą wowało pomstę do nieba. Pos potkaniu mogliśmy za to wysłuchać tłumaczeń pana Van Gaala, który to twierdził, że należał sie nam remis. K... mać! Co znaczy "należał na się"? Piłka nożna jest pracą jak każda inna, tylko, że ci kopacze zarabiają po stokroć więcej niż np. kopacze na placu budowy. I wymaga się od nich nie tylko by sobie truchtali po boisku i przeszkadzali rywalowi, czy ładnie się uśmiechali i pozowali do zdjęć.

Od piłkarza się wymaga by GRAŁ i to grał jak najlepiej nie ważne czy u siebie czy na wyjeżdzie, nie ważne czy ze słabeuszem czy z potęgą futbolową. Jeżeli po wspaniałem grze, z dużą ilością sytuacji bramkowych zremisujemy czy przegramy, można powiedzieć: ,,no trudno, stało się; trzeba popracować nad skuteczności itp.''. Ale to można powiedzieć po jednym meczu, poprawić co trzeba, wymienić zawodników, udoskonalić ustawienie taktyczne i niech to przyniesie jakiś skutek. Ale nie można mówić po każdym meczu w którym zagrało siś SŁABO, że powinniśmy wygrać i że tamci nie byli lepsi. A jednak byli bo to oni jednak strzelili tego gola, a nie my. Jeżeli nie idzie to już niech nie grają efektownie, ale żeby było efektywnie! A tu ani jedno ani drugie.

Postaram teraz pobawić się w ,,znawce'' i wyjaśnić czemu tak jest. Nie będzie tu może wielkich odkryćm jednak każdy może mieć inny sposób na ,,uleczenie'' naszego klubu. Najważniejsza na początek jest chyba taktyka. Nie można dostosowywać zawodników do taktyki, tylko taktykę do zawodników. W ten sposób to nie dziwmy się, że mamy Cocu czy Motte na obronie itp. kwiatki.

Skoro widać, że obronę mamy bardzo słabą, to po co robić blok czteroosobowy skoro wiadomo, że to będzie jedynie oznaczać, nie dostawienie obrońcy a pozbawienie zawodnika w drugiej linni czy w ataku. Obronę powinni stanowić moim zdaniem Bonano, który broni ostatnio bardzo dobrze; Navarro, Puyol i Andersson. Ten ostatatni boryka się ciągle z kontuzjami, więc zastępuje go de Boer. Czy na prawdę na całym świecie nie ma jakiegoś w miare taniego perspektywicznego zawodnika, lub takiego co mało kosztuje jednak już jakieś doświadczenie posiada? Nigdy nie zrozumiem jak Van Der Sara mogło kupić Fulham za 6 milionów dolarów. I tak samo nie zrozumiem jak można było nie wziąć Nesty w zamian za Rivaldo. Ale może ja mam po prostu jakąś ograniczoną wyobraźnię?

Dalej mamy pomoc. Ta mnie rozbraja dokumentnie. Ani ładu, ani składu, każdy gra jakby to było boisko szkolne. Czy nie jest oczywiste, że grając trójką z tyłu, obrona jest wspomagany przez dwóch defensywnych pomocników? W przypadku Barcelony najlepiej się do tego nadają Xavi i Mendieta. Skoro dwóch defensywnych po bokach bez przeszkód mogli by grać niezwykle dynamiczni i waleczni Marc Overmars i Luis Enrique, a w środku czarowałby Riquelme. A dzięki ich podaniom bramki strzelaliby Saviola i Kluivert. Czy to brzmi aż tak abstrakcyjnie. FC Barcelona zawsze prawie tak grała i było dobrze. Nagle teraz jakaś dziwna moda w Kataloni na jednego napastnika.

Kompletnie nie rozumiem co Mendieta robi na skrzydle. Skrzydłowy powinien być szybki i zwrotny. Mendieta natomiast z natury jest takim przywódcą, on wyprowadzi piłkę z własnej połowy, poda komu trzeba i niech przód już się dalej martwi co zrobić z piłką.

Co w składzie robi Motta? On ma być lewoskrzydłowym, on ma zastąpić Overmarsa. Przepraszam bardzo, jeśli nawet to nie teraz i nie w takich meczach. Ile to osób mówi, że Overmars jest schematyczny i nie wnosi nic do gry. Ludzie, toż to jest motor napędowy, to od niego idzie najwięcej podań i najgroźniejsze akcje. Tak samo rzecz się ma z LE21; oni po prostu na skrzydle potrafią zrobić wszystko i są nie do zatrzymania. A jeśli akcje mają iść środkiem to proszę bardzo, przechwyt mendiety lub Xaviego i bajeczna technika wraz z szybkością i pomysłowością Riquelme powinna zrobić swoje.

"Swoje" tzn. najczęście pre-cy-zyj-ne dogranie do napastnika. Ile to już sie naczytałem, jaki to Kluivert lama jest, że bramki nie umie strzelić, lub, że Saviola nie trafił do siatki od 50 spotkań. Ludzie, toż to nie są czarowdzieje! Żeby strzelić bramkę najpierw trzeba mieć jak, albo precyzyjne podanie w czas, albo niech to nawet będzie dobitka, tyle tylko, że najpier niech ktoś uderzy celnie w bramkę, żeby było co dobijać. A tu akurat i podań mało, a strzały jak są to najczęściej ,,Panu Bogu w okno''.

Czy Ty, drogi czytelniku, myślisz, że jakby przyszedł taki Szewczenko czy Crespo też by zaczął strzelać bramki sam z siebie? Popatrzcie jakie Crespo podania dostaje. Nie strzela aż takich efektownych bramek, ale za to trafia po wspaniałym podaniu, nie ważne czy po wrzutce czy płaskim wypuszczeniu piłki. Kluivert natomiast rzadko ma takie sytuacje.

Często też czytam, że jak to nasz wspaniały Patrick jedynie chodzi po murawie. Nie chce nic mowić, ale na tym polega rola ostatniego NAPASTNIKA. On może byc niewidoczny cały mecz i jedynie czychać na podanie. Przynajmniej tak wygląda według mnie.

Na tym już zakończę, bo pewnię trzy czwarte z Was, albo zmieniło stronąe, albo śpi, albo robi jeszcze co innego :). Mam nadzieje, że jednak ten tekst dał coś do myślenia i, że częśc z Was będzie miała coś do dopowiedzenia.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze