Inwazja na Sieraków 2003

Shibby

17 lipca 2005, 15:46

Brak komentarzy
Trzy cudowne dni spędzone razem przez fanów FC Barcelony w Sierakowie dobiegły już końca, a tym samym zakończył się pierwszy oficjalny trzydniowy zlot kibiców Barçy organizowany przez nasz serwis www.fcbarca.com. Każdy z nas jest teraz sam w domu i wspomina niejeden wzniesiony toast za nasz klub podczas conocnych posiedzeń na tarasie, teksty nie do przebicia, które serwował nam Saviola, mecze w siatkówkę i piłkę nożną oraz niezapomniane rondo. A wszystko zaczęło się 22. sierpnia przed poznańskim PKP...

Pierwsze koty za płoty

Pierwsza ekipa w składzie: Szyja, Wicek, Saviola, Anril i Shibby, zjawiła się w stolicy Wielkopolski, po niezwykle ciekawej podróży, już o 13. Na dworcu czekał na nich Looky, który został rozpoznany dzięki barwom balugrana oczywiście. Do oficjalnego rozpoczęcia zlotu zostały jeszcze dwie godziny, więc przybysze z północy postanowili odwiedzić chorego Ziema, który niestety nie mógł się zjawić w Sierakowie. Zwiedziliśmy poznańskie tramwaje i autobusy, w których Saviola zaczął już kleić swoje złote myśli, by wreszcie dotrzeć do szpitala. Odwiedziny zostały jednak przełożone na niedzielę ze względów technicznych - brak Ziema w szpitalu. O 15 zaczęli się schodzić pozostali kibice: Baqu i Robert, którzy zjedli już obiad w pobliskiej pizzerii, Dylu i Stephan, którzy przywitali nas tradycyjnym 'Visca el Barça!' oraz Rivo i Asia, którzy przyjechali samochodem i zabrali pozostałą część redakcji ze sobą. Reszta dotarła po różnych dziwnych perypetiach autobusem, a pozostała piątka miała dotrzeć wieczorem już bezpośrednio do pensjonatu 'OKO' w Sierakowie. Po drodze błądziliśmy trochę w tym ogromnym mieście i jego okolicach, a naszego rajdowego kierowcę Rivo już totalnie zmyliło rondo w centrum wypoczynkowym oraz cudowne progi zwalniające. Od razu poszliśmy zwiedzić pobliskie sklepy, by stwierdzić ich bogatą ofertę monopolową i oczywiście zagubiliśmy się na rondzie. Drogę wskazał nam jednak kiosk, na którego ladzie stały metalowe samochodziki o urokliwej nazwie 'SIKU', od tamtego momentu czuliśmy, że więcej drogi nie pomylimy.

Naczelny odebrał pokoje, które mieliśmy zarezerwowane, a do shibby zadzwonił zdesperowany Saviola i żaląc się do słuchawki, że człowiek nie wielbłąd, pić musi, poprosił o zawiezienie wszystkich 'garbów' do pensjonatu. Jak przystało na uczciwego redaktora, który awansował na banmana (i później na zastępcę naczelnego ;) - dop. Looky), Rivo podjechał po wszystkie plecaki do... kościoła, bo to było wyznaczone miejsce spotkania. Po kilkudziesięciu minutach, zadzwonił Sharif, że zagubili się i że będą za jakiś czas w ośrodku, o ile tylko ET znajdzie drogę, po reakcji Looky'ego, wiedzieliśmy, że są już w wesołych nastrojach. Tymczasem pierwsza ekipa udała się już do sklepu na zrobienie zapasów potrzebnych na wieczór i noc, nie było ich długo, więc stwierdziliśmy, że na pewno zagubili się na rondzie, ale niczego nie można było przewidzieć, bo przywódcą tej grupy był nieustraszony Saviola (którego imienia naprawdę nie pamiętam! A ja nie znam! - dop. Looky). Jednak wrócili, już w wesołych nastrojach, a zaraz po nich przyjechał Sharif, ET i Iwona. Początkowo miał z nimi przybyć jeszcze Owca, ale ze względów zawodowych, nie był w stanie. Po chwili krótki telefon od Barcela, że są już w drodze i za kilka minut ostatni fani się zjawili, mogliśmy więc w komplecie zacząć wielkie świętowanie.

Na początku tylko grupka osób z naprzeciwka nam to zakłócała, skandując: Widzew, Widzew, Łódzki Widzew, ja tej ***** nienawidzę!!! Amica, Amica!!!, ale był to pojedynczy incydent, nas po prostu było więcej, dokładnie 17 osób, i co tu dużo mówić - przestraszyli się. Rozlokowaliśmy się w trzech pokojach po sześć osób i zaczęliśmy montować jakiś szybki obiad. Podczas jedzenia i siedzenia na tarasie wpadł Sharif i z wielkim przejęciem zaczął się pytać Looky'ego: "Czy macie tutaj jakieś gniazdko albo budkę telefoniczną? Bo wiecie, laptop się jakoś skołuje, to żaden problem.". Niestety, ani, gniazdka, ani budki nie było, a laptop oczywiście na każde zawołanie jest. Po chwili jednak bardzo żałowaliśmy, że nie mamy przenośnego komputera, bo wiadomości sms-em przesłał Rival, że reklamy na koszulkach są już pewne... Oczywiście nie chcieliśmy uwierzyć, mieliśmy dosyć wesołe minki, więc każdy potraktował to jako żart. Saviola znowu wrócił ze sklepu, tym razem z Harnasiami i Smirnoffem oraz masłem. Pytany, po co mu cała kostka masła odpowiadał: "ja już wiem, co z nią zrobię", więc wszyscy w napięciu czekaliśmy na ten moment prawdy. Tymczasem Looky postanowił zapłacić za noclegi i zwołał zebranie zjazdowiczów, każdy wyciągnął ostatnie pieniądze i prawie z żalem oddał naczelnemu. Jak się na pewno domyślacie Saviola królował także w tej sytuacji. Podszedł i zawadiacko rzucał na stół pojedyncze banknoty dziesięciozłotowe. Widząc jego zaangażowanie, czarujące ruchy ręką i poprzednie rzucanie ciastkami, Looky spytał się: "Saviola, czemu ty tak wszystkim rzucasz?", usłyszał równie efektowną odpowiedź: "Bo taki ze mnie Maksi Kaz!". Oczywiście wybuchnęliśmy śmiechem i wiedzieliśmy, że ciężko nam będzie się rozstać z tym wielkim duchem człowiekiem. Gdy rozliczanie dochodziło do końca, Baqa zaczęła rozpierać energia i razem z Barcelem zadecydowali, że idziemy grać w piłkę nożną. Więc poszliśmy.

Nasz genialny dream team

Grali prawie wszyscy, mecz toczył się w naprawdę szybkim tempie, o czym świadczy wynik 9:7, klasę pokazał Stephan, który reprezentował barwy Dortmundu, Szyja, który niesamowicie główkował, Baqu dobry na każdej pozycji i bramkarz z prawdziwego zdarzenia - Wicek. Oczywiście każdy się starał i nie ustępował ambicją, jednak niepowtarzalny klimat stworzył nie kto inny jak Saviola. Wyspecjalizował się on w biciu rzutów rożnych i wykonywaniu stałych fragmentów gry, jaki to miało skutek? Jego drużyna niestety przegrała. Zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do pensjonatu i po krótkim prysznicu zasiedliśmy na tarasie, by razem przeżywać emocje dotyczące finałowej gry o Puchar Gampera oraz dyskutować o nowym sezonie Barçy. Jednak mecz został przyćmiony przez tragiczną wiadomość: na koszulkach FC Barcelony będą widniały reklamy !!! Informacja ta została potwierdzona przez redaktora Rako oraz przez kilka innych źródeł, więc z ciężkim sercem i otwartym gardłem przyjęliśmy tą wiadomość. Nieodzownymi przyjaciółmi tej imprezy stały się wesołe nutki, które chociaż na chwilę pozwoliły nam zapomnieć o tym koszmarze. Skupiliśmy się wszyscy na komórce shibby, która dostawała sms'y z relacją z meczu. Wielkie podziękowania należą się Rivalowi i Rako, którzy przez cały czas informowali nas o przebiegu i wyniku spotkania, inna sprawa, że było niezbyt ciekawe. Ale podczas posiedzenia nieustraszony Saviola postanowił przedyskutować kwestię Kluiverta nie z kim innym jak z Sharifem, wielkim przeciwnikiem napastnika Barçy. Rozmowa przerodziła się w kłótnię, a później w okrzyki: "Jeb** Patrycję!!" skandował Sharif, "Jeb** Crespo!!" krzyczał Saviola, który nie mógł się zgodzić ze zdaniem, że Argentyńczyk jest lepszy od Holendra. W tle oczywiście leciały przyjemne dźwięki ze sprzętu DJ-a Sharifa, a jak wszyscy wiemy muzyka i alkohol łagodzą obyczaje, również tym razem spełniły swoją rolę i chłopaki zgodnie wypili za Barçę, a razem z nimi cała reszta. Po chwili radości ze zdobycia pucharu, przypomnieliśmy sobie jednak o nieszczęsnych reklamach i nie obyło się i tym razem bez zatopienia smutków. Tymczasem Baqu, Szyja, Wicek i paru innych fanów zadecydowało, że chce im się grać w piłkę, więc wzięli futbolówkę i zaczęli kopać na ulicy między latarniami, a reszta poszła przejść się na plaże i starając się nie zabłądzić na rondzie. Około 3 rano wróciliśmy do 'OKA' i postanowiliśmy zbierać siły na kolejny, pełen przygód dzień.

Najważniejsza k**** jest zaprawa!

W sobotę rano obudziła nas deszczowa pogoda, a było już prawie południe. Na ten dzień były przewidziane mecze w siatkówkę i stwierdziliśmy, że chyba nic z tego. Jedynie szybka podróż do sklepu po zapasy picia i coś do jedzenia oraz optymistyczne stwierdzenie Sharifa "Ale tu śmierdzi!" zmobilizowały nas do wyjścia z łóżek. Saviola ambitnie próbował zrobić sobie śniadanie i w tym samym rozwiązał zagadkę masła: kupił je by posmarować sobie nim chleb, nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Rozbudzona przez głośny śmiech Riva i jeszcze zaspana shibby zapytała się Savioli "Co jesz?", usłyszała w odpowiedzi "Pasztet", i ponownie niemrawym głosem stwierdziła "Ale dzisiaj jest sobota..." po czym Saviola wygłosił kolejną złotą myśl "To co, nie wolno jeść pasztetu?". Cały pokój ryknął śmiechem i kolejny tekst powędrował do magicznego notesika. Następnie impreza przeniosła się do pokoju Sharifa, gdzie Anril, Saviola, Sharif, shibby, Stephan, Dylu i paru innych ludzi postanowiło przywitać zagranicznego gościa. Shibby tak dobrze zakręciła Sharifem, że ten, co prawda z wielkim bólem, skrzywieniem na twarzy i początkowymi oporami, wypił za PATRICKA KLUIVERTA! Tak, to był przełomowy moment, kto tego nie widział, niech żałuje, ale co nie udało się Savioli, udało się shibby (w kobietach siła i przyszłość narodu!).

Deszcz powoli przechodził, pojawiło się słońce a ciepły letni wiatr rozwiał chmury i nasza cudowna ekipa poszła grać w siatkówkę. Poziom był tak wysoki, że potrzebowaliśmy sędziego z prawdziwego zdarzenia, w którego zabawił się Sharif. Nie sędziował ani trochę stronniczo, a jeśli już, to raz na jedną a raz na druga drużynę, także było to naprawdę profesjonalne. Tak nam zleciał czas do wczesnego wieczora. Później standardowy szybki obiad w postaci gorących kubków i zupek chińskich, nieliczni poszli tylko do pizzerii, i już zaczęło się kolejne posiedzenie na tarasie. Tym razem toasty padały tak różne, że aż nie sposób wszystkich opisać, ale tradycyjne ze Barçę słychać było najczęściej. Shibby musiała wypić obiecane już wcześniej 'brudzie' z Dylem i Stephanem, a Szyja wzniósł toast za Tupaca Shakura, który jeszcze powróci do żywych. Było wesoło, optymistycznie, jednak co chwilę przypominaliśmy sobie o żałosnych reklamach i fatalnym sezonie na przemian, licząc, że kolejny będzie bardziej obfity w sukcesy.

Tymczasem Saviola i shibby poszli z wizytą do Barcela i jego kumpla. Na początku zostali zlani przez Robaka, który nie odpowiedział nawet cześć, ale zostało mu to wybaczone, gdy stwierdzili, ze ten czyta CKM-a. Za to Barcel włączył radio i zaczął śpiewać niepowtarzalne, romantyczne piosenki o miłości kierując swoje wyznania potajemnie w stronę Robaka. Goście stwierdzili, że coś się tu niedobrego święci, więc postanowili jeszcze zostać, by przypatrzeć się rozwojowi wypadków. Barcel jednak, chyba chciał ich wyprosić i nie wiedział w jaki sposób to zrobić, stwierdził, że idzie pod prysznic i poprosił shibby o ręcznik pokazując się prawie w negliżu! Saviola odebrał to jako skandal, po czym opuściliśmy ten lokal i udaliśmy się z resztą na koncert Dżemu. W drodze na imprezę, gdzie było naprawdę dużo turystów, Saviola zahaczył o jakiś namiot i z uroczą minką stwierdził "O, chipsy przyszły". Człowiek z namiotu chyba nie był zbyt przyjaźnie do niego nastawiony, bo odpowiedział coś z dziwną miną, a my nie chcieliśmy naszego dobrego ducha stracić, więc poszliśmy dalej na plażę. Na koncercie była masa ludzi, naprawdę wielki tłum i stwierdziliśmy, że nic tu po nas, wracamy do pensjonatu...

Idzie Polak borem, lasem...

Jednak po drodze Szyja wpadł na genialny pomysł żebyśmy poszli odwiedzić bobry. Mówił, że rozmawiał dzień wcześniej z dziwnym mężczyzną, który pilnuje tego 'bobrzego interesu' i trzeba iść lasem, a później nad jeziorko i tam nad ranem można obserwować te piękne zwierzątka. Cała ekipa stwierdziła, że to fantastyczny pomysł i na pewno przyjdziemy je zobaczyć, ale że zostało jeszcze trochę czasu poszliśmy zobaczyć co się święci w 'OKU'. A tam trwała impreza na całego: drinkowanie, browarkowanie, śpiewanie, tańczenie, sesja zdjęciowa Savioli w różnych ciekawych pozycjach i z wieloma akcesoriami, wykonywana przez Ozorków, czyli Dyla i Stephana i wiele innych atrakcji, których nie sposób wymienić. Po pewnym czasie, Rivo, Szyja, Looky, shibby, Dylu i Stephan, trochę już zniecierpliwieni tym oczekiwaniem na godzinę wyruszenia na bobry, postanowili przejść się do miasta na piwo. Po drodze jednak większość się wykruszyła, a Rivo dopiął swego i wyprosił na Look'ym bycie zastępcą naczelnego i niepowtarzalny status Banmana. Tak sobie dyskutując stwierdzili, że to już godzina na bobry wybiła. Skręcili więc na rondzie w lewo i udali się wzdłuż ścieżki w ciemny las, oczywiście nie zabrali latarek. Idąc jakimiś dziwnymi ścieżkami, gdzie było wprost czarno, drzewa wyrastały same z siebie Stephan usłyszał głosy i stwierdził, że goni nas Ciupakabra (nie wiem jak to się pisze), czyli dzikie plemię (? shibby, ja bym to inaczej określił :> - dop. Looky) napadające na turystów. Tym samym shibby poczuła się zagrożona i złapała nerwowo Szyję za rękę ciągnąc do dołu i już więcej nie puściła. Genialny redaktor Rivo miał taki cudowny humor, że tylko dodawał pikanterii tej całej wyprawie, co chwilę mówiąc, że za shibby ktoś idzie, łapie za rękę, a ona biedna krzyczała w niebogłosy, co z tego jak nikt jej nie słyszał, a Szyja prawie ogłuchł z tego strachu. Nagle... zgubili drogę. Wtedy Rivo i Looky wyjęli swoje super-hiper telefony komórkowe i użyli ich jako oświetlenie dalszej drogi. Dylu stwierdził, że musieliśmy zboczyć z trasy, bo tutaj nie ma śladów wskazujących na pobyt bobrów. Kolejny raz shibby poczuła czyjąś rękę na plecach i wydała z siebie jeszcze jeden przeraźliwy pisk. Gdy cofnęli się do innej drogi, stwierdzili, że to musi być ta właściwa, ta, która prowadzi nas do celu wycieczki. Szli, szli, szli i niestety się zawiedli, bo zamiast dojść do jeziora doszli do...ronda! Tak właśnie się skończyła bobrza wyprawa, podczas której stwierdziliśmy, że wszystkie drogi prowadzą do ronda. Mimo wszystko pełni wrażeń i niezwykle szczęśliwi dotarliśmy do pensjonatu i położyliśmy się spać...

Powrót do rzeczywistości

Pierwsi wstali Stephan i Dylu, którzy już niestety o 10 odjeżdżali. Przyszli się pożegnać, podziękować za wspaniały pobyt i obiecać, że na pewno na następnym zjeździe w Bydgoszczy się pojawią. Po śniadanku stwierdziliśmy, że trzeba rozegrać mecz w siatkówkę redakcja vs. reszta świata i tak właśnie zrobiliśmy. Redakcję reprezentowali Looky, Rivo i shibby a resztę świata Szyja, Wicek i Anril. Bezstronniczym i naprawdę uczciwym, a co najważniejsze znającym zasady gry, sędzią został Saviola. Po wyczerpującej walce i ogromnie wysokim poziomie, jaki reprezentowali zawodnicy, wielu składnych akcjach i cudownych serwach wygrała niezwyciężona REDAKCJA!!! Owacjom kibiców w postaci Asi nie było końca. W międzyczasie Sharif, ET, Iwona, Baqu i Robert przyszli się pożegnać i zostawić kluczyk od pokoju. Było nas już coraz mniej, robiło się coraz smutniej, więc zdecydowaliśmy posprzątać tony śmieci i odjechać z Sierakowa. Zabraliśmy się dwoma samochodami i spotkaliśmy się przed poznańskim PKP. Oczywiście nie możemy zapomnieć o spotkaniu z Ziemem, który przyszedł się zobaczyć i wypić symboliczny toast z ekipą z Pomorza. Po krótkim czasie rozmowy, śmiechu i wspomnień udaliśmy się na peron, by wsiąść do ostatniego pociągu. Początkowo nie było miejsca w przedziałach, ale Ziemo uruchomił swoje poznańskie znajomości i po chwili siedzieliśmy w miłym otoczeniu machając sobie na pożegnanie przez szybę i obiecując, że jeszcze się nie raz i nie dwa spotkamy w jeszcze liczniejszym gronie.

Teraz, czytając tą krótką relację, wydaje się, że wiele rzeczy zostało pominiętych, bo tak w rezultacie jest. Ciężko jest jednej osobie być w każdym miejscu jednocześnie i ubrać w słowa, to co się tam naprawdę działo. Klimat jaki panował na tarasie, w każdym z pokojów, w lesie, na plaży, czy nawet w sklepie przy rondzie był tak fantastyczny, tak pozytywny, że nie da się tego opisać, trzeba to przeżyć i z tego miejsca chciałam bardzo serdecznie podziękować wszystkim za te trzy cudowne dni jakie razem spędziliśmy. Następny kilkudniowy zlot ma się odbyć w Olsztynie lub w Gdańsku, ale wcześniej planujemy małe spotkanie na meczu z Realem Madryt najprawdopodobniej w Bydgoszczy. Sieraków już został przez fanów Barçy podbity, teraz czas na liczniejszą i dłuższą inwazję... Peace.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze