F.C. Barcelona 2004-2005

Suchy

17 lipca 2005, 16:53

1 komentarz
Barcelona 2004 – 2005

Sezon sukcesów i upragnionego tytułu, ale czy wszystko się udało? Jaki był ten rok?


Chyba już nawet najgorliwsi sympatycy galacticos nie wierzą w zdobycie mistrzostwa przez inny zespół niż F.C. Barcelona. Sezon zbliża się ku końcowi, co sprzyja wszelakim podsumowaniom i dlatego postanowiłem się rozprawić z tym sezonem…

Co składa się na sukces? I czym ten sukces właściwie jest? Czy osiągnięcia Barcelony z tego sezonu można do takowego zaliczyć?

Na te dwa podstawowe pytania będę starał się odpowiedzieć.

Najważniejszym oczywiście kryterium są wyniki sportowe. Te zna każdy kibic – Mistrzostwo Hiszpanii (ostatni raz zdobyte w 99’), ale też brak wyraźnych sukcesów w pucharach (krajowych i zagranicznych).

Dla Barcelony i wszystkich socios na pewno najważniejsze było Campeone. To się udało i dlatego w klubie, wśród zarządu i kibiców panuje euforia. Euforia uzasadniona, ponieważ osiągnięty został upragniony cel. Po latach posuchy nareszcie zdobywamy tytuł! Dodatkowym korzystnym aspektem tego sezonu jest oczywiście forma i postawa zespołu. Przez calutki sezon graliśmy na wysokim poziomie, a wpadki (których nigdy się nie uniknie) zdarzały się rzadko. Barcelona imponowała skutecznością w ataku, rozmachem w konstruowaniu akcji, polotem, fantazją i finezją w wykańczaniu akcji. Jednocześnie graliśmy niezwykle pewnie w obronie, dobrze bronił cały blok defensywny, a także pomoc oraz napastnicy! Jednak postawę Barcelony można podzielić na dwa etapy. Pierwszy - trwający przez znaczną część rundy jesiennej oraz drugi – aż do końca sezonu. W pierwszym graliśmy wręcz niewyobrażalnie. Nie pamiętam, kiedy jakikolwiek zespół grałby tak wyśmienitą piłkę (moja opinia jest jak najbardziej obiektywna). Presing na całym boisku, szybkie odzyskiwanie piłki po stracie, dynamiczna i kombinacyjna gra, bardzo szczelna obrona i szybkie skuteczne akcje! Czarna Perła z Kamerunu kończył akcje, ale także stwarzał okazje partnerom, mocne solidne zmiany (według mnie bardzo dobry Larsson, walczący na całym boisku i bardzo dobrze podający, aczkolwiek z pewnymi brakami w skuteczności), pełne zaangażowanie i walka na całego. Barcelona biła rekordy najlepszych startów w historii, skuteczność Eto’o z pierwszej części sezonu gwarantowała by mu zdobycie 30 i więcej bramek w sezonie (co dalej jest możliwe, ale mało prawdopodobne…). Świetnie spisywała się także pomoc, bardzo dobrze układała się współpraca między znakomitymi Xavim i Deco, a solidne wsparcie Motty, Edmilsona lub Marqueza gwarantowało wyraźną przewagę w środku boiska. Nikt nie był w stanie nam zagrozić dominowaliśmy w każdym meczu bez znaczenia, kto był przeciwnikiem! Zdruzgotaliśmy wręcz rywali z Madrytu, a wielu głosiło wieści o narodzeniu nowego Dream Teamu. To była niesamowita dyspozycja Barcelony i właśnie dla takich meczy i takiej formy warto Barcelonie kibicować! Potem niestety nastały kontuzje… Nieszczęsne urazy, które bardzo pozmieniały szyki Misterowi, pozbawiły nas zupełnie możliwości rotacji. Barcelona ciągle jednak grała pięknie i skutecznie. Jednakże widać już było pierwsze oznaki zmęczenia. Barcelona nie przestała grać skutecznie i atrakcyjnie, ale była to już trochę inna drużyna. Nie było już takiego presingu i obrony całym zespołem (szczerze powiem, że przyczynę tego faktu upatruję w wyeliminowaniu z gry największych chyba „walczaków” w drużynie – Motty i Larssona, a Deco i Marquez grając ciągle świetnie sami nie byli w stanie tak bardzo zdominować środka pola). Bez szybkiej i skutecznej gry, natychmiastowego odbioru piłki po stracie, odrobinę gorzej graliśmy w ataku. Mi jugador favorito Eto'o nie był już tak zabójczą bronią dla przeciwników, coraz częściej zdarzały się kiksy w dogodnych sytuacjach, a gdy urazu nabawił się także Giuly nasza siła rażenia z Iniestą na skrzydle (który moim zdaniem rozegrał wyśmienity sezon) nie była już tak imponująca i mimo stwarzania wielu dogodnych sytuacji strzelaliśmy coraz mniej goli. Błędy pojawiły się także w obronie, w środkowej części sezonu formą nie imponował Puyol, a Oleguer chyba wszystkich przyzwyczaił do swoich pomyłek (coraz mniej ich popełnia i osobiście uważam, że był to bardzo udany sezon dla wychowanka, który ma szanse także na grę w reprezentacji). Oczywiście nie piszę, że graliśmy źle i nieskutecznie, ale forma, która prezentowaliśmy na początku drugiej części sezonu różniła się od tej prezentowanej na starcie La Ligi.

Jednakże Primera Division to tylko część rozgrywek, w których występowała Blaugrana. W Lidze Mistrzów odpadliśmy po zaciętym i bardzo wyrównanym boju z Chelsea. Tą rywalizację mogła wygrać każda z drużyn, a o końcowym wyniku zadecydowały detale lub po prostu brak szczęścia(ciągle będę się upierał przy obarczaniu częścią winy za tą porażkę Gerarda, ale także np. brzydki faul Carvalho na Valdesie wpłynął na ostateczny wynik). Jednakże zanim doszło do tej rywalizacji Barcelona rozegrała 6 spotkań grupowych, w których to bez większych problemów zapewniła sobie awans do 1/8 rozgrywek. Troszkę szkoda, że nie udało się awansować z pierwszego miejsca, ponieważ wtedy teoretycznie przyszłoby nam się zmierzyć ze słabszą drużyną. Oczywiście o mecze z Milanem pretensji mieć nie można, bo to Barcelona zdominowała(moim zdaniem) oba spotkania, a w rewanżowej potyczce nie pierwszy raz geniuszem popisał się Ronaldinho, ale porażka z Szachtarem i remis z Celticiem trochę pokrzyżowały nam plany. Pretensji jednak o to mieć nie należy, a nawet nie można. Nasz awans do ćwierćfinału nawet przez chwilę nie był zagrożony, a to oczywiście był podstawowy cel.

Troszkę inaczej ma się jednak sprawa Copa del Rey, a kolejny sezon, w którym odpadamy z tych rozgrywek bardzo wcześnie jednak dziwi.

Czy więc pod względem sportowym sezon ten był udany? Uważam, że na pewno tak. Priorytetowy cel został osiągnięty, a wygrać Ligę Mistrzów jest naprawdę niezwykle trudno, a tytuł nie zawsze zdobywa najlepsza drużyna.

Pełnie obrazu dopełniają jeszcze inne aspekty. Takie jak transfery, posunięcia zarządu, dyspozycja i morale poszczególnych graczy oraz sprawy medialno-finansowe.

Przed sezonem do klubu sprowadzeni zostali gracze, którzy w dużej mierze wpłynęli na oblicze zespołu. Doskonałymi zakupami okazali się Eto’o, Deco i Beletti. Ich wpływu na grę Barcy nie sposób przecenić. Bardzo dobrze spisywał się także Giuly, jednakże częste urazy przeszkodziły mu w zaprezentowaniu pełni możliwości. Sylvinho rozegrał niezły sezon, był przydatny dla klubu, ale nie stał się kluczowym graczem, a pozycja lewego obrońcy moim zdaniem była największa bolączką w tym sezonie. Trudniej jest ocenić natomiast pozostałych graczy. Larsson grał według mnie bardzo dobrze i agresywnie. Dużo biegał i często wspierał partnerów w defensywie, niestety jego skuteczność czasami bywała irytująca. Gdyby nie kontuzja ocena ta na pewno byłaby łatwiejsza, ale ze względu na nią trudno jednoznacznie ocenić wartość tego transferu. Podobnie ma się sprawa z Edmilsonem, aczkolwiek jego wpływ na grę zespołu wydawał się ciut mniejszy. Mimo wszystko transfery dokonane przed sezonem uważam za bardzo dobre i trafione.
W przerwie zimowej ze względu na kontuzje sprowadzeni zostali dwaj nowi gracze – Maxi Lopez i Demetrio Albertini. Obaj grali bardzo mało, a przebłysk Maxiego w pierwszym meczu z Chelsea nie może diametralnie zmienić oceny jego wpływu na grę drużyny. Jest on jednak bardzo młodym graczem, dlatego może się okazać, że będzie on bardzo przydatny za pare sezonów, gdyż narazie uważam, że jest on niestety za słaby. Zdecydowanie gorzej oceniam jednak transfer Demetrio. Grał bardzo mało i praktycznie nie prezentował swoją grą nic wielkiego. Miał być ratunkiem dla osłabionej kontuzjami pozycji defensywnego pomocnika, ale ilość jego występów, słaba forma, wiek oraz kontuzje przeszkodziły w tym całkowicie. Gdyby nie fakt, że był on sprowadzony za darmo oceniłbym ten transfer wręcz fatalnie. Nie umniejszam umiejętności temu graczowi, ale uważam, że Barcelonie zupełnie się nie przydał i nie widzę dla niego miejsca w przyszłym sezonie! Sprzedanie Quaresmy także należy wziąć pod uwagę, decyzję tą jeszcze przez kilka sezonów trudno będzie jednoznacznie ocenić. Na pewno był i jest graczem przyszłościowym, ale po słabym sezonie w Barcelonie został sprzedany. Może warto było dać mu jeszcze jedną szanse? Największą jednak wpadką transferową było sprzedanie Luisa Garcii, który w Liverpoolu jest podstawowym graczem, a swoimi bramkami doprowadził zespół do finału Champions League.

Całość transferów jednak zdecydowanie uważam za udaną, a gdyby nie kontuzje Larssona i Edmilsona mogłyby okazać się jeszcze bardziej imponujące. Sztab techniczny potrafił bardzo dobrze określić wymagania stawiane nowym nabytkom, oszczędnie dysponował środkami, a każdy transfer był dokładnie przeanalizowany.

Nie można zapomnieć także o sprawach związanych z działaniami Laporty i spółki. Poraz pierwszy w historii klubu zarząd zdecydował się na reklamy na koszulkach (finalnie nie została jeszcze podpisana umowa, a swoją wypowiedź opieram na informacjach prasowych). Jest to arcy trudny temat do analizy i decyzja ta ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Pieniądze są na pewno nam bardzo potrzebne, ale czy kosztem tradycji…

Pomijając tą sprawę należy zwrócić uwagę na bardzo szlachetne zachowanie zarządu, który postanowił przedłużyć umowę z Larssonem mobilizując go do szybkiego powrotu do gry. Dodatkowo rozsądny system premiowy, nagradzanie wyróżniających się graczy, ale dbanie przy tym o kolektyw są doskonałymi krokami „staffu”. Barcelona wychodzi z zadłużenia, a jej pozycja finansowa jest najlepsza od wielu lat.

Starania rozszerzania popularności klubu, szczególnie wśród krajów azjatyckich, także należy uznać za korzystne, a dodatkowe środki pieniężne oraz ciągle rosnąca ilość socios tylko poprawiają naszą sytuacje.

Co do samych zawodników to osobiście chciałbym bardzo wyróżnić Marqueza, który był moim zdaniem odkryciem tego sezonu. Dodatkowo doskonała gra Eto’o (szczególnie w pierwszej części sezonu), El cracka (zwłaszcza w II połowie sezonu), Deco i Xaviego zasługują na najwyższe uznanie. Bardzo dobrze zaprezentował się także Iniesta, a zaufanie Rijkaarda do Oleguera wychodzi klubowi tylko na dobre. Fajnie wprowadzili się także Damia i Messi, z których możemy mieć jeszcze sporo pożytku. Słabszy sezon zaliczył Gio, który nie był tak istotnym graczem, jak w ubiegłym sezonie i właśnie na wzmocnienie tej pozycji najbardziej oczekuję (zakładając, że Marc Van Bommel jest już praktycznie naszym graczem).

Jaki był więc ten sezon?
Na pewno udany! Aczkolwiek nie wszystko wyszło tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Widać wyraźny rozwój klubu i jeżeli ta tendencja się utrzyma to za dwa sezony nie będziemy mieli sobie równych nie tylko w Hiszpanii, ale także w Europie (obawiam się trochę o miliony Abramowicza, ale może na razie pomińmy ten aspekt). Jest to jednak tylko sfera przypuszczeń. Na pewno Barcelona może grać jeszcze lepiej, potrzebne są nowe wzmocnienia i ustabilizowanie składu. Dłuższa ławka oraz kilka zmian w podstawowym składzie (nowy lewy obrońca, DM i alternatywa dla Giuly’ego są przydatne) mogą nam tylko pomóc. Sezon nie był pełen sukcesów, ale następne mogą już takie być. Zespół potrafi i wie jak grać doskonały futbol, a Rijkaard dobrze dysponuje powierzonymi mu piłkarzami.
Oby tak dalej!

VISCA EL BARCA!
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze