Ociemniające transfery
Standardowo zaczynamy od krótkiej historii
Jak każdy kibic wie, że F.C. Barcelona nie zdobyła już żadnego tytułu od prawie pięciu lat. Te 'w przybliżeniu' 1827 dni dla wielu z kibiców niegdyś praktycznie, dziś niestety teoretycznie jednego z najlepszych klubów globu były okresem męczarni, smutku i niekończącego się rozgoryczenia. Co gorsza, ten jałowy okres trwa nadal i szczerze powiedziawszy nikt nie jest w stanie powiedzieć kiedy się skończy. Już kilkakrotnie wydawało się, że Barcelona staje na nogi. Zresztą takie myśli zawsze towarzyszyły początkowi nowego sezonu.
Niestety. Wszystkie dotychczasowe próby F.C. Barcelony kończyły się porażkami. W istocie Barça przypomina mitycznego Syzyfa, śmiertelnika skazanego przez bogów na niekończące się męczarnie (czyli bezowocne wtaczanie kamienia pod górę, pomimo tego, że na ostatnich metrach kamień wyślizgnie się skazanemu z rąk). Z Barceloną jest o tyle inaczej, że przysłowiowy 'kamień' stacza się coraz niżej, a i coraz ciężej wtoczyć go chociaż na kilka kroków przed szczytem. Liczne porażki strasznie bolą kibiców Blaugrana, zarówno tych w Hiszpanii jak i w Polsce i na całym świecie.
Już w starożytności władcy różnych państw, chociażby rządzący Rzymskim Imperium wiedzieli, że najważniejsze jest aby lud był zaspokojony. Organizowano wtedy liczne igrzyska rozdawano wszystkim mieszkańcom wiecznego miasta chleb i wszyscy byli zadowoleni. Był to pewien sposób manipulowania ludźmi. Aby odwrócić uwagę ludu od licznych codziennych problemów - biedy, cierpienia, ubóstwa, itd. O dziwo, pomimo, że te rewelacje miały miejsce prawie dwa tysiące lat temu to i dziś takowa manipulacja okazuje się skuteczna.
Manipulacja
W czym przejawia się owa "manipulacja". Wystarczy się chwilę zastanowić. Przeanalizować ostatnie lata, chociażby same wypowiedzi 37 prezydenta w historii klubu F.C.B., nad wybrzeżem Costa Brava, pana Joana Gasparta. Otóż, kiedy pięć lat temu po raz pierwszy Barcelona nie zdobyła żadnego, nawet najmniejszego tytuliku, 'El Presi' (czyli właśnie Joan Gaspart) w licznych swoich wypowiedziach zaznaczał stworzenie wielkiego klubu. Na stanowisko trenera mianował swojego rodaka, Katalończyka Llorenç'a Serre Ferrer'a. Niestety. Był to kolejny nieudany sezon bez jakiegokolwiek trofeum. Panu prezydentowi zaczęło być gorąco. Wydał spore pieniądze, żeby stworzyć wielki zespół. Odżyły nadzieje w sercach kibiców. Cóż, prawdę mówiąc, w ostatnich czasach najbardziej emocjonujące stały się... właśnie transfery, szczególnie tych wielkich gwiazd. Era Rexach'a także zakończyła się niepowodzeniem. Kibice powoli tracili cierpliwość i zaufanie do zarządu. Wtedy Gaspart postanowił, że zaryzykuje. Po dwóch sezonach przerwy na Nou Camp przybył Luis Van Gaal. Razem z Holendrem przybyła nadzieja piłki argentyńskiej - Juan Roman Riquelme. Właśnie w tym zawodniku pokładano największe nadzieje. Jednak wychowanek Boca Juniors ugiął się pod presją ze strony kibiców, po kilku występach trener posadził go na ławce. Odszedł Gaspart, odszedł Van Gaal, a na jego miejsce przybył Radomir Antić, któremu udało się w końcu umieścić Barcelonę na miejscu premiującym do gry w Pucharze UEFA.
Wybory i fatum sezonu 2003/04
W czerwcu rozpoczęły się wybory na nowego prezydenta Barcelony. Pomimo tego, że kandydatów było wielu, dwa obozy miały największe szanse na odniesienie sukcesu - grupa Joana Laporty i grupa Luisa Bassat-a. Ostatecznie wygrał ten pierwszy. Ciągle mówi się, że Laporta został prezydentem, bo miał zagwarantować transfer Beckhama do Barcelony. Oczywiście Laporta zatriumfował, ale Beckham wylądował ostatecznie w Realu Madryt. Na Camp Nou sprowadzone zostały natomiast inne gwiazdy i gwiazdeczki Europy i Świata, którym w ciągu ostatnich lat udało się zabłysnąć na boiskach piłkarskich. Wielkie nadzieje wiązano z tureckim bramkarzem Recberem Rustu, portugalskim pomocnikiem Quaresmą, obrońcą z Meksyku, Rafaelem Marquezem, jednak największe emocje wzbudził transfer młodziutkiego magika z Kraju Kawy - brazylijczyka Ronaldinho. W kibicach odżyły nadzieje. Po świetnych wynikach na tournee w USA przyszły rozgrywki ligowe i zimny prysznic dla wszystkich - piłkarzy, nowego zarządu, trenera, a przede wszystkim dla kibiców. Po 18 kolejkach Barcelona zajmowała odległe, 12 miejsce. Kibice wrącz znienawidzili nowego trenera Franka Rijkaarda oraz jego metody szkoleniowe. Sprawy zaczęły się wymykać spod kontroli panu Laporcie. I tu nagle... W gazetach pojawiła się informacja - "Barcelona ubiega się o pozyskanie Edgara Davidsa". Nagle wszyscy zapomnieli o wynikach, o dalekiej pozycji, o niepowodzeniach i oczy wszystkich fanów Katalonii zwróciły się w stronę Półwyspu Apenińskiego. A zarząd małymi kroczkami przybliżał sfinalizowanie transferu. Czy kogoś nie zdziwiło, że ten transfer został sfinalizowany tuż po meczu 19 kolejki LFP? Mógł to być najnormalniejszy w świecie zbieg okoliczności, choć niekoniecznie.
Jeżeli zespół Rijkaarda uległby Realowi Saragossa, to w bardzo łatwy sposób zarząd mógłby przemówić do tłumu: "Mamy Davidsa - teraz może być tylko lepiej." I tym samym ponownie zyskać poparcie socios. Na całe szczęście Barcelona wygrała ten mecz w dobrym stylu. Jednak, nie można dawać się zmylać jakimikolwiek transferami, czy gigantycznymi czy malutkimi. Najważniejsza jest chwila obecna. I właśnie teraz najwyższa pora, aby wziąć się do pracy.
Jak każdy kibic wie, że F.C. Barcelona nie zdobyła już żadnego tytułu od prawie pięciu lat. Te 'w przybliżeniu' 1827 dni dla wielu z kibiców niegdyś praktycznie, dziś niestety teoretycznie jednego z najlepszych klubów globu były okresem męczarni, smutku i niekończącego się rozgoryczenia. Co gorsza, ten jałowy okres trwa nadal i szczerze powiedziawszy nikt nie jest w stanie powiedzieć kiedy się skończy. Już kilkakrotnie wydawało się, że Barcelona staje na nogi. Zresztą takie myśli zawsze towarzyszyły początkowi nowego sezonu.
Niestety. Wszystkie dotychczasowe próby F.C. Barcelony kończyły się porażkami. W istocie Barça przypomina mitycznego Syzyfa, śmiertelnika skazanego przez bogów na niekończące się męczarnie (czyli bezowocne wtaczanie kamienia pod górę, pomimo tego, że na ostatnich metrach kamień wyślizgnie się skazanemu z rąk). Z Barceloną jest o tyle inaczej, że przysłowiowy 'kamień' stacza się coraz niżej, a i coraz ciężej wtoczyć go chociaż na kilka kroków przed szczytem. Liczne porażki strasznie bolą kibiców Blaugrana, zarówno tych w Hiszpanii jak i w Polsce i na całym świecie.
Już w starożytności władcy różnych państw, chociażby rządzący Rzymskim Imperium wiedzieli, że najważniejsze jest aby lud był zaspokojony. Organizowano wtedy liczne igrzyska rozdawano wszystkim mieszkańcom wiecznego miasta chleb i wszyscy byli zadowoleni. Był to pewien sposób manipulowania ludźmi. Aby odwrócić uwagę ludu od licznych codziennych problemów - biedy, cierpienia, ubóstwa, itd. O dziwo, pomimo, że te rewelacje miały miejsce prawie dwa tysiące lat temu to i dziś takowa manipulacja okazuje się skuteczna.
Manipulacja
W czym przejawia się owa "manipulacja". Wystarczy się chwilę zastanowić. Przeanalizować ostatnie lata, chociażby same wypowiedzi 37 prezydenta w historii klubu F.C.B., nad wybrzeżem Costa Brava, pana Joana Gasparta. Otóż, kiedy pięć lat temu po raz pierwszy Barcelona nie zdobyła żadnego, nawet najmniejszego tytuliku, 'El Presi' (czyli właśnie Joan Gaspart) w licznych swoich wypowiedziach zaznaczał stworzenie wielkiego klubu. Na stanowisko trenera mianował swojego rodaka, Katalończyka Llorenç'a Serre Ferrer'a. Niestety. Był to kolejny nieudany sezon bez jakiegokolwiek trofeum. Panu prezydentowi zaczęło być gorąco. Wydał spore pieniądze, żeby stworzyć wielki zespół. Odżyły nadzieje w sercach kibiców. Cóż, prawdę mówiąc, w ostatnich czasach najbardziej emocjonujące stały się... właśnie transfery, szczególnie tych wielkich gwiazd. Era Rexach'a także zakończyła się niepowodzeniem. Kibice powoli tracili cierpliwość i zaufanie do zarządu. Wtedy Gaspart postanowił, że zaryzykuje. Po dwóch sezonach przerwy na Nou Camp przybył Luis Van Gaal. Razem z Holendrem przybyła nadzieja piłki argentyńskiej - Juan Roman Riquelme. Właśnie w tym zawodniku pokładano największe nadzieje. Jednak wychowanek Boca Juniors ugiął się pod presją ze strony kibiców, po kilku występach trener posadził go na ławce. Odszedł Gaspart, odszedł Van Gaal, a na jego miejsce przybył Radomir Antić, któremu udało się w końcu umieścić Barcelonę na miejscu premiującym do gry w Pucharze UEFA.
Wybory i fatum sezonu 2003/04
W czerwcu rozpoczęły się wybory na nowego prezydenta Barcelony. Pomimo tego, że kandydatów było wielu, dwa obozy miały największe szanse na odniesienie sukcesu - grupa Joana Laporty i grupa Luisa Bassat-a. Ostatecznie wygrał ten pierwszy. Ciągle mówi się, że Laporta został prezydentem, bo miał zagwarantować transfer Beckhama do Barcelony. Oczywiście Laporta zatriumfował, ale Beckham wylądował ostatecznie w Realu Madryt. Na Camp Nou sprowadzone zostały natomiast inne gwiazdy i gwiazdeczki Europy i Świata, którym w ciągu ostatnich lat udało się zabłysnąć na boiskach piłkarskich. Wielkie nadzieje wiązano z tureckim bramkarzem Recberem Rustu, portugalskim pomocnikiem Quaresmą, obrońcą z Meksyku, Rafaelem Marquezem, jednak największe emocje wzbudził transfer młodziutkiego magika z Kraju Kawy - brazylijczyka Ronaldinho. W kibicach odżyły nadzieje. Po świetnych wynikach na tournee w USA przyszły rozgrywki ligowe i zimny prysznic dla wszystkich - piłkarzy, nowego zarządu, trenera, a przede wszystkim dla kibiców. Po 18 kolejkach Barcelona zajmowała odległe, 12 miejsce. Kibice wrącz znienawidzili nowego trenera Franka Rijkaarda oraz jego metody szkoleniowe. Sprawy zaczęły się wymykać spod kontroli panu Laporcie. I tu nagle... W gazetach pojawiła się informacja - "Barcelona ubiega się o pozyskanie Edgara Davidsa". Nagle wszyscy zapomnieli o wynikach, o dalekiej pozycji, o niepowodzeniach i oczy wszystkich fanów Katalonii zwróciły się w stronę Półwyspu Apenińskiego. A zarząd małymi kroczkami przybliżał sfinalizowanie transferu. Czy kogoś nie zdziwiło, że ten transfer został sfinalizowany tuż po meczu 19 kolejki LFP? Mógł to być najnormalniejszy w świecie zbieg okoliczności, choć niekoniecznie.
Jeżeli zespół Rijkaarda uległby Realowi Saragossa, to w bardzo łatwy sposób zarząd mógłby przemówić do tłumu: "Mamy Davidsa - teraz może być tylko lepiej." I tym samym ponownie zyskać poparcie socios. Na całe szczęście Barcelona wygrała ten mecz w dobrym stylu. Jednak, nie można dawać się zmylać jakimikolwiek transferami, czy gigantycznymi czy malutkimi. Najważniejsza jest chwila obecna. I właśnie teraz najwyższa pora, aby wziąć się do pracy.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)