Joan Laporta

MichaU

17 lipca 2005, 15:41

Brak komentarzy
Jeszcze 2 tygodnie temu nic nie wskazywało, że to właśnie 41-letni prawnik może zostać prezydentem FC Barcelony. A jednak stało się. W niedzielny wieczór, 15-ego czerwca 2003, tuż po godzinie 21.00 pojawiły się pierwsze nieoficjalne wyniki wyborów: Laporta - 56%. W rzeczywistości otrzymał ,,tylko'' nieco ponad 52% (przy ok. 53% frekwencji), jednak w zupełności wystarczyło to do zdystansowania Lluisa Bassata, który jeszcze nie tak dawno wydawał się murowanym faworytem na prezydenta.

Jakim więc cudem doszło do takiej wolty poglądów socios? Odpowiedź tkwi w błyskotliwej kampanii wyborczej Laporty. Otóż obiecał on, iż (jeśli wygra wybory, oczywiście) sprowadzi na Camp Nou takich piłkarzy, jak Beckham czy Ronaldinho oraz kilku innych graczy z najwyższej światowej półki. Nie jest dla nikogo tajemnicą, iż ostatnimi czasy najważniejszy rywal Barcelony w rozgrywkach Primiera Division, madrycki Real zaczął skupować do swojej kolekcji gwiazdy pokroju Figo, Zidane'a czy Ronaldo (że o Raulu i Roberto Carlosie, którzy grają tam od ładnych paru lat nie wspomnę...). Wobec takiego obrotu sprawy (Barcelona w analogicznym czasie wydawała podobne kwoty na Rochembacka, Geovanniego, Christanvala) nasz Klub przestał być postrzegany jako jeden z faworytów La Liga oraz Champions League. Jeśli zestawimy to z renomą trenerów, którzy pracowali dla Blaugrana ostatnimi laty (Lorenzo Serra Ferrer, Rexach, van Gaal; który chwilę przed powrotem na Camp Nou dokonał takiego ,,wyczynu'', jak niewywalczenie awansu do finałów Mistrzostw Świata, mając w składzie... no co ja będę wymieniał; reprezentację Holandii każdy zna - pół Barcelony + Davids, Seedorf, van Nistelrooy, Makaay...), ,,zaradnością'' i pomysłowością prezydenta Gasparta oraz oczekiwaniami milionów kibiców na całym świecie, jak na dłoni rysuje się obraz katastrofy Dumy Katalonii. W tej sytuacji doszło do przyspieszonych wyborów na stanowisko prezydenta FC Barcelony. Rozpoczęła się kampania...

To była dziwna kampania. Większość kandydatów prześcigała się w wymienianiu nazwisk co bardziej renomowanych piłkarzy, którzy zasilą szeregi Barcy, oczywiście tylko w wypadku ,,gdy to ja zostanę prezydentem''... Przez usta kandydatów przewinęły sie takie nazwiska jak wspomniani już Beckham czy Ronaldinho, oraz Henry, Crespo, van Nistelrooy, Chivu, Pires, Robinho, d'Allesandro, Samuel, Lucio, Makaay, Casillias (!), Vieri, Rustu, Marquez, Kezman, va der Vaart, Xabi Alonso i wielu innych, a także Topmoller, Hiddink czy Koeman jako potencjalni trenerzy Barcelony. Wygrał kandydat, który był najbardziej wiarygodny w swych obietnicach - w końcu nawet oficjalna strona ,,Czerwonych Diabłów'' potwierdziła porozumienie Laporty i ManU w sprawie przeprowadzki do Katalonii kapitana reprezentacji Anglii (w chwili pisania tego felietonu nieznana była jeszcze przyszłość Beckhama, teraz wiadomo już, że piłkarz został kupiony przez Real Madryt). Jak się wydaje, główną rolę odegrał tutaj Sandro Rossel, który negocjował większość obiecanych przez Laportę transferów, od momentu zwycięstwa w wyborach tego ostatniego pełni rolę vice-prezydenta Barcy do spraw sportowych. Ten 40-letni były pracownik Nike, mieszkający niegdyś w Brazylii, jest synem Joana Rosella, który za czasów prezydentury Augusti Montala był menadżerem katalońskiego klubu. Ze swojej pracy w Nike wyniósł wiele znajomości ze światowej sławy piłkarzami, szczególnie z reprezentantami Canarinhos...

Więc co będzie...? Ciąg dalszy sagi o Joanie Laporcie dopisze samo życie :), niemniej jednak można pokusić się o kilka prawdopodobnych przypuszczeń dotyczących tego ,,jak będzie?'' lub raczej ,,co będzie?''.

Warto pamiętać, iż od początku kampanii Joan Laporta - jako jedyny kandydat - nie wykluczył wprowadzenia reklam na bordowo-granatowych koszulkach. W ostatnich dniach sporo mówi się o ,,powiększeniu'' charakterystycznej łyżwy Nike na... pół koszulki(!), tak jak ma to miejsce w innych drużynach ze sponsorami strategicznymi. Z jednej strony klub szczyci się ponad stuletnią tradycją gry bez reklam na koszulkach (inna sprawa to fakt, że znaczek firmy odzieżowej na koszulkach to nic innego jak... (krypto?)reklama, choć oczywiście nie taka bezpośrednia, no i w końcu... bardzo mała), z drugiej rosnący apetyt socios na sukcesy jest nie do zaspokojenia bez pieniędzy, których - jak wiadomo - w klubowej kasie Barcelony ciągle brakuje... Wprowadzając reklamy Laporta narazi się zdecydowanej większości kibiców Barcy. Z drugiej strony każdy fan katalońskiej ,,11'' wie, iż bez znaczących wzmocnień praktycznie każdej formacji niemożliwe jest wygranie czegokolwiek w najbliższym sezonie, a z kolei nie będzie wzmocnień gdy nie znajdą się na nie fundusze. Zachodzi konflikt interesów: oczekiwania vs Tradycja. Jak więc święcić triumfy nie wprowadzając reklam? Rozwiązanie tego iście ,,gordyjskiego węzła'' będzie stanowiło jedno z najważniejszych wyzwań dla prezydentury Laporty.

Mimo wszystko, radykalne zmiany w składzie na pewno będą miały miejsce; część obietnic nowo wybrany prezydent z pewnością zrealizuje, kilku zawodników będzie też musiało opóścić FC Barcelonę... Ale kto? Dość prawdopodobne, że klub na dobre opóści (wypożyczony ostatnio do Benfiki) Geovanni, raczej nie zobaczymy już w przyszłym sezonie w bordowo-granatowym stroju Franka de Boera, którym interesuje się kilka klubów angielskiej Premiership, podobnie zresztą jak jego rodakiem Riezigerem, który jednak chciałby pozostać na Camp Nou. Być może odejdzie Cocu, któemu kończy się kontrakt i nie wiadomo czy zostanie przedłużony. Nie jest jasna sytuacja Daniego i Christanvala, którzy prawie nie grają, jeśli już widzimy ich na boisku, to delikatnie rzecz ujmując nie prezentują formy jakiej byśmy od nich oczekiwali. Ponadto wciąż niewiadomo czy na przyszły sezon pozostanie Gaizka Mendieta, który jest tylko wypożyczony z rzymskiego Lazio. Wspominało się o możliwości wymiany Mendiety na Rochembacka, ale nie wydaje się zbyt prawdopodobne, żeby włoscy działacze okazali się aż tak naiwni, z całym szacunkiem dla brazylijskiego pomocnika. Podobny do baskijskiego rozgrywającego status ma w Barcelonie Sorin, któremu daje się większe szanse na pozostanie w Katalonii niż bardzo drogiemu byłemu graczowi Valencii. Trzeba też będzie się rozstać z conajmniej jednym bramkarzem (czytaj: z Enke i Bonano).

Jednakże najbardziej nurtującą kwestią pozostaje odpowiedź an pytanie ,,Kto latem trafi na Camp Nou?''. Warto zauważyć, że formacje, które wymagają w Barcelonie najpilniejszych wzmocnień to obrona i pomoc, a w dalszej kolejności atak. Wobec transferu Rustu na Camp Nou w ostatnich dniach oraz rewelacyjnej postawy Valdesa w meczach Primiera Division dalsze wzmocnienia na pozycji bramkarza wydają się bezcelowe. Jak wiadomo, Beckham jest już piłkarzem Realu, tak więc jeśli Laporta nie chce starcić całego kredytu zaufania socios w ciągu kilku dni, musi niezwłocznie rozpocząć skuteczne działania mające na celu transfer kogoś znanego i cenionego. Najbardziej prawdopodobnym ,,Planem B'' (jak mawiał Hannibal z Drużyny A ;)) nowego prezydenta stanie się z pewnością Ronaldinho Gaucho z francuskiego PSG. Jest to niezwykle kreatywny zawodnik mogący grać zarówno na pozycji mediapunta jak i w ataku. Niestety, jak większość brazylijskich gwiazdeczek, jest trochę kapryśny i chimeryczny, ale za to gdy tylko chce mu się grać, jest nie do zatrzymania. Przy okazji jest nieoceniony przy wykonywaniu stałych fragmentów gry. Jego zaletą jest także... cena. Przy obecnym załamaniu się rynku transferowego ceny za piłkarzy nie osiągają już tak zawrotnych kwot jak 65 mln $ za Zidane`a - wartość rynkowa Brazylijczyka, chyba najlepszego obecnie piłkarza świata młodego pokolenia, oscyluje w granicach 20 mln euro. Innymi piłkarzami, którzy być może wzmocnią katalońską ,,11'' są: słynący z doskonałych prostopadłych podań i niebanalnej techniki użytkowej brazylijski pomocnik (posiadający także portugalski paszport) tegorocznego triumfatora Pucharu UEFA, drużyny FC Porto - Deco, oraz Holender van Bommel - idealny człowiek od czarnej roboty w środku pola, który mógłby zastąpić swojego rodaka Cocu. Mówi się, ze warto pomyśleć o sprowadzeniu do Barcelony Argentyńczyka Andresa D`Allesandro, jednakże sprawy stanęły ostatnio w martwym punkcie - nikt nie jest zainteresowany kupnem kolejnego zawodnika, który dopiero miałby się ,,uczyć'' europejskiego stylu gry; aktualne wciąż problemy Riquelme też nie zachęcają do inwestowania w kolejne latynoskie ,,nadzieje futbolu''. Podobnie sprawa ma się z Robinho - objawieniem tegorocznych rozgrywek ligi brazylijskiej. Usilnie przymierzany przez polską prasę na następcę Marca Overmarsa na lewej flance Barcy Kamil Kosowski (przy całym szacunku dla jego umiejętności) też nie ma zbyt wielkich szans na transfer; nie tylko ze względu na bardzo dobrą ostatnio formę byłego gracza Ajaxu i Arsenalu. Sporadycznie pojawiają się też inne nazwiska w kontekście ich rychłego przejścia na Camp Nou, lecz nie wydają się one prawdopodobne. Pozostaje kwestia wzmocnienia defensywy, która od lat kuleje. Prowadzone są intensywne negocjacje w sprawie pozyskania gracza Ajaxu Christiana Chivu - zawodnika młodego i perspektywicznego, uwielbiającego ofensywne wejścia, a już dziś uznawanego za jednego z najlepszych defansorów Europy. Jeśliby i w kwestii rumuńskiego gracza Laporta dał się uprzedzić Realowi (poważnie zainteresowanemu Cristianem - po ,,wyczynach'' Hierro w drugim meczu półfinałowym Ligi Mistrzów z Juventusem, Perez & s-ka również chcą znacząco wzmocnić obronę...), nikt w Katalonii nie pozostawiłby na nim suchej nitki. Ewentualny zakup argentyńskiego stopera AS Romy - Waltera Samuela - również będzie poprzedzony rywalizają z klubem ze stolicy Hiszpanii. Interesująca jest perspektywa pozyskania z AS Monaco Meksykanina Rafaela Marqueza. Znakomite recenzje zarówno z występów w lidze francuskiej, jak i w narodowych barwach (np na Mundialu) wskazują, że mamy do czynienia z naprawdę klasowym defensorem, którego bez wątpienia wartałoby mieć w składzie na sezon 2003/04. Jest to o tyle prawdopodobne, iż Monaco przeżywa kłopoty finansowe (zostało karnie zdegradowane do II ligi, na dzień dzisiejszy rozpatrywane jest odwołanie działaczy klubu z małego księstwa południowej Francji od tej decyzji). Prawa ręka Laporty - Sandro Rossel, który był bliskim współpracownikiem Luiza Felipe Scolariego na Mundialu 2002 - potwierdził, że prowadzi obecnie negocjacje z dwoma graczami z ligi francuskiej; z Ronaldinho i właśnie z Marquezem...

Osobną kwestią pozostaje ewentualne wzmocnienie przedniej formacji. Mówi się o Henry'm z Arsenalu i przede wszystkim o Holendrze Royu Makaay'u, obecnie reprezentującym biało-niebieskie barwy Deportivo la Coruna, który jest faworytem większości socios. Jeśli transakcja ta doszłaby do skutku, nikt nie wypominałby już więcej Laporcie Davida Beckhama. Pojawiające się czasem spekulacje o sprowadzeniu Szewczenki, Crespo czy Ruuda van Nistelrooya raczej nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Szczególnie prawdopodobieństwo zakupu napastnika Manchesteru United jest w obecnej chwili równe zeru - logiczym jest, że ,,Czerwone Diabły'' nie pozbędą się dwóch swoich największych gwiazd jednego lata. Spekulacjom nie ma końca...

Co będzie? Które swoje kontakty wykorzysta tego lata Sandro Rosell? Kto wzmocni jedenastkę Blaugrana? Czy po trzech koszmarnych latach FC Barcelona powróci wreszcie na szczyt Primiera Division, by przez cały sezon okupować należne jej bez wątpienia pierwsze miejsce? Już wkrótce poznamy odpowiedź na te i inne pytania nurtujące kibiców Dumy Katalonii. Prezydenturę rozpoczął Joan Laporta...
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze