Po niespodziankach zafundowanych nam przez piłkarzy grających w mistrzostwach Europy, natychmiast głos zabrali eksperci. Bowiem zdezorientowanym kibicom ktoś musi wytłumaczyć dlaczego Bekham nie strzelił karnego, a Portugalczycy w meczu przeciwko Grekom grali jak ostatnie ofermy.
Jednak jak do tej pory nikt nie analizuje zagrożeń wiszących nad zwycięzcami. A to kardynalny błąd, bo sukces już nieraz był początkiem totalnej klęski. Winę za ten stan rzeczy ponoszą "umysłowe mikroby". Te niewidoczne (nawet pod mikroskopem) złośliwe stworzonka wciskają się do ludzkiego umysłu, powodując w nim taki bałagan, że nawet psychiatra jest bezradny.
Złośliwe "umysłowe wirusy" atakują nie tylko sportowców, dlatego (dla własnego bezpieczeństwa) warto poznać tych niewidzialnych złośników.
Na początku przedstawię bardzo niebezpiecznego drania, wywołującego umysłowy "Gigantyzm". Nazwa pochodzi od choroby fizycznej, wywołanej uciskiem guza na przysadkę mózgową. Chory osiąga nienaturalnie wysoki wzrost, ma ograniczone pole widzenia, a głowa źle znosi nawet bardzo lekkie uderzenie. Z gigantem umysłowym jest podobnie - wzrokiem ledwo sięga czubka własnego nosa, w swoim przekonaniu wielki (ważny) jak nie wiem co i nic nie jest w stanie zniszczyć dobrego samopoczucia.
Pochodzenie wirusa nie jest znane, wiadomo tylko, że uaktywnia się pod wpływem napojów wyskokowych oraz pochlebnych opinii w mediach.
Czasem jednak wirus gigantyzmu jest zbyt słaby, aby narozrabiać w głowie gospodarza, wtedy (najczęściej po dotkliwej porażce) chory popada w "Syndrom Bethowena". Bethowen (o czym wszyscy wiedzą) przyczynił się do rozkwitu muzyki przez duże M. oraz do rozwoju demografii (to już mniej znany epizod). Kompozytor ze swego potomstwa mógłby spokojnie wystawić drużynę piłkarską z rezerwowymi włącznie. W tej gromadce łobuziaków nie brakowało, to też tata Bethowen w procesie wychowawczym często używał ręcznych argumentów. Po przywołaniu szkrabów do porządku zmęczony ojciec wędrował na piętro, ciężko upadł na kanapę i odpoczywał. To znaczy taki miał zamiar, ale w tej samej chwili łobuziaki dorwały się do fortepianu i rozpoczęły koncert. Ich gra ograniczała się tylko do jednej gamy, ale była głośna i co gorsze wyjątkowo fałszywa. W tym czasie wrażliwe ucho ojca przeżywało prawdziwe tortury. Chcąc nie chcąc Bethowen wstawał z kanapy, z hukiem przegonił szkrabów od fortepianu i po właściwym zagraniu gamy wracał na ulubioną kanapę.
Bethowen, jak wiemy, na starość ogłuchł, ale i tak nie powinien narzekać, bowiem złośliwe dzieciaki słuch torturowały tylko kilka, może kilkanaście minut. Co natomiast ma powiedzieć taki ser Alex Ferguson i jego chłopaki z MU po przegranym meczu z węgierską drużyną. Stracona bramka śni się po nocach, w dzień dokładają media, a do rewanżu cały długi tydzień.
Gigantyzm szkodzi zainfekowanym, syndrom Bethowena jest groźny dla ich rywali. Dlatego po solidnym laniu w fazie grupowej Ligi Mistrzów zagrał MU.
Są jednak sytuacje, gdy nawet Bethowen jest bezradny, a sprawcą tego jest kolejny mikrob wywołujący "Dyktatochondrię" (chorobliwą skłonność do dyktatorstwa). Objawy tego schorzenia są łatwe do rozpoznania, bowiem dyktatochondryk wyznaje tylko dwie zasady; pierwsza brzmi - ja mam zawsze rację, druga - jeżeli jej nie mam, patrz zasada pierwsza.
Osoba zainfekowana nigdy nie przyjmuje krytyki pod własnym adresem. Za porażki obwinia wszystkich (z Panem Bogiem włącznie) tylko nie siebie. Jeżeli wirus ten znajdzie się w organizmie piłkarskiego trenera, to prowadzoną przez niego drużynę czeka niechybna klęska. Bowiem szkoleniowiec będzie naginał piłkarzy do swego widzimisie, nie przyjmując do wiadomości, że zawodnik czegoś nie potrafi.
Mimo tych wszystkich wad, dyktatochondrycy mają się dobrze, a zapotrzebowanie na ich usługi nie maleje. Trochę w tym zasługi "Lawiromani", ta dolegliwość jest wyjątkowo bezpieczna zarówno dla zainfekowanego, jak i dla otoczenia. Lawiromaniaka rozpoznać można po absurdalnych opiniach, którymi tłumaczy swoje niepowodzenie. Taki Luiz Figo stwierdził niedawno, że piłkarze Realu byli zbyt łagodni dla sędziów i dlatego królewscy w Primera Dyvizion zajęli dopiero czwarte miejsce. Tu nasuwa się pytanie, co poeta miał na myśli? Zanim jednak drogi czytelniku wybuchniesz śmiechem, pomyśl przez chwilę, może i w twojej głowie buszuje jakiś złośliwiec. Dobrej zabawy.
Pamiętajcie o mikrobach
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)