Czy zaświeci słońce nad Camp Nou?
Przygotowania FC Barcelony do nowego sezonu ruszyły pełną parą zaraz po zakończeniu ligi hiszpańskiej i kolejnego tragicznego sezonu w wykonaniu katalońskiego klubu. Zwolniono Radomira Antica, trenera, który jakimś cudem wyprowadził klub z totalnego dna i rozpoczęto poszukiwania nowego szkoleniowca, który miał być jednym z antidotów na brak sukcesów w ostatnich 4 sezonach. Laporta, nowy prezydent, który swoją osobą wprowadził wiele zamieszania w europejskim świecie futbolowym, najpierw szukał godnego Barcelony szkoleniowca. Podał wiele nazwisk, które były co najmniej kontrowersyjne. Następnie rozpętał kolejną bitwę w wojnie z Realem Madryt, którą w rezultacie Barca przegrała. Chodzi oczywiście o sprawę transferu Davida Beckhama, fantastycznego byłego pomocnika Manchesteru United.
Laporta podawał kolejne, wprost wyrwane z kosmosu, nazwiska, które pozornie wydawały się nie do zdobycia przez kataloński klub. Prezes jednak nie dał za wygraną i jako pierwszego na swojej liście ludzi mających odbudować dawną świetność Barcy umieścił Franka Rijkaarda. Holenderski trener, prawdziwy profesjonalista, genialny przed kilkoma laty piłkarz, wciąż młody, aktywny, ambitny trener, sympatyczny, ale i wymagający człowiek, miał stać się kamieniem węgielnym pod fundamenty nowej, lepszej i cudownej FC Barcelony. Kibice, piłkarze i działacze byli wielce uradowani, gdy 23 czerwca Frank przybył do stolicy Katalonii podpisać kontrakt stanowiący początek, miejmy nadzieję, owocującej w sukcesy współpracy z klubem. Mimo że socios mają w pamięci katastrofalne pomyłki popełnione przez poprzedniego �latającego Holendra� (że nazwiska nie wspomnę...), postanowili dać kredyt zaufania nowemu trenerowi. Zaraz za Rijkaardem dopisano kolejne nazwiska: Luis Garcia, Rustu Recber i Ricardo Quaresma. Jako że Hiszpan nie wzbudził wielkich emocji wśród kibiców i znawców futbolu, tak dwa kolejne nazwiska wywołały falę euforii i zadowolenia wśród wszystkich sympatyków katalońskiej �jedenastki�. Rustu ma za zadanie obalić mit fatalnych bramkarzy, na których skazana jest Barca. Fani z ogromną radością przywitali niesamowicie efektownego Turka i zobaczyli w nim właśnie tego goalkeepera, który zmaże to niechlubne piętno. Ricardo Quaresma natomiast przedstawiony został jako młody, genialny, niewiarygodnie kreatywny i fenomenalnie dryblujący Portugalczyk, który ma być swoistą rekompensatą dla kibiców Blaugrany za odejście Figo i tym skrzydłowym, który ma obdzielać napastników perfekcyjnymi podaniami. Nie było tylko pewne w całej tej sprawie, komu nowy pomocnik będzie podawał te wyśmienite piłki, bo kolejną eksplozję niestworzonych informacji o transferze Patricka Kluiverta rozgłosili dziennikarze sportowi i managerowie zainteresowanych nim klubów. Sam napastnik nie słyszał ani jednego konkretnego stanowiska od żadnej ze stron i mimo zapewnień, że nie chce i nawet nie myśli o odejściu z drużyny, prawie nikt nie stronił od zgryźliwych uwag pod jego adresem. A sam Kluivert wyjechał na wakacje żeby chociaż w pewnym stopniu odprężyć się, pozbyć stresu i odpocząć od pełnego wrażeń życia, spędzić tydzień z rodziną. Sprawa powoli już ucichała i nasz jedyny snajper pozostał w klubie zgadzając się na obniżenie zarobków, ze względu na katastrofalne, sięgające prawie 300 milionów Euro długi. Kwestia ataku została w ten sposób rozwiązana. Kluivert, Saviola i Luis Enrique to trio odpowiadające za zdobywanie goli w nadchodzącym sezonie. Przez czas trwania tej �napastniczej afery� przewijało się również nazwisko Djibrila Cisse, który miał być rzekomym zastępcą Kluiverta na pozycji środkowego napastnika, jednak klub młodego Francuza postawił zaporową cenę 35 milionów Euro odstępnego. Na taki wydatek nie było stać katalońskiego klubu. Mimo że skład przedstawiał się bardzo dobrze, Laporta nie miał dość i rzucił kolejne hasło: Ronaldinho! Wybuchła niewiarygodna wprost eksplozja śmiechu. Jakim cudem stać nas będzie na tak drogi wydatek? Czy ten genialny Brazylijczyk będzie chciał w ogóle przejść do stolicy Katalonii skoro ma tak atrakcyjne oferty z innych wielkich klubów europejskich? Takich i podobnych pytań nie było końca. Nie obyło się również bez porównań do nieudanego transferu Davida Beckhama i potraktowano to jak kolejne słowo rzucone na wiatr. Jednak Laporta postawił na swoim, skontaktował się z bratem a zarazem managerem mistrza świata i po wstępnych negocjacjach zadeklarował - Paryż zdobyty! Euforii i wychwalań prezesa nie było końca. Kibice z otwartymi ramionami przywitali wiecznie uśmiechniętego Brazylijczyka i ze zniecierpliwieniem czekali na pierwszą sambę w jego wykonaniu. Nie sposób również nie wspomnieć o nowym, doświadczonym obrońcy Meksykaninie Rafaelu Marquezie, który razem z Puyolem ma być główną podporą katalońskiej defensywy.
Frank Rijkaard podał skład, który został poddany największemu przedsezonowemu sprawdzianowi, jakim było tourne po USA. Z różnymi przebojami i trudnościami spotkali się i zawodnicy i trener, ale w końcu w komplecie, rozegrali trzy spotkania kontrolne, a w całym podsumowaniu drużyna wypadła naprawdę przyzwoicie. Bilans turniejowy to dwa zwycięstwa, z Juventusem Turyn i AC Milanem, oraz jedna dotkliwa porażka z Manchesterem United. Z bardzo dobrej strony zaprezentowali się gracze niedoceniani do tej pory w seniorskiej drużynie, tacy jak Oscar Lopez i Victor Valdes, swoją klasę potwierdziły nowe nabytki, szczególnie fantastycznie zaprezentowali się Ronaldinho, Quaresma i Rustu, a dobrą formę potwierdziły lśniące już gwiazdy Puyol i Saviola.
Przed naszą drużyną pozostał jeszcze jeden test w postaci kilku spotkań z klubami ekstraklasy angielskiej, a po nim zostanie już czas tylko na drobne poprawki i będziemy ze zniecierpliwieniem, ale i wielką obawą czekać na rozpoczęcie nowego sezonu. Czy tym razem słońce zaświeci nad Camp Nou? Wydaje się, że mamy wszystkie predyspozycje by tak się stało: genialnych i ambitnych piłkarzy, nigdy nie poddającego się trenera i zawsze wiernych fanów. Na razie czarne, burzowe chmury nad Barceloną rozwiał wiatr, ale czy słońce zaświeci na katalońskim niebie pełnym blaskiem? Odpowiedź na to pozornie łatwe pytanie poznamy dopiero za dziesięć miesięcy...
Laporta podawał kolejne, wprost wyrwane z kosmosu, nazwiska, które pozornie wydawały się nie do zdobycia przez kataloński klub. Prezes jednak nie dał za wygraną i jako pierwszego na swojej liście ludzi mających odbudować dawną świetność Barcy umieścił Franka Rijkaarda. Holenderski trener, prawdziwy profesjonalista, genialny przed kilkoma laty piłkarz, wciąż młody, aktywny, ambitny trener, sympatyczny, ale i wymagający człowiek, miał stać się kamieniem węgielnym pod fundamenty nowej, lepszej i cudownej FC Barcelony. Kibice, piłkarze i działacze byli wielce uradowani, gdy 23 czerwca Frank przybył do stolicy Katalonii podpisać kontrakt stanowiący początek, miejmy nadzieję, owocującej w sukcesy współpracy z klubem. Mimo że socios mają w pamięci katastrofalne pomyłki popełnione przez poprzedniego �latającego Holendra� (że nazwiska nie wspomnę...), postanowili dać kredyt zaufania nowemu trenerowi. Zaraz za Rijkaardem dopisano kolejne nazwiska: Luis Garcia, Rustu Recber i Ricardo Quaresma. Jako że Hiszpan nie wzbudził wielkich emocji wśród kibiców i znawców futbolu, tak dwa kolejne nazwiska wywołały falę euforii i zadowolenia wśród wszystkich sympatyków katalońskiej �jedenastki�. Rustu ma za zadanie obalić mit fatalnych bramkarzy, na których skazana jest Barca. Fani z ogromną radością przywitali niesamowicie efektownego Turka i zobaczyli w nim właśnie tego goalkeepera, który zmaże to niechlubne piętno. Ricardo Quaresma natomiast przedstawiony został jako młody, genialny, niewiarygodnie kreatywny i fenomenalnie dryblujący Portugalczyk, który ma być swoistą rekompensatą dla kibiców Blaugrany za odejście Figo i tym skrzydłowym, który ma obdzielać napastników perfekcyjnymi podaniami. Nie było tylko pewne w całej tej sprawie, komu nowy pomocnik będzie podawał te wyśmienite piłki, bo kolejną eksplozję niestworzonych informacji o transferze Patricka Kluiverta rozgłosili dziennikarze sportowi i managerowie zainteresowanych nim klubów. Sam napastnik nie słyszał ani jednego konkretnego stanowiska od żadnej ze stron i mimo zapewnień, że nie chce i nawet nie myśli o odejściu z drużyny, prawie nikt nie stronił od zgryźliwych uwag pod jego adresem. A sam Kluivert wyjechał na wakacje żeby chociaż w pewnym stopniu odprężyć się, pozbyć stresu i odpocząć od pełnego wrażeń życia, spędzić tydzień z rodziną. Sprawa powoli już ucichała i nasz jedyny snajper pozostał w klubie zgadzając się na obniżenie zarobków, ze względu na katastrofalne, sięgające prawie 300 milionów Euro długi. Kwestia ataku została w ten sposób rozwiązana. Kluivert, Saviola i Luis Enrique to trio odpowiadające za zdobywanie goli w nadchodzącym sezonie. Przez czas trwania tej �napastniczej afery� przewijało się również nazwisko Djibrila Cisse, który miał być rzekomym zastępcą Kluiverta na pozycji środkowego napastnika, jednak klub młodego Francuza postawił zaporową cenę 35 milionów Euro odstępnego. Na taki wydatek nie było stać katalońskiego klubu. Mimo że skład przedstawiał się bardzo dobrze, Laporta nie miał dość i rzucił kolejne hasło: Ronaldinho! Wybuchła niewiarygodna wprost eksplozja śmiechu. Jakim cudem stać nas będzie na tak drogi wydatek? Czy ten genialny Brazylijczyk będzie chciał w ogóle przejść do stolicy Katalonii skoro ma tak atrakcyjne oferty z innych wielkich klubów europejskich? Takich i podobnych pytań nie było końca. Nie obyło się również bez porównań do nieudanego transferu Davida Beckhama i potraktowano to jak kolejne słowo rzucone na wiatr. Jednak Laporta postawił na swoim, skontaktował się z bratem a zarazem managerem mistrza świata i po wstępnych negocjacjach zadeklarował - Paryż zdobyty! Euforii i wychwalań prezesa nie było końca. Kibice z otwartymi ramionami przywitali wiecznie uśmiechniętego Brazylijczyka i ze zniecierpliwieniem czekali na pierwszą sambę w jego wykonaniu. Nie sposób również nie wspomnieć o nowym, doświadczonym obrońcy Meksykaninie Rafaelu Marquezie, który razem z Puyolem ma być główną podporą katalońskiej defensywy.
Frank Rijkaard podał skład, który został poddany największemu przedsezonowemu sprawdzianowi, jakim było tourne po USA. Z różnymi przebojami i trudnościami spotkali się i zawodnicy i trener, ale w końcu w komplecie, rozegrali trzy spotkania kontrolne, a w całym podsumowaniu drużyna wypadła naprawdę przyzwoicie. Bilans turniejowy to dwa zwycięstwa, z Juventusem Turyn i AC Milanem, oraz jedna dotkliwa porażka z Manchesterem United. Z bardzo dobrej strony zaprezentowali się gracze niedoceniani do tej pory w seniorskiej drużynie, tacy jak Oscar Lopez i Victor Valdes, swoją klasę potwierdziły nowe nabytki, szczególnie fantastycznie zaprezentowali się Ronaldinho, Quaresma i Rustu, a dobrą formę potwierdziły lśniące już gwiazdy Puyol i Saviola.
Przed naszą drużyną pozostał jeszcze jeden test w postaci kilku spotkań z klubami ekstraklasy angielskiej, a po nim zostanie już czas tylko na drobne poprawki i będziemy ze zniecierpliwieniem, ale i wielką obawą czekać na rozpoczęcie nowego sezonu. Czy tym razem słońce zaświeci nad Camp Nou? Wydaje się, że mamy wszystkie predyspozycje by tak się stało: genialnych i ambitnych piłkarzy, nigdy nie poddającego się trenera i zawsze wiernych fanów. Na razie czarne, burzowe chmury nad Barceloną rozwiał wiatr, ale czy słońce zaświeci na katalońskim niebie pełnym blaskiem? Odpowiedź na to pozornie łatwe pytanie poznamy dopiero za dziesięć miesięcy...
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)